— Powiedzcie mi, co według was się tutaj wydarzyło — powiedziała Bisesa.
— Myślimy, że byli tutaj Marsjanie — powiedział Jurij. — Dawno temu, kiedy nasi przodkowie stanowili jedynie plamę fioletowego śluzu. Nic o nich nie wiemy. Ale robili tyle hałasu, że zwrócili uwagę Pierworodnych.
— I Pierworodni zaatakowali — szepnęła Bisesa.
— Tak. Ale Marsjanie stawili opór. Udało im się stworzyć pułapkę grawitacyjną. I uwięzili Oko. Odtąd tu tkwi. Myślę, że od wielu eonów.
— Próbowaliśmy wykorzystać twoje spostrzeżenia, Biseso — powiedziała Ellie.
— Co masz na myśli?
— To, co przekazałaś na temat Mira i swojej podróży powrotnej. Powiedziałaś, że Oko działa jak brama, przynajmniej przez pewien czas. Więc zaczęliśmy eksperymentować. Wysłaliśmy niektóre wytwory Oka z powrotem, wykorzystując elektromagnes wydobyty z akceleratora cząstek.
— Próbowaliście wysyłać sygnały za pośrednictwem Oka, tak?
— Nie tylko. — Ellie wyszczerzyła zęby w uśmiechu. — Odebraliśmy sygnał zwrotny. Regularne impulsy. Przeprowadziliśmy ich analizę, Biseso. Odpowiadają sygnałowi zajętości pewnego starego modelu telefonu komórkowego.
— Wielki Boże. Mój telefon w świątyni. Wysłaliście wiadomość do mojego telefonu na Mirze!
Ellie uśmiechnęła się.
— To był wielki sukces techniczny.
Myra powiedziała:
— Dlaczego nie podzielić się tymi wiadomościami z Ziemią?
— Może w końcu będziemy musieli to zrobić — zmęczonym głosem powiedział Aleksiej. — Ale teraz, jeśli nas znajdą, prawdopodobnie zaciągną Oko na jakiś plac w Nowym Jorku jako trofeum, a nas aresztują. Potrzebujemy czegoś bardziej przekonywającego.
— I dlatego jestem tutaj — powiedziała Bisesa.
Przyspieszenie było brutalne.
Edna i John w ogóle nie widzieli detonacji, ponieważ wszystkie czujniki Liberatora były wyłączone, a okna kabiny załogi nieprzejrzyste. Wciśniętej w siedzenie uciekającej przed eksplozją Ednie przypomniały się symulacje podczas szkolenia, kiedy uciekała przed samobójczą misją pilotów Zimnej Wojny, lecąc samolotem myśliwskim FJ4-B Fury nad terytorium nieprzyjaciela z szybkością trzystu węzłów i zrzucając bombę jądrową przymocowaną do brzucha, a potem próbując prześcignąć kulę ognistą, rozpędzając samolot do szybkości, jakich nie przewidywali jego konstruktorzy. Obecna misja miała w sobie coś z tamtej, chociaż paradoksalnie była lepiej zabezpieczona niż którykolwiek z tych bohaterskich skazanych na zagładę pilotów lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku. W pustej przestrzeni nie było fal uderzeniowych, które trzeba było wyprzedzić; w rzeczywistości bomba jądrowa powodowała znacznie większe szkody w atmosferze.
Przyspieszenie nagle znikło i Ednę rzuciło do przodu. Usłyszała, jak John jęknął. Z terkotem silników korygujących statek obrócił się i okna pojaśniały.
Kula ognista po wybuchu jądrowym już uległa rozproszeniu.
— A bomba Q — szybko poinformował John — jest nienaruszona. Najwyraźniej nie ucierpiała. Jak wynika z moich pomiarów, jej trajektoria w ogóle nie uległa zmianie.
— To niedorzeczne. Nie jest aż tak masywna. — Najwyraźniej istnieje coś, coś, co ją kotwiczy w przestrzeni kosmicznej silniej niż zwykła bezwładność.
— Edno — powiedziała Libby — jestem gotowa do czwartego przelotu.
Edna westchnęła. Teraz nie było sensu się wycofywać, ich wrogie zamiary wobec bomby Q były zupełnie oczywiste.
— Kontynuuj. Uzbrój rybę.
Aleksiej powiedział:
— Słuchaj, Biseso, jeżeli bomba Q jest artefaktem Pierworodnych, uważamy, że najlepszym sposobem walki z istniejącym zagrożeniem jest zastosowanie technologii Pierworodnych przeciw nim samym. To Oko jest jedyną próbką ich technologii, jaką dysponujemy. A ty możesz być jedynym sposobem jego uruchomienia.
Kiedy rozmowa przybrała bardziej konkretny charakter, Bisesa odniosła wrażenie, że coś w wiszącym nad nią Oku uległo zmianie. Jakby się przesunęło. Stało się bardziej czujne. Usłyszała ciche brzęczenie, a skafander zadrżał, jakby uderzony podmuchem wiatru. Wiatru?
Marszcząc brwi, Myra postukała w hełm rękawicą.
Juri spojrzał w górę.
— Oko, o cholera…
— Trzydzieści sekund — powiedziała Libby.
John powiedział:
— Wiesz, nie ma powodu, dla którego zasięg działania bomby miałby być ograniczony. Mogłaby zwyczajnie rozgnieść ten pieprzony statek jak muchę.
— Istotnie — spokojnie powiedziała Edna. — Sprawdź zabezpieczenia.
John przezornie zamknął wizjer skafandra.
— Gotów?
— Wystrzel tę cholerną rybę — mruknął John.
Edna wcisnęła guzik. Napęd A włączył się i przyspieszenie znów wzrosło, wciskając ich w siedzenia.
Z działa zainstalowanego na kadłubie Liberatora zostały jednocześnie wystrzelone cztery torpedy. Były to torpedy antymaterii, tak niestabilne, że trzeba je było uzbrajać w locie, nie zaś w doku statku.
Jedna z nich wybuchła przedwcześnie, jej magnetyczne bezpieczniki zawiodły.
Pozostałe wybuchły jednocześnie wokół bomby Q, jak zaplanowano.
A bomba Q pozostała nietknięta. Najpotężniejsza broń człowieka, wystrzelona przez pierwszy i jedyny statek wojenny, nie była w stanie naruszyć bomby ani odchylić jej trajektorii choćby o ułamek stopnia.
— A więc tak — powiedziała Edna. — Libby, sporządź notatkę w dzienniku pokładowym. — Czekając na dalsze rozkazy z Achillesa, Liberator trzymał się w bezpiecznej odległości od bomby Q, podążając jej śladem.
— Chryste — warknął John Metternes, odpinając pasy bezpieczeństwa. — Muszę się napić. Prysznic i drink.
Marsjański pył i kawałki lodu kłębiły się na podłodze, unosząc się w górę i zderzając z lśniącą powierzchnią Oka. Bisesa czuła strach i zarazem euforię.
— Tylko nie to. Tylko nie to!
Myra niezdarnie podbiegła do matki i złapała ją.
— Mamo!
— Wszystko w porządku, Myro…
Jej głos zagłuszał coraz głośniejszy ton o rosnącej częstotliwości, sięgający progu słyszalności i tak silny, że wywoływał ból.
Jurij patrzył na ekran przyszyty do rękawa.
— Ten sygnał zmienia częstotliwość, jak test…
Ellie śmiała się.
— Udało się. Oko reaguje. Do licha! Chyba nigdy w to nie wierzyłam. A na pewno nie w to, że to zadziała, jak tylko ta kobieta wejdzie do Jamy.
Aleksiej wyszczerzył zęby w uśmiechu.
— Uwierz w to, dziecino!
— Ono zmienia się — powiedział Jurij, patrząc w górę.
Odbijająca, gładka powierzchnia Oka oscylowała teraz jak powierzchnia rtęci, po której przebiegały fale i zmarszczki.
Potem jego powierzchnia zapadła się, jakby spuszczono z niego powietrze. Bisesa patrzyła w głąb lejka o srebrzysto-złotych ścianach. Wydawało się, że lejek znajduje się bezpośrednio przed jej twarzą, ale odgadywała, że gdyby obeszła komorę dookoła albo znalazła się nad czy pod Okiem, widziałaby taki sam lejek o lśniących ścianach zbiegających się ku środkowi.
Widziała to już przedtem w Świątyni Marduka. Nie był to żaden lejek, żaden prosty trójwymiarowy obiekt, lecz zaburzenie w otaczającej ją rzeczywistości.