Cumowanie odbyło się sprawnie i szybko, trwało zaledwie kilka minut. Z cichym trzaskiem otworzyły się włazy.
Z wahadłowca wypadła młoda kobieta i rzuciła się prosto w ramiona Aleksieja. Myra i Jurij wymienili ironiczne spojrzenia.
Kiedy para rozdzieliła się, dziewczyna obróciła się do Myry.
— Jesteś córką Bisesy. Widziałam w aktach twoje zdjęcie. Cieszę się, że cię widzę we własnej osobie. Nazywam się Lyla Neal. Witaj w stacji Cyklopa.
Myra złapała się rozpórki i uścisnęła jej dłoń.
Lyla miała około dwudziestu pięciu lat, była czarnoskóra, miała bujne, gęste włosy i lśniące białe zęby. W przeciwieństwie do Jurija i Aleksieja, podobnie jak Myra miała na prawym policzku tatuaż identyfikacyjny.
Myra powiedziała:
— Najwyraźniej dobrze znasz Aleksieja.
— Poznałam go przez jego ojca. Jestem studentką profesora Carela. Pozornie jestem tutaj, ażeby prowadzić badania naukowe. Kosmologiczne. Odległe galaktyki, światło pierwotne, coś w tym rodzaju.
Myra zerknęła na Aleksieja.
— Więc w taki sposób Kosmici szpiegują twego ojca.
— Tak, Lyla to moja wtyczka. Sprytne, nie? — Głos miał beznamiętny, może pod jego nonszalancją kryło się poczucie winy.
Wgramolili się do wahadłowca razem ze swoim bagażem. Znalazłszy się na pokładzie Galatei, szybko przeszli przez piastę i wsiedli do windy. Lyla powiedziała:
— Złap się poręczy. I ustaw stopy w taki sposób — wskazała kierunek na zewnątrz od osi obrotu.
Winda ruszyła w dół z nieprzyjemnym szarpnięciem.
Minęli szybko kompleks pomieszczeń piasty i nagle zawiśli w przestrzeni, wewnątrz kabiny stanowiącej przezroczysty pęcherz zwisający na linie. Kiedy zjeżdżali w dół, przyspieszenie odśrodkowe stopniowo przybierało na sile, aż ich stopy mocno stanęły na podłodze i niemiłe wrażenie wywołane działaniem siły Coriolisa ustąpiło. Mijając sieć szprych, opadali w stronę wielkich zakrzywionych pokładów widniejących poniżej. W oczach Myry wszystko wydawało się nieruchome, ale Słońce powoli się obracało, a rzucane przez szprychy cienie bez przerwy przecinały pole widzenia. Ale na końcu tej przejażdżki w ogóle nie było widać ziemi ani podłogi, tylko gwiazdy.
Lyla powiedziała:
— Popatrzcie, zanim ruszymy dalej. Winda, stop. Kabina zwolniła i zatrzymała się.
Lyla powiedziała:
— Powinniście rzucić okiem na ten widok. Widać stąd całą stację. Znacznie trudniej ją obejrzeć, patrząc z poszczególnych pokładów. Winda, pokaż nam Polifema.
Myra wyjrzała na zewnątrz. Zobaczyła powoli wirujące gwiazdy na ognistym kole wszechświata. A w oknie pojawił się otwór obserwacyjny, skierowany w skrajną część pola gwiazd, i zaczął powoli wędrować w górę, przeciwdziałając obrotowi. Myra ujrzała niewyraźną szarą tarczę, której powierzchnię pokrywała tęcza barw. Poza nią unosiła się mniejsza stacja, gdzie znajdował się zestaw przyrządów.
— To — powiedziała Lyla — jest teleskop. Pojedyncza, duża, wirująca soczewka Fresnela. Ma prawie sto metrów średnicy.
Myra spytała:
— Czy tarcza podczas burzy słonecznej nie była również soczewką Fresnela?
— Tak…
A więc to był jeszcze jeden technologiczny potomek ogromnej tarczy, która kiedyś osłaniała Ziemię.
Lyla powiedziała:
— Nadali temu instrumentowi imię Polifema, Cyklopa, po najsławniejszym z jednookich mitycznych gigantów. Galatea to imię Nereidy, którą wedle niektórych wersji mitu darzył miłością. Polifem jest najstarszym, ale nadal najbardziej imponującym instrumentem, jaki tu się znajduje.
Jurij, zafascynowany instrumentami w ogóle, zasypał Lylę i Aleksieja gradem pytań.
Wielkie zwierciadła były na pierwszy rzut oka łatwiejsze do wykonania niż wielkie soczewki, ale okazało się, że soczewka lepiej się nadaje do budowy naprawdę dużych teleskopów, ze względu na lepszą tolerancję optyczną; przebywające długą drogę promienie świetlne skupiane przez zwierciadło przejawiały tendencję do potęgowania zniekształceń, nie zaś ich osłabiania, tak jak soczewka. Soczewka Fresnela stanowiła rozwiązanie kompromisowe, składała się z wielu mniejszych soczewek osadzonych w delikatnej konstrukcji wirującej dla zapewnienia stabilności. Lyla powiedziała, że małe soczewki na krawędzi tej konstrukcji są cienkie jak papier. Podczas wykonywania soczewek Fresnela występowały problemy techniczne, z których głównym była aberracja chromatyczna; były to urządzenia o małej szerokości pasma. Ale istniał układ elementów korygujących — urządzeń Schupmanna, jak powiedziała Lyla — zainstalowanych przed główną soczewką, które usuwały tę wadę.
— Sama soczewka jest urządzeniem inteligentnym — powiedziała. — Jest w stanie wprowadzać poprawki na zniekształcenia temperaturowe, zawirowania grawitacyjne… Przy pomocy tego wielkiego urządzenia można badać planety i pobliskie gwiazdy, wykonywać badania spektroskopowe i tak dalej. Teraz pracują nad układem interferometrów. Jeszcze więcej zwierciadeł zawieszonych w przestrzeni kosmicznej. Winda, pokaż nam…
Na ścianie pojawiły się dalsze otwory obserwacyjne.
— Nazywają się Arges, Brontes i Steropes. Też Cyklopy. Pracując razem, stanowią zestaw teleskopowy ogromnych rozmiarów.
— Nie jest przypadkiem, że przybyła właśnie tutaj. Mam na myśli Atenę. Jej transmisja powrotna została odebrana przez Polifema. To był bardzo słaby sygnał. Winda, ruszaj dalej.
Winda zaczęła szybko opadać, mijając pierwszy pokład. Myra dostrzegła zakrzywioną do góry ozdobioną srebrzyście podłogę i ludzi, którzy poruszali się powolnymi susami.
— Pokład księżycowy? — zapytała.
— Tak — odparła Lyla. — Galatea składa się z kilku warstw. Zatrzymamy się na pokładzie marsjańskim, gdzie spotkasz się z Ateną.
Kiedy Myra rozważała tę informację, Jurij skinął głową.
— Dobrze by było, gdybyśmy mogli się znaleźć w warunkach ziemskiej siły ciężkości, do których jesteśmy przyzwyczajeni.
— Jasne — powiedziała Lyla. — Przebywa tam niewielu ludzi. W istocie jedynie nasi ambasadorowie z Ziemi.
— Ambasadorowie? — zapytała Myra.
— Tak naprawdę to gliny. Astropol. — Zrobiła minę. — Zachęcamy ich, aby przebywali właśnie tam, w warunkach rodzimego pola grawitacyjnego. To sprawia, że nie przeszkadzają nam w pracy.
— Nie wiedzą, że tutaj jesteśmy, prawda?
— Nie ma powodu, by im o tym mówić — powiedział Aleksiej.
Myra zaryzykowała:
— I nie wiedzą o Atenie.
— Nie, nie wiedzą — powiedziała Lyla. — Przynajmniej tak sądzę. To naprawdę tylko gliny, powinni byli nam przysłać kilku astronomów.
— Nic z tego nie rozumiem — wyznała Myra. — Gdzie była Atena. Jak powróciła. I nie rozumiem, dlaczego ja tutaj jestem.
— Niebawem otrzymasz odpowiedzi na wszystkie swoje pytania, Myro — rozległ się w powietrzu jakiś głos.
To drugi raz, kiedy Atena przemówiła bezpośrednio do Myry. Inni spojrzeli na nią z zaciekawieniem, a nawet z odrobiną zazdrości.
43. Chicago
Emeline, Bisesa i Abdi przebyli ostatnie kilka kilometrów do Chicago w krytym wagonie przypominającym westerny. Ciągnęły go umięśnione włochate kucyki, miejscowa odmiana, która okazała się szczególnie odpowiednia do pracy w niskiej temperaturze. Droga biegła wzdłuż torów kolejowych sprzed Znieruchomienia, ale Emeline wyjaśniła, że pociągi nie mogą kursować tak daleko na północ, ze względu na oblodzone szyny i zamarznięte zwrotnice.