— Inżynierowie będą tu za jakieś pięć minut, zgodnie z ich ostatnim oszacowaniem czasu przybycia. Natknęli się na Posleenów, ale zespół poradził sobie. Druga drużyna ma kontakt z żabojadami, którzy się wycofują. Dowodzi nimi jeszcze francuski generał, ale stan jednostki odpowiada co najwyżej brygadzie. Przesłałem im plan uwolnienia Niemców i zgodzili się.
— Duncan próbuje odnaleźć teraz starszych oficerów Brytyjczyków. Melduje, że Brytyjczycy dostali niezłego łupnia. Muszą uporać się z wieloma Posleenami, który dostali się do ich sektora. Nadal ani śladu amerykańskiej jednostki, szuka jej Williams.
— Sam?
— Tak, sir. Poradzi sobie, jest zwinny jak kot. Kiedy znajdzie Amerykanów, skontaktuje się z nami. Uważa, że mogą być w lepszej kondycji niż Brytyjczycy, bo na tym obszarze jest mniej Posleenów.
— Dobra, niech będzie. Mam mu dać medal czy oddać pod sąd wojskowy? Dobra, świetnie, dobra, niech sobie pisze ten cholerny list.
— Sir?
— Co?
— Bredzi pan — powiedział sierżant. — Mogę coś zasugerować? — dodał nieśmiało.
— Wiem, mam odpocząć. Wszyscy mi to mówią. Generał, major, sierżant. Ani się obejrzę, a dołączą się jeszcze pieprzeni szeregowcy. „Poruczniku O’Neal, musicie odpocząć” — skończył tonem małego dziecka.
— Tak, sir, musimy móc dobudzić pana, kiedy coś się wydarzy. Usiądźmy przy ścianie, sir.
Sierżant plutonu taktownie odwrócił porucznika, kładąc mu rękę na ramieniu, i poprowadził go do sterty gruzu pod ścianą. Usadził go i poklepał po ramieniu.
— Proszę się chwilę zdrzemnąć, sir.
Miał duże doświadczenie w sprawach dowodzenia. Szeregowiec musi po prostu wykonywać polecenia, płynąć z nurtem. Często może wypocząć na stojąco albo podczas marszu, ze zmysłami w pogotowiu, ale wyłączonym umysłem. Dowódcy natomiast muszą stale myśleć, czuć i zwracać uwagę. Muszą wszystko kontrolować i motywować żołnierzy. To ich wykańcza. A młodsi dowódcy rzadko się oszczędzają i dlatego jeszcze szybciej się wypalają. W końcu uczą się odpowiedniej strategii albo muszą sobie szukać łatwiejszego zajęcia.
— Dobra, sierżancie, dobra. Aha, niech trzydzieści procent plutonu pozostanie na nogach i…i…hmm…
Mike urwał. Wiedział, że o czymś zapomniał, ale nie mógł sobie przypomnieć, o czym.
— Tak jest, sir, zajmiemy się tym.
Sierżant Green został przy oficerze, aż upewnił się, że porucznik zasnął. Ciągłe napięcie działało pewniej niż jakikolwiek środek nasenny.
— Przekaźnik: czy O’Neal śpi?
— Tak, sierżancie.
— Dobra, otwarty kanał dowodzenia. Dowódcy drużyny, niech jedna trzecia żołnierzy obejmie wartę, a pozostałe dwie trzecie idą spać. I wy też macie s-p-a-ć, a nie grać w pieprzone karty! Przepraszam, druga drużyno, odpoczniecie, jak wrócicie. Zwiadowcy, ustalcie między sobą, kto ma spać. Dowódcy pierwszej i trzeciej drużyny, przekażcie wszystkie obowiązki dowódcom waszych zespołów Alfa i odpocznijcie, do cholery! Przekaźniki: zaaplikować antidotum na Provigil-C. Jeśli żołnierze się nie zgodzą, zameldować mi. I niech żołnierze dalej przygotowują się do wymarszu. To nie może czekać. Trzydzieści minut odpoczynku, potem zmiana. Jakieś pytania?
— Kiedy się wycofujemy? — zapytał sierżant Brecker.
— Kiedy powie o tym porucznik. Coś jeszcze?
Nie było więcej pytań. Sierżant Green rozejrzał się i, podobnie jak jego dowódca, starał się ustalić, czy należy coś jeszcze załatwić. Zastanawiał się, czy nie powiedzieć szwabskiemu majorowi, jak wygląda sytuacja, ale oficer był pogrążony we śnie z głową wtuloną w siedzenie dowódcy czołgu. Na żadnym z bulwarów nie było widać Posleenów, a przypadkowi włóczędzy byli natychmiast atakowani pociskami z broni maszynowej albo karabinów grawitacyjnych, w zależności od tego, który z żołnierzy miał akurat szybszy refleks. Sierżant wzruszył ramionami i ruszył na obchód.
Wkrótce wrócili inżynierowie i, opowiadając barwnie o swoich przygodach, ustawili stację ładowania. Sierżant Green wykorzystał starszeństwo swojego stopnia wojskowego, a potem pozwolił zwiadowcom podchodzić pojedynczo i ładować swoje pancerze. Były cztery stacje, więc Green oszacował, że wszyscy skończą za jakąś godzinę. Polecił inżynierom ustawić boczne odgałęzienia ładowarek i uzupełnić zapasy energii w pancerzach śpiących żołnierzy. Zaczynając od porucznika.
Podczas pierwszej zmiany odpoczynku z rumowiska przy jednym z budynków wyłonił się francuski czołg podstawowy FX-25. Maszyna skręciła i pospieszyła w stronę skrzyżowania, rozgniatając na miazgę posleeńskie trupy na drodze. Sierżant Green w podskokach zagrodził czołgowi drogę i machnął, żeby się zatrzymał. Miejsce dowódcy czołgu zajmował łysy kapitan z długą, głęboką blizną z lewej strony łysiny. Tę samą stronę twarzy kapitan miał owiniętą bandażem. Sierżant Green pomyślał, że oficer miałby na pewno dużo do opowiadania. Zasalutował.
— Starszy sierżant Alonisus Green, osiemdziesiąta druga dywizja powietrznodesantowa, Monsieur Capitaine. Jak rozumiem, jesteście pierwszą jednostką francuską?
— Kapitan Francis Alloins, sierżancie, Deuxičme Division Blindée — odpowiedział kapitan i zasalutował z przesadną dwornością. — Enchanté. Tak, to my. Mamy wielu rannych, czy musimy się z nimi przedzierać przez wrogie szeregi?
— Cóż, sir… — przekaźnik Greena przerwał rozmowę przychodzącą transmisją.
— Trzysta dwudziesty piąty, trzysta dwudziesty piąty, tu helikopter sanitarny 481, musimy wiedzieć, gdzie mamy lądować.
— Nadlatuje helikopter sanitarny, sir — powiedział sierżant z zadowoleniem. — Możecie zabrać rannych nad wodę. Gdybyście mogli jeszcze podesłać jakiś oddział do pomocy przy helikopterze, byłbym wdzięczny, mamy naprawdę dużo pracy.
Sierżant Green przełączył się z zewnętrznych głośników na częstotliwość helikoptera sanitarnego i zaczął rozmawiać z pilotem.
— Certainement — zgodził się kapitan, nieświadomy faktu, że podoficer skutecznie przerwał łączność. — Pardon.
Wziął radionadajnik i warknął kilka krótkich rozkazów do mikrofonu. Na ulicy pojawiło się więcej czołgów FX-25 razem z ciężarówkami pancernymi i pojazdami wspierającymi. Pojazd zwiadowczy kawalerii ciężko przesunął się wzdłuż bulwaru i zahamował naprzeciwko czołgu.
Wysoki i szczupły generał w kamuflażu bojowym wysiadł z pojazdu zwiadowców, rozejrzał się i poprawił pasek w spodniach. Za nim wysiadła drużyna zbrojnych żołnierzy piechoty, którzy rozbiegli się, żeby go kryć. Kapitan stanął na baczność i przepisowo zasalutował. Sierżant Green, podirytowany, tylko przystawił rękawicę do hełmu.
— Bonjour, Sergent, bonjour! Muszę przyznać, że bardzo się cieszę, że mogę pana poznać — stwierdził generał, odpowiedział na salutowanie i z całej siły uścisnął rękawicę. — Niezliczoną ilość razy myślałem, że już do tego nie dojdzie. I witam pana, kapitanie Alloins! Wspaniale tu pana widzieć! Jak tam najazd?
— Dosyć prosty, skoro mieliśmy zabezpieczone skrzydła, mon Général — powiedział kapitan z uśmiechem.
Wskazał uroczyście na pancerz wspomagany. — Generale Jean-Philippe Crenaus, pragnę przedstawić sierżanta Alonisusa Greena ze Skonfederowanej Floty Uderzeniowej.
— Tak, tak, poinformowano mnie już o sierżancie Greenie — powiedział generał. — A gdzież jest ten niezwyciężony porucznik O’Neal?
Sierżant Green ściągnął brwi, czego nie było widać spod jednolitej maski hełmu. Skąd generał dowiedział się o poruczniku O’Nealu?