— I myślisz, że Mir…
— Sądzimy, że Pierworodni potrafią manipulować horyzontami i nielokalnością informacji, by „tworzyć” wszechświaty niemowlęce i „przenosić” twoją matkę i inne obiekty między nimi. Ale jak to robią, nie mamy pojęcia. Nie wiemy także, do czego jeszcze są zdolni. Tak naprawdę nie potrafimy nawet określić granic ich możliwości. — Ellie przerwała. — Czy to wystarczy za odpowiedź na twoje pytanie?
— Nie jestem pewna. Myślę, że muszę to przemyśleć.
— Samo myślenie o tym zrewolucjonizowało fizykę.
— No cóż, to już jest jakaś pociecha.
41. Arki
— Znaleźliśmy je, mamo. Dokładnie tam, gdzie przewidzieli twoi astronomowie.
— Nie nadłożyliśmy zbyt wiele drogi. Prawdę mówiąc, ucieszyliśmy się z możliwości przeprowadzenia tego testu głównego napędu Liberatora, i innego widoku za Oknami. Tutaj nic się nie dzieje. Przestrzeń kosmiczna jest pusta…
Była to flota statków kosmicznych, cienkich jak ołówek i powoli obracających się, które lśniły w świetle dalekiego Słońca. Pędząc przez pustkowia rozciągające się poza pasem asteroid, poruszały się zbyt szybko, aby mogła je ściągnąć z powrotem siła ciążenia Słońca; były przeznaczone do podróży międzygwiezdnych.
— To ludzie — powiedział John Metternes.
— O tak.
John przyjrzał się obrazom.
— Mają na kadłubach wymalowane czerwone gwiazdy. Chińczycy?
— Prawdopodobnie. I prawdopodobnie opuszczają układ słoneczny na zawsze.
Edna powiększyła obraz. Statki, oglądane z bliska miały rozmaite kształty.
Ściągnęła od Libby analizę i przypuszczenia dotyczące ich podróży.
— Nie wydaje się, żeby dysponowały napędem opartym na antymaterii podobnym do naszego — przeczytała. — Nawet gdyby tak było, czas podróży i tak wyniósłby całe lata. Na pokładzie każdego z tych statków jest zapewne tylko kilku — jeśli w ogóle — przytomnych członków załogi. Reszta może być w stanie śmierci pozornej, statki mogą zawierać hibernacula. Albo mogą tam się znajdować w postaci zamrożonych zygot czy też komórek jajowych i nasienia… — Przejrzała coraz bardziej barokowe przypuszczenia. — Jedna z egzotycznych możliwości jest taka, że na pokładzie tych ark w ogóle nie ma ludzkich ciał. Może transportują jedynie łańcuchy DNA. Albo może informacyjny odpowiednik ma postać jakiejś pamięci odpornej na promieniowanie. Bez jakiejkolwiek chemii.
— Wówczas koloniści zostaną wyprodukowani na drugim końcu. Idę o zakład, że ze względu na solidne przygotowanie tej misji wykorzystują rozmaite strategie — powiedział John, który był inżynierem. — W końcu ich próba zdobycia Marsa skończyła się niepowodzeniem. Dlatego dali sobie spokój z układem słonecznym.
— Może to i rozsądne posunięcie, jeśli Pierworodni zamierzają nadal nas atakować. Według Libby skoro ich znaleźliśmy, musieliśmy mieć kontakt z chińskimi władzami. Ich statek flagowy nazywa się Zheng He, na cześć ich wielkiego piętnastowiecznego odkrywcy…
— Myślisz, że im się uda?
— To możliwe. Z pewnością nie będziemy próbowali ich zatrzymać. Nie jestem pewna, czy byśmy zdołali, te arki bez wątpienia są potężnie uzbrojone. Mam nadzieję, że im się uda. Im więcej ludzi ulegnie rozproszeniu, tym większa szansa przetrwania naszego gatunku.
John powiedział:
— Ale jest też możliwe, że Pierworodni podążą za nimi do Alfy Centauri czy gdziekolwiek indziej i załatwią się z nimi po kolei.
— To prawda. Tak czy owak dla naszej misji nie ma to żadnego znaczenia.
— To kolejna komplikacja, mamo. Jeśli świat przetrwa atak przy użyciu bomby Q, to nastąpi spotkanie za parę stuleci naszych statków z napędem A ze społecznością, jaką Chińczykom uda się stworzyć w układzie podwójnych słońc Alfy Centauri.
— Może Thea będzie musiała się tym zająć. Pozdrów ją ode mnie. OK, muszę wracać do pracy, powracamy na trasę równoległą do toru bomby Q. Wyłączam się.
42. Cyklop
Kiedy zbliżyli się do stacji Cyklopa, Myra dostrzegła więcej zwierciadeł unoszących się w przestrzeni. Były to statki świetlne krążące wokół obserwatorium. Po wielu dniach zawieszenia w trójwymiarowej ciemności tak liczne towarzystwo mogło przyprawić o zawrót głowy.
Maxwell przecisnął się przez otaczające żagle i zbliżył do wielkiej konstrukcji w samym sercu stacji. Aleksiej powiedział, że nazywa się Galatea. Stanowiła koło unoszące się w przestrzeni.
Maxwell podążył wzdłuż osi koła, zmierzając prosto do piasty. Galatea miała kształt patykowaty, jak koło roweru z migoczącymi ledwie widocznymi szprychami. W różnych odległościach od środka widać było koncentryczne pasy pomalowane na rozmaite kolory, srebrne, pomarańczowe, niebieskie, i Galatea wyglądała trochę jak dawna tarcza strzelnicza. Stacja obracała się wokół osi i co jakiś czas padało na nią światło słoneczne równie jaskrawe jak na Ziemi, a długie cienie przesuwały się po jej krawędzi i szprychach, niby wskazówki zegara.
Aleksiej powiedział:
— Wygląda luksusowo, prawda? Po burzy słonecznej wydano mnóstwo pieniędzy na obserwatoria do poszukiwania planet. Tutaj można zobaczyć, z jakim skutkiem.
— To mi przypomina wesołe miasteczko — powiedziała Myra. — I wygląda trochę staromodnie.
Aleksiej wzruszył ramionami.
— To wizja sprzed stu lat, jak powinna wyglądać stacja przyszłości. Ale ja nie jestem miłośnikiem historii.
— Hm. Przypuszczam, że obraca się, by wytworzyć sztuczną siłę ciążenia.
— Tak. Trzeba przycumować do nieruchomej piasty, a potem windami jedzie się na odpowiedni pokład.
— A te kolory? Srebrny, czerwony, niebieski?
Uśmiechnął się.
— Nie potrafisz odgadnąć?
Zastanowiła się.
— Im bardziej oddalasz się od piasty, tym siła ciążenia staje się silniejsza. Dlatego pokład, na którym panuje taka siła ciążenia jak na Księżycu — jedna szósta ziemskiej siły ciążenia — pomalowano na kolor srebrny.
— Załapałaś. Pokład, na którym panuje taka siła ciążenia jak na Marsie, jest pomarańczowy, a jak na Ziemi — niebieski. Galatea służy personelowi Cyklopa, ale to zawsze było laboratorium o niewielkiej sile ciążenia. Pod najbardziej oddalonym pokładem podwieszono gondole, widzisz? Biologowie eksperymentują także z siłami ciążenia większymi od ziemskiej. — Wyszczerzył zęby w uśmiechu. — Mają tam takie grubokościste szczury doświadczalne. Może któregoś dnia się tam wybierzemy, jeśli mamy zamiar przemierzać układ słoneczny statkami z napędem opartym na antymaterii.
Kiedy koło znalazło się bliżej, Myra straciła z oczu zewnętrzną krawędź i jej pole widzenia wypełniły elementy wewnętrznych pokładów, obracająca się piasta z jasno oświetlonymi okienkami, szprychami i rozpórkami oraz nieustannie przesuwające się cienie.
Z otwartego portalu w samym środku piasty wysunęła się gondola. Obracała się wokół własnej osi, mając taki sam moment pędu jak Galatea, ale po kilku impulsach silników gazowych znieruchomiała i ostrożnie zbliżyła się do Maxwella.
— Nie będziemy podchodzić bliżej — powiedział Aleksiej. — Żagle statku świetlnego i wielkie wirujące koło nie powinny się znajdować zbyt blisko siebie. Zresztą aby się dostać do piasty, zawsze korzysta się z własnych wahadłowców Galatei. Są wyposażone w wyspecjalizowane układy sztucznej inteligencji, które doskonale dają sobie z tym radę…