— W rzeczywistości teraz zwalniamy. Zbliżamy się do bomby Q tyłem…
— Większość oficerów odbywających służbę w przestrzeni kosmicznej zostało przeniesionych z sił morskich Stanów Zjednoczonych, ponieważ większość statków kosmicznych bardziej przypomina łodzie podwodne niż cokolwiek innego. Ale Liberator jest inny. Mamy tak wiele energii do dyspozycji, że na statku jest więcej miejsca niż na jakimkolwiek innym statku kosmicznym od czasu Skylaba. Jeśli nigdy o nim się słyszałaś, sama sprawdź. John Metternes i ja dzielimy coś w rodzaju dużego mieszkania, w którym są sypialnie, prysznice i prywatna kabina zaopatrzona w monitory i ekspresy do kawy. Kiedy podchodzimy do okienek i patrzymy na boczną część statku, przypomina to widok z wieżowca na Ziemi. Ale większość budynków nie ma anten i masztów z zamontowanymi czujnikami. Albo okienek strzelniczych.
— Muszę już iść, kochanie. Napęd zaraz zostanie wyłączony i byłby kłopot, gdybyśmy niespodziewanie napotkali to licho…
— Jak się czuję? Boję się. Jestem podniecona. Mam zaufanie do swoich umiejętności, doświadczenia Johna i do Liberatora, który już udowodnił, jakim jest doskonałym statkiem. Mam nadzieję, że to wystarczy, aby nam się udało. Myślę… myślę, że to wszystko, Libby. Zamknij plik.
— Tak, Edno. Już czas.
— Wiem. Wezwij Johna, dobrze?
21. Biegun
Bisesa nie widziała nic.
Discovery przedzierał się przez półmetrową warstwę śniegu z dwutlenku węgla. Krucha warstwa suchego lodu ulegała sublimacji pod wpływem ciepła pojazdu, wskutek czego poruszali się w roziskrzonej mgle, za którą rozciągała się ponura ciemność. Wszyscy milczeli niby gracze w pokera podczas niekończącego się turnieju. Bisesa musiała znosić sama tę działającą na nerwy jazdę.
W końcu za zasłoną mroku dostrzegła jasnozielone iskrzące się światła. Łazik zwolnił i stanął. Reszta załogi poderwała się.
Na lodzie stał jakiś pojazd o wielkich balonowych kołach, na którym siedzieli okrakiem dwaj ludzie w skafandrach kosmicznych. Mieli podświetlone hełmy, ale Bisesa nie mogła dojrzeć ich twarzy. Kiedy zobaczyli światła łazika, pomachali rękami.
— To trycykl — powiedziała ze zdumieniem Myra.
— Istotnie — spokojnie powiedziała Paula. — Nazywają go Pojazdem Ogólnego Zastosowania. Służy do przeprowadzania operacji w pobliżu stacji na biegunie…
— Chcę mieć taki. Aleksiej postukał w ekran. — Jurij. Czy to ty?
— Cześć, Aleksiej. Oczyściliśmy dla was drogę lemieszem sublimacyjnym. Jest więcej śniegu niż zazwyczaj o tej porze roku.
— Dzięki.
— Discovery, po prostu jedźcie za nami, a wszystko będzie dobrze. Jeszcze jedenaście, dwanaście godzin i będziemy w domu. Do zobaczenia w Stacji Wellsa.
Pojazd zakręcił i ruszył przed siebie. Wokół zawirowała mgła w świetle reflektorów.
Discovery podążył za nim i szybkość małego konwoju wkrótce przekroczyła czterdzieści kilometrów na godzinę.
Kiedy zagłębili się w ciemność, twardy grunt zalegający pod śniegiem zaczął się zmieniać. Leżał grubymi warstwami, na przemian jasnymi i ciemnymi, przypominając skałę osadową. Wyglądał jak wypolerowany, pokryty patyną, lśniącą w świetle reflektorów pojazdu.
Po kilku godzinach dotarli do jaśniejszej, twardszej powierzchni, brudnobiałego koloru zabarwionego marsjańską czerwienią.
— Lód — oznajmiła Paula. — W każdym razie głównie. To stała czapa lodowa, pozostałość po tym, jak każdej wiosny śnieg z dwutlenku węgla znika w wyniku sublimacji. Tu, na krawędzi czapy, jesteśmy około pięciuset kilometrów od Stacji Wellsa, która leży w pobliżu bieguna. Teraz jazda będzie bardziej płynna. Koła łazika można przystosowywać do różnych typów powierzchni.
Bisesa powiedziała:
— Jestem zaskoczona, że Discovery nie jest wyposażony w narty.
Aleksiej popatrzył na nią ze zbolałą miną.
— Biseso, to jest Mars. Temperatura zewnętrzna jest równa temperaturze krzepnięcia suchego lodu i przy tym ciśnieniu wynosi około stu pięćdziesięciu kelwinów.
Zastanowiła się.
— Czyli około stu pięćdziesięciu stopni poniżej zera.
— Tak — powiedziała Paula. — W tej temperaturze zwykły lód jest twardy jak bazalt.
Bisesa była rozczarowana.
— Ten mały wykład wygłaszałaś już dziesiątki razy, prawda?
— Nie miałaś czasu, żeby się w tym zorientować. Nie przejmuj się.
Teraz, gdy poruszali się po lodzie, Bisesa oczekiwała płynnej jazdy do samego bieguna. Ale pojazd prowadzący niebawem zboczył z wiodącego na północ szlaku i ruszył drogą okrężną, skręciwszy w prawo. Wyglądając przez lewe okno, Bisesa spostrzegła kanion.
Schowawszy honor do kieszeni, zapytała o to Paulę.
Paula powiedziała, że jest to „kanion spiralny”, jeden z wielu kanionów wyżłobionych w czapie lodowej. Pokazała obraz całej czapy lodowej sfotografowanej z kosmosu latem, kiedy śnieg z suchego lodu nie przesłaniał krajobrazu. Czapa lodowa wyglądała jak poskręcany układ burzowy, a owe kaniony spiralne wiły się, sięgając niemal do samego bieguna. Było to zdumiewające i nie przypominało niczego, o czym Bisesa słyszała na Ziemi. Ale po tej wyprawie przez układ słoneczny niewiele mogło ją naprawdę zadziwić.
W miarę posuwania się do przodu śnieg stawał się coraz głębszy i w końcu jechali między dwiema śnieżnymi ścianami o wysokości dobrych dwóch metrów. Śnieg robił wrażenie zbitego i był zapewne gęstszy niż na Ziemi.
Poczuła ulgę, gdy zobaczyła przed sobą skupisko świateł i zaokrąglone ściany modułów mieszkalnych.
Rząd zielonych świateł ciągnął się w dal, jak gdyby jechali wzdłuż pasa startowego. Kiedy łazik podjechał bliżej, Bisesa zobaczyła, że światła były umieszczone na słupach wysokich na cztery metry, zapewne po to, aby wystawały ponad śnieg. Spojrzawszy do tyłu, zobaczyła, że światła są białe, a więc w mroku marsjańskiej zamieci zawsze można się było zorientować, czy człowiek się porusza w stronę bazy, czy też w stronę przeciwną.
Konstrukcje wyłaniające się z mroku stały na palach i nie miały kształtu kopuł, lecz były spłaszczone, zaokrąglone u góry i u dołu. Były pomalowane na jasnozielony kolor, stały obok siebie i były połączone krótkimi tunelami. Bisesa zobaczyła, że te wielkie moduły są w rzeczywistości osadzone na kołach i przymocowane do lodu linami. Pomyślała, że przypominają monstrualne przyczepy kempingowe.
Kiedy łazik zbliżył się do stacji, śniegowe ściany stały się cieńsze i w końcu pojazd jechał po lodowej powierzchni prawie pozbawionej śniegu pokrytej czarną siatką. Zapewne elementy grzejne, aby chronić przed osadzaniem się suchego lodu, pomyślała Bisesa. Łazik podjechał do niskiej kopuły u stóp jednego z pali. Były tam już zaparkowane dwa pojazdy, cięższe i mniejsze od ich łazika.
Paula poprowadziła ich przez właz i Bisesa znalazła się naprzeciw schodów pokrytych dachem z niebiesko-zielonego plastiku, które najwyraźniej prowadziły do najbliższego modułu. Walizka Aleksieja nie była w stanie pokonać schodów i trzeba ją było wciągnąć za pomocą liny.
U szczytu schodów nowo przybyłych oczekiwała załoga stacji. Było ich czworo, dwie kobiety i dwóch mężczyzn, o patykowatych kończynach i nieco zbyt wielkich brzuchach. Wszyscy byli dosyć młodzi. Bisesa przypuszczała, że żadne z nich nie przekroczyło czterdziestki. Kombinezony mieli czyste, ale mocno połatane i niósł się od nich lekki zapach tłuszczu. Nikt nie miał tatuażu identyfikacyjnego.