Poczuła się niezmiernie szczęśliwa, że go widzi.
— Nie ma sprawy — powiedziała. — Skafandrze, wszystko w porządku, miałeś swoje pięć minut. Zostałeś uszkodzony, więc ochrona planetarna nie funkcjonuje, gdziekolwiek się znajdujemy. Wypuścisz mnie teraz?
Skafander nie odpowiedział. Wahał się przez kilka sekund i milczał, jakby się dąsał. Następnie mechanizmy zamykające otworzyły się z trzaskiem, uwalniając jej tułów, nogi i ręce. Leżała w skafandrze, w obcisłym kombinezonie termicznym i owiewało ją chłodne powietrze.
— Czuję się jak homar w pękniętej skorupie.
— Pozwól, że ci pomogę. — To był chłopiec, który wyglądał jak Abdikadir. Razem z kapitanem Grove pochylili się, podłożyli ręce pod ciało Bisesy i wydobyli ją ze skafandra.
29. Aleksiej
Minęła godzina, odkąd Bisesa zniknęła w głębi Oka.
Myra, osamotniona i zdezorientowana, odszukała Aleksieja w jego kabinie. Leżał na łóżku zwinięty w kłębek, twarzą do pokrytej plastikiem lodowej ściany.
— Powiedz mi o Atenie.
Nie odwracając się odpowiedział:
— No cóż, Atena cię wybrała. Chyba uważa, że warto cię ocalić.
Myra zasznurowała wargi.
— To ona jest prawdziwą przywódczynią tego waszego spisku, tak? Tej podziemnej grupy skautów, którzy próbują rozpracować marsjańskie Oko.
Wzruszył ramionami, nadal nie zmieniając pozycji.
— My, Kosmici, jesteśmy podzieleni. Marsjanie w ogóle nie uważają się za Kosmitów. Atena różni się od nas wszystkich i jest o wiele mądrzejsza. Jest kimś, kto może nas zjednoczyć.
— Żebym to dobrze zrozumiała — powiedziała. — Atena to sztuczna inteligencja tarczy.
— Jej kopia. Oryginalna Atena uległa zniszczeniu w ostatnich stadiach burzy słonecznej. Kopię przed nadejściem burzy wysłano do gwiazd. I gdzieś w głębi kosmosu tę kopię odebrano, pobudzono do działania i odesłano z powrotem.
Taką właśnie historię usłyszała od innych.
— Zdajesz sobie sprawę, ile nieprawdopodobnych rzeczy musiałoby być prawdą, żeby to się zdarzyło.
— Nikt poza personelem Cyklopa nie zna szczegółów.
— Cyklop. To wielki zestaw teleskopowy do poszukiwania planet.
— Zgadza się. Oczywiście echo mogło zostać odebrane gdzieś w układzie słonecznym, ale o ile wiadomo, została uaktywniona właśnie w stacji Cyklopa. Jest zamknięta w zabezpieczonej pamięci danych Cyklopa. To jej decyzja. Z tego co mówi Hanse Critchfield, udało jej się załadować czynnik pośredniczący do twego tatuażu identyfikacyjnego. Nikt nie wie jak. Uległ samozniszczeniu po przekazaniu ci tej wiadomości. Myślę, że ona obserwuje cię swymi elektronicznymi oczyma, Myro.
To nie była pocieszająca myśl.
— Moja matka zniknęła w Oku. Co dalej?
— Musimy czekać.
— Na co?
— Myślę, że na to, co wyniknie z misji twojej matki na Mirze. I na Atenę.
— Jak długo?
— Nie wiem, Myro. Mamy czas. Jest jeszcze ponad osiemnaście miesięcy do chwili, gdy bomba Q dotrze do Ziemi.
— Słuchaj, zrobiliśmy wszystko, co możliwe. Doprowadziliśmy twoją matkę do Oka i bum, to stanowiło zapalnik rozmaitych dziwnych zjawisk w układzie słonecznym. Bez obrazy. Teraz mamy przerwę w podróży. Więc nie przejmuj się. Przeszłaś wiele — oboje przeszliśmy. Sama podróż dała nam się porządnie we znaki. A jeśli chodzi o to, co się stało tam, w Jamie, nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak się musiałaś poczuć.
Myra nieporadnie usiadła na jedynym krześle w pokoju i zaczęła wyłamywać palce.
— To nie jest tylko przerwa w podróży. Dla mnie to stacja końcowa. Potrzebowałeś mnie, żeby ściągnąć moją matkę tu na Marsa. Dobrze, zrobiłam to. Ale teraz mam wrażenie, jakbym wpadła na ścianę.
Przekręcił się i popatrzył na nią.
— Przykro mi, że odbierasz to w ten sposób. Myślę, że jesteś dla siebie zbyt surowa. Jesteś dobrym człowiekiem. Widzę to. Kochasz matkę i wspierasz ją, nawet gdy to sprawia ci ból. Zresztą — powiedział — ja nie jestem od dawania ci rad. Ja szpieguję własnego ojca. Czy to nie jest objaw zaburzeń czynnościowych?
Odwrócił się z powrotem do ściany. Posiedziała przy nim jeszcze przez chwilę. Kiedy zaczął chrapać, wyślizgnęła się z pokoju i zamknęła za sobą drzwi.
30. Chiliarcha
Grove i Abdi zabrali Bisesę do mniejszej komnaty, pomieszczenia zastawionego kanapami i stołami. Emeline zwróciła uwagę, że ta świątynia jest pełna rozmaitych biur; dowiedziała się, że stanowi centrum administracyjne rozmaitych kultów i departamentów rządowych, jak również miejsce praktyk religijnych.
Grove posadził Bisesę na krześle i owinął ją kocem. Krzyknął, żeby przyniesiono herbaty i w końcu sługa podał Bisesie czarkę jakiegoś gorącego mlecznego napoju, który przyjęła z wdzięcznością.
Przy drzwiach ustawiono dwóch potężnie zbudowanych macedońskich strażników. Trzymali długie, groźnie wyglądające piki zwane sarisami. Wyglądało na to, że powrót Bisesy wywołał ferment, chociaż Emeline nie wiedziała, czy strażnicy bronili ludzi przed Bisesą, czy na odwrót.
Emeline siedziała i spokojnie przyglądała się Bisesie Dutt.
Wyglądała na starszą od niej, ale niezbyt wiele, miała może z pięćdziesiąt lat. Była dokładnie taka, jak opisywał ją Josh, nawet umieścił jej podobiznę w kilku swoich gazetach. Miała ładną, może nawet piękną twarz, mocno zarysowany nos i kwadratową szczękę. Spojrzenie miała otwarte, a krótko przycięte włosy już siwiały. Chociaż robiła wrażenie wycieńczonej i zdezorientowanej, Emeline wyczuwała wokół niej aurę siły i determinacji.
Dochodząc do siebie, Bisesa ostrożnie rozejrzała się wokół.
— No tak — powiedziała. — Jesteśmy na miejscu.
— Ty jesteś na miejscu — poprawił ją Grove. — Wróciłaś do domu, prawda? To znaczy do Anglii. Twojej Anglii.
— Tak, kapitanie. Zabrano mnie z powrotem do chwili pojawienia się Nieciągłości i wylądowałam w swojej przyszłości. Z dokładnością do jednego dnia. Chociaż na Mirze spędziłam pięć lat.
Grove pokręcił głową.
— Powinienem przywyknąć do dziwnego sposobu, w jaki tu płynie czas. Ale nie sądzę, aby to kiedykolwiek nastąpiło.
— Jestem z powrotem. Wiem gdzie. Ale kiedy?
Emeline powiedziała:
— Proszę pani, tutaj powszechnie wiadomo, że opuściła pani Mir w piątym roku nowego kalendarza wprowadzonego przez babilońskich astronomów. Teraz mamy rok trzydziesty drugi…
— A więc minęło dwadzieścia siedem lat. — Bisesa popatrzyła na nią z zaciekawieniem. — Pani jest Amerykanką.
— Jestem z Chicago.
— Oczywiście. Sojuz dostrzegł was, z dala od północnoamerykańskiej płyty lodowej.
Emeline powiedziała:
— Jestem z roku 1894. — Przyzwyczaiła się do powtarzania tego dziwnego szczegółu.
— Dziewięć lat po plastrze czasu kapitana Grove’a — to był rok 1885.
— Tak.
Bisesa zwróciła się do Abdikadira, który niewiele mówił od chwili jej uratowania.
— A ty jesteś tak bardzo podobny do ojca.
Szeroko otworzywszy oczy, Abdi, spięty i pełen ciekawości, zapewne pragnął zrobić wrażenie.