Выбрать главу

— Imperium? — warknął Bloom. — Nie użyłbym takiego słowa. Może jest źródłem zapasów. Kamienni Ludzie są silni, łatwo ich poskromić i charakteryzują się znaczną sprawnością manualną. Grecy mówią, że układanie Kamiennego Człowieka to tak jak układanie słonia w porównaniu z koniem — bystrzejszym rodzajem zwierzęcia, po prostu trzeba zastosować odmienną technikę.

Twarz Grove’a była niczym maska.

— Wykorzystujemy neandertalczyków — powiedział. — Bez nich nie dalibyśmy sobie rady. Ale my ich zatrudniamy. Płacimy im, dostarczając pożywienie. Mają własną mowę, robią narzędzia, opłakują swoich zmarłych. Och, pani White, jest wiele rodzajów podludzi. Biegacze, małpoludy i pewien gatunek mocnej budowy, którego przedstawiciele wydają się nie zajmować niczym innym poza wcinaniem owoców w głębi lasu. Oraz inne gatunki, które można uważać mniej lub bardziej za zwierzęta. Ale ten neandertalczyk to nie koń czy słoń. Jest bardziej człowiekiem niż zwierzęciem!

Bloom wzruszył ramionami.

— Biorę świat takim, jaki jest. Z tego co wiem, słonie mają swoich bogów i konie także. Pozwólmy im oddawać im cześć, jeśli to ich pociesza! Czy dla nas stanowi to jakąś różnicę?

Zamilkli i ciszę przerywało jedynie stękanie Kamiennych Ludzi oraz ciche kroki ich bosych stóp.

* * *

Ziemia była teraz bardziej żyzna; została podzielona na wielokątne poletka, na których przycupnęły chałupy z plecionki pokrytej gliną, przysadziste i szpetne. Ziemię przecinały lśniące kanały. Emeline przypuszczała, że są to słynne babilońskie kanały nawadniające. Grove powiedział jej, że wiele z nich zostało przerwanych w wyniku przypadkowego układu plastrów czasu, ale pod rządami Aleksandra przywrócono je do poprzedniego stanu.

W końcu na zachodnim horyzoncie zobaczyła budynki, mury i budowlę w kształcie schodkowej piramidy — wszystko przesłonięte szarawą mgiełką oddalenia. Z licznych ognisk unosił się dym, a kiedy się zbliżyli, Emeline zobaczyła żołnierzy czujnie obserwujących okolicę z wież w murach miasta.

Babilon! Zadrżała owładnięta uczuciem nierzeczywistości, po raz pierwszy, od chwili gdy znalazła się w Europie, miała autentyczne wrażenie, że cofnęła się w czasie.

Mury miasta były same w sobie imponujące, tworzył je potrójny rząd konstrukcji z wypalonej cegły i tłucznia, który miał długość piętnastu mil; mury otaczała fosa. Podjechali do mostu przerzuconego nad fosą. Strażnicy najwyraźniej rozpoznali Blooma i machając rękami, zaprosili całą grupę do środka.

Zbliżyli się do najbardziej okazałej bramy w murach miasta. Tworzyło ją łukowate przejście między dwiema potężnymi wieżami. Ażeby dotrzeć do bramy, Kamienni Ludzie stękając musieli wciągnąć faeton po pochylni na platformę znajdującą się na wysokości dobrych piętnastu jardów nad powierzchnią ziemi.

Sama brama wznosiła się dwadzieścia jardów nad głową Emeline, która patrzyła w górę, kiedy pod nią przejeżdżali. Bloom wymruczał, że to jest Brama Isztar. Jej powierzchnię pokrywała zapadająca w pamięć szafirowa glazura, na której tańczyły smoki i byki. Kamienni Ludzie nie patrzyli na to cudo, utkwiwszy wzrok w zdeptanej ziemi pod stopami.

Miasto wewnątrz murów było zbudowane na planie prostokąta, spinając brzegi Eufratu. Grupa nadjechała od północy, po wschodniej stronie rzeki, a teraz faeton posuwał się na południe wzdłuż szerokiej alei, mijając wspaniałe budowle. Emeline dostrzegła posągi i fontanny, powierzchnię każdej budowli ozdabiały olśniewające glazurowane cegły z wymodelowanymi lwami i rozetami.

Bloom wskazywał mijane obiekty, jak przewodnik na wystawie światowej.

— Ten kompleks na prawo to Pałac Nabuchodonozora, największego władcy Babilonu. Eufrat przecina miasto na dwoje, biegnąc z północy na południe. Wschodnia monumentalna część to najwyraźniej relikt z czasów Nabuchodonozora, kilka wieków przed Aleksandrem. Faktycznie to już nie jest Babilon Aleksandra, ale nasz, jeśli rozumiecie, co mam na myśli. Jednak zachodni brzeg, który niegdyś stanowił dzielnicę mieszkalną, był w ruinach, pochodził z plastra czasu ze znacznie późniejszego okresu, być może z naszej epoki. Aleksander odbudowuje go już od trzech dziesięcioleci…

Drogi były zatłoczone, ludzie spieszyli tu i tam, poruszając się głównie pieszo, ale niektórzy jechali wozami lub konno. Niektórzy z nich mieli na sobie fioletowe szaty, równie okazałe jak strój Blooma albo jeszcze świetniejsze, ale inni byli odziani w bardziej praktyczne tuniki, a na nogach mieli sandały. Jakiś wytworny osobnik z wymalowaną twarzą szedł ulicą z władczą nonszalancją. Prowadził zwierzę przypominające wychudłego szympansa na sznurze przywiązanym do szyi. W pewnym momencie zwierzę wyprostowało się, stając na tylnych nogach, bardzo podobnych do nóg człowieka. Nosiło kryzę z jakiegoś lśniącego materiału, dla ukrycia opasującej mu szyję obroży. Nikt z mijanych przez Emeline nie miał na sobie ubioru ludzi z Zachodu. Wszyscy byli niscy, krępi, muskularni i śniadzi, zupełnie inni niż mieszkańcy dziewiętnastowiecznego Chicago.

W powietrzu wisi jakieś napięcie, pomyślała natychmiast. Urodziła się w Chicago, przywykła do miast i odczytywania ich nastrojów. Im ktoś był wyższy rangą, tym bardziej wydawał się poruszony. Coś się tu działo. Jeżeli Bloom i Grove zdawali sobie z tego sprawę, nie dali tego po sobie poznać.

Droga wiodła przez szereg rozległych otoczonych murami placów i w końcu doprowadziła ich do przypominającej piramidę budowli, którą Emeline dostrzegła, będąc poza granicami miasta. W istocie był to ziggurat, wieża zaopatrzona w schody wiodące na siedem tarasów, wyrastających z podstawy o boku około stu jardów.

Bloom powiedział:

— Babilończycy nazywali tę budowlę Etemenanki, co oznacza „dom stanowiący fundament Nieba i Ziemi”…

Ten ziggurat był, o dziwo, słynną Wieżą Babel.

Na południe od niej znajdował się kolejny olbrzymi monument, ale ten był zupełnie nowy, jak można było wnosić z jego połysku. Był to ogromny kwadratowy blok o boku liczącym zapewne dwieście jardów i wysokości co najmniej siedemdziesięciu. Jego podstawa była ozdobiona girlandą przedstawiającą pozłacane dzioby łodzi, które wyróżniały się na tle kamienia i wydawało się, że wynurzają się z mgły, natomiast na ścianach rzędy jaskrawych fryzów przedstawiały skomplikowaną historię miłości i wojny. Na szczycie budowli znajdowały się ogromne obute stopy będące podstawą posągu, który pewnego dnia będzie jeszcze potężniejszy od samej podstawy.

— Słyszałem o tym — powiedział Grove. — To Pomnik Syna. Nie ma nic wspólnego z Babilonem. To cały Aleksander…

Syn, o którym mowa, był drugim synem Aleksandra. W wyniku Nieciągłości jego pierwszy syn, spłodzony z wziętą do niewoli żoną pokonanego perskiego wodza, nie znalazł się na Mirze. Drugi syn był kolejnym Aleksandrem zrodzonym z jego żony imieniem Roksana, księżniczki także wziętej do niewoli.

Bloom powiedział:

— Chłopiec urodził się w pierwszym roku istnienia Mira. Świętowaliśmy ten fakt, ponieważ król nie miał następcy. Ale w wieku dwudziestu pięciu lat ów następca, już dorosły mężczyzna, niecierpliwił się, podobnie jak jego ambitna matka, bo Aleksander wciąż nie chciał umierać. — Wojna między ojcem z synem szalała na obszarze całego imperium, pochłaniając jego ograniczone zasoby. Gniew syna nie dorównywał doświadczeniu ojca albo jego niewzruszonej wierze we własną boskość. Wynik był łatwy do przewidzenia. — Ostateczna klęska jest obchodzona każdego roku — powiedział Bloom. — Faktycznie jutro jest siódma rocznica.