— Z pewnością tak myślał jego syn — powiedział Eumenes sucho. — I właśnie dlatego… uwaga! — Odciągnął Bisesę do tyłu.
Obok przebiegł oddział żołnierzy z opuszczonymi sarisami. W środku komnaty nastąpiło jakieś zamieszanie. Rozległy się krzyki.
A Aleksander leżał na ziemi.
Leżąc Aleksander krzyczał swym zachrypłym głosem. Dworzanie, a nawet strażnicy odsuwali się od niego, jakby obawiając się, że obarczą ich winą za to, co się stało. Na jego brzuchu widniała jaskrawa czerwona plama. Bisesa myślała, że to wino.
Ale wtedy ujrzała stojącego nad nim małego neandertalskiego pazia, z twarzą bez wyrazu i nożem w potężnej dłoni.
— Tego się obawiałem — warknął Eumenes. — To rocznica wojny z synem, a ty i twoje Oko spowodowaliście ogólne zamieszanie, Biseso Dutt. Kapitanie Grove, proszę ich stąd wyprowadzić i wywieźć z miasta, tak szybko, jak się da. W przeciwnym razie ryzykujemy, że zostaną zmieceni przez czystki, jakie teraz muszą nastąpić.
— Rozumiem — spokojnie powiedział Grove. — Chodźcie, moje panie.
Kiedy Grove je wyprowadzał, Bisesa obejrzała się przez ramię. Zobaczyła, jak neandertalski chłopiec znowu unosi nóż i zbliża się do Aleksandra. Poruszał się ciężko, jakby spełniając uciążliwy obowiązek. Aleksander ryknął z wściekłości i strachu, ale żaden ze strażników nawet się nie poruszył. W końcu to Eumenes, stary Eumenes, przedarł się przez tłum i zwalił chłopca z nóg.
Za miastem zaczęło się palić. Dym kłębił się nad budynkami, pod które podłożono ogień, gdy rozeszły się wieści o próbie zamachu.
33. Ucieczka
W bladym świetle poranka Bisesa i pozostali opuścili miasto eskortowani przez osobisty oddział Eumenesa, który miał im towarzyszyć przez całą drogę aż do Gibraltaru. Wystraszonego Abdikadira wyznaczono do udania się do Ameryki wraz z Bisesą.
I tak zaledwie dwanaście godzin po tym, jak wypluło ją Oko, Bisesa znów była w drodze. Nie mogła ze sobą zabrać nawet skafandra. Jedynymi przedmiotami z dwudziestego pierwszego wieku był telefon oraz wyjęty ze skafandra zasilacz.
Niespodziewanie dodała jej otuchy Emeline.
— Poczekaj, aż dotrzemy do Chicago — powiedziała uspokajająco. — Zabiorę cię na Michigan Avenue na zakupy.
Na zakupy!
Nawet pierwszy etap podróży był zdumiewający.
Bisesa znalazła się w otwartym wozie, który ciągnęła czwórka muskularnych neandertalczyków, gołych jak ich Pan Bóg stworzył, podczas gdy macedońscy jeźdźcy kłusowali obok. Owi Kamienni Ludzie byli własnością człowieka nazwiskiem Ilicius Bloom, który nazywał siebie konsulem Chicago w Babilonie. Był typem krętacza i Bisesa od samego początku nie mała do niego zaufania.
Dojechali do stacji końcowej kolei w miejscu zwanym Gnojowiskiem, dziwnym, stłoczonym miasteczku pełnym domów, drabin i gryzącego dymu. Sama stacja stanowiła zlepek wąskich torów, ogromnych szop i ponurych lokomotyw.
Ich wagon był po prostu prymitywnym krytym wozem z drewnianymi ławkami i Emeline zrobiła złośliwą uwagę na temat kontrastu z wagonami pulmanowskimi. Ale lokomotywa była niezwykła. Wyglądała jak ogromne zwierzę, olbrzymia czarna cysterna, która rozsiadła się na wąskich torach i wyrzucała z siebie kłęby czarnego dymu. Ben Batson powiedział, że lokomotywy są opalane olejem, który pociągi transportują w wielkich zbiornikach; olej z Persji był łatwiej dostępny dla Aleksandra niż węgiel i Casey Othic odpowiednio dostosował swoje projekty.
W tym nieprawdopodobnym pociągu Bisesa miała jechać do wybrzeża Atlantyku. Najpierw mieli się skierować przez Arabię do wielkiej stacji rozrządowej w Jerozolimie, następnie na południe i zachód, przecinając deltę Nilu, tam gdzie król ponownie zbudował Aleksandrię. Potem pojadą dalej wzdłuż wybrzeży północnej Afryki, przez Egipt, Libię, Tunezję i Maroko, do portu małej floty oceanicznej koło Słupów Herkulesa.
Ilicius Bloom powiedział, że będzie im towarzyszył jedynie do Gnojowiska. Był zdenerwowany.
— Przez te wszystkie lata nigdy nie było takiej nocy w Babilonie — powiedział. — Przynajmniej od czasu wojny z synem. Przeklęci Grecy. Ale ja mam tu pracę do wykonania, mam swoje kontakty.
— I dziecko — powiedziała Emeline surowo.
— To nie należy do moich obowiązków — powiedział. — To sprawa matki, nie moja. A kiedy będziecie w domu, nie pozwólcie im zapomnieć, że jestem tutaj. Dobrze? Nie zapomnijcie o mnie!
Grove także się z nimi rozstał, złapał pociąg do Nowej Troi. Ale Benowi Batsonowi kazał ich eskortować do Gibraltaru.
Kiedy pociąg odjechał, Bisesie wydało się, że słyszy śpiew dobiegający od strony lokomotywy.
— Ci technicy są ze Szkoły Othica — powiedział Abdikadir. — Casey Othic dobrze ich wyszkolił. Nauczył ich, że aby wykonać pracę możliwie jak najlepiej, trzeba oddawać cześć bogom, tak jak rolnik oddaje dziesięcinę swoich zbiorów. Więc kiedy pracują, oddają cześć, a kiedy oddają cześć, pracują.
— Więc maszynista jest mnichem — powiedziała Bisesa. — Och, Casey, coś ty narobił?
Ben Batson wyszczerzył zęby w uśmiechu.
— Faktycznie to sposób, aby skupili się na wykonywanej pracy. Pracę trzeba wykonywać dokładnie, mówił pan Othic, aby hołd został przyjęty przez bogów. Ale kłopot polega na tym, że wszystko robią na pamięć, nie lubią zmian, które uważają za heretyckie.
— Więc nie wprowadzają żadnych innowacji — powiedziała Bisesa. — I kiedy lokomotywy Caseya się zepsują…
Emeline powiedziała:
— To jest dokładnie tak jak na dworze Aleksandra. Mimo kontaktu z nowoczesnością ci starożytni Grecy niepostrzeżenie powracają do zabobonów.
Abdi powiedział:
— Mój ojciec zawsze mówił, że nie można zaszczepić nauki i techniki w społeczeństwie z epoki żelaza. I to się sprawdza.
Bisesa przyjrzała mu się.
— Będziesz mi musiał opowiedzieć o swoim ojcu.
Emeline powiedziała sucho:
— No cóż, z pewnością będziemy mieli na to mnóstwo czasu.
Z Babilonu nie wyruszył za nimi żaden pościg, w mieście panowało zamieszanie. Ale o godzinę drogi od stolicy, gdzieś w środku pustyni, zaledwie kilka kilometrów od torów kolejowych, zobaczyli, jak toczy się zacięta bitwa.
Bisesa przeżyła wojnę Aleksandra z Mongołami i rozpoznała charakterystyczne macedońskie formacje. Widać było falangi piechoty z wzniesionymi w górę sarisami, grupy świetnie wyszkolonych żołnierzy, którzy poruszali się w sposób tak zgrany i elastyczny, że wydawali się płynąć nad ziemią, nie łamiąc szyku. Słynne oddziały konnicy, ustawione w klin, pędziły z wzniesionymi lancami i tarczami. Ale tym razem Macedończycy walczyli z Macedończykami.
— A więc mamy prawdziwy bunt — mruknął Ben Batson. — Oczywiście ktoś stale próbuje sprzątnąć Aleksandra od czasów jeszcze sprzed Nieciągłości. Ale nigdy nie widziałem, żeby to zaszło tak daleko. I popatrzcie, widzicie tę flegmatyczną grupę? To neandertalczycy. Macedończycy wykorzystywali ich od czasów kampanii prowadzonych w Europie. Ich nadzorcy mówią, że nie będą walczyć, dopóki nie zostaną do tego zmuszeni. Jednak potrafią przerazić nieprzyjaciela.
Na szczęście bitwa toczyła się z dala od linii kolejowej i lokomotywa z hałasem jechała przez pola w coraz jaśniejszym świetle dnia, powoli pozostawiając bitwę za sobą. Ale nie ujechali daleko, gdy pojawiło się nowe zagrożenie.