Выбрать главу

Joshua powiedział:

— No cóż, może myśli, że go aresztują, jeżeli wróci.

— Rok temu burmistrz Rice ogłosił amnestię. Gdyby tylko się z nami skontaktował, gdyby tylko wrócił choćby na jeden dzień, mogłabym mu powiedzieć, że nie ma się czego obawiać.

Rozmawiali o tym jeszcze przez chwilę i Bisesa zaczynała rozumieć. Niektórzy młodzi ludzie z Chicago, urodzeni na Mirze i oczarowani niezwykłym krajobrazem, w jakim przyszło im żyć, postanowili porzucić heroiczną walkę swych rodziców o uratowanie Chicago czy jeszcze śmielszą próbę zbudowania nowego miasta na południe od pokrywy lodowej. Po prostu odeszli, przepadli wśród śnieżnych bieli albo zieleni traw południa.

— Mówią, że żyją jak Eskimosi — powiedział Joshua. — Albo jak czerwonoskórzy.

— Niektórzy z nich nawet zabrali publikacje encyklopedyczne z bibliotek i eksponaty z muzeum, więc mogli się nauczyć, jak żyć — gorzko powiedziała Emeline. — Bez wątpienia wielu z tych młodych głupców już nie żyje.

Było jasne, że jest to drażliwy temat; może Joshua marzył, aby pójść śladem starszego brata.

Emeline ucięła dalszą rozmowę, wstając i mówiąc, że idzie do kuchni, żeby przygotować lunch. Mieli dostać złowioną przez Joshuę rybę z kukurydzą i zielonymi jarzynami importowanymi z Nowego Chicago. Joshua pożegnał się, poszedł się umyć i przebrać.

Kiedy wyszli, Abdi przyjrzał się Bisesie.

— Tutaj czuje się napięcie.

— Tak. To różnica pokoleń.

— Ale rodzice mają swój cel, prawda? — powiedział Abdi. — Alternatywą dla cywilizacji jest tutaj epoka kamienia. Ci odszczepieńcy, nawet jeżeli przeżyją, w ciągu dwóch pokoleń staną się analfabetami. A potem własną historię będą przekazywać tylko ustnie. Zapomną, że ich rasa pochodzi z Ziemi, a jeśli w ogóle będą pamiętali o Nieciągłości, stanie się dla nich wydarzeniem mitycznym, jak biblijny potop. A kiedy rozszerzanie się wszechświata zagrozi tkance ich własnego świata…

— Nawet nie zrozumieją, co im niesie zagładę. — Ale, pomyślała ze smutkiem, może tak jest lepiej. Przynajmniej ci odszczepieńcy i ich dzieci będą mogli przeżyć kilka pokoleń w zgodzie ze światem, zamiast prowadzić z nim niekończącą się walkę. — Nie miałeś podobnych konfliktów we własnym domu?

Abdi zastanowił się przez chwilę.

— Aleksander buduje światowe imperium. Możesz myśleć, że to jest mądre albo szalone, ale musisz przyznać, że to jest coś nowego. Trudno się temu oprzeć. Nie sądzę, abyśmy mieli zbyt wielu odszczepieńców. Nie żeby Aleksander pozwolił na coś takiego — dodał.

Ku zaskoczeniu Bisesy, nagle, gdzieś w głębi mieszkania, zadzwonił telefon. Był to staromodny, przerywany dzwonek, stłumiony przez wykładzinę ścian. Ale dzwonił. Telefony i gazety. Mieszkańcy Chicago naprawdę sprawili, że ich miasto funkcjonowało. Usłyszała, jak Emeline podnosi słuchawkę i cicho mówi.

Emeline wróciła do salonu.

— Mam dobrą wiadomość. Burmistrz Rice chce cię poznać. Oczekuje cię, pisałam mu o tobie z Nowego Chicago. I będzie mu towarzyszył pewien astronom — powiedziała uroczyście.

— To dobrze — niepewnie powiedziała Bisesa.

— Spotka się z nami dzisiaj wieczorem. Mamy więc czas na zakupy.

— Zakupy? Żartujesz?

Emeline wypadła z pokoju.

— Lunch będzie za pół godziny. Nalej sobie jeszcze herbaty.

44. Atena

Pokład marsjański przypominał korytarz wznoszący się w obie strony, więc kiedy się tamtędy szło, miało się dziwne wrażenie, że jest się stale w najniższym punkcie i nigdy się go nie opuści. Siła ciążenia stanowiła jedynie jedną trzecią ziemskiej, do czego Myra przywykła podczas pobytu na Marsie. Wszystko wokół było w kolorze ochry, plastikowe powierzchnie ścian i wykładziny leżące na podłodze. Stały tam nawet donice z czymś, co wyglądało jak czerwony marsjański pył, z którego wyrastały intensywnie zielone ziemskie rośliny, głównie kaktusy, co sprawiało dosyć dziwne wrażenie.

Trudno jej było uwierzyć, że znajduje się w przestrzeni kosmicznej, że jeśli będzie szła dalej, zrobi pętlę i znajdzie się w tym samym miejscu.

Aleksiej obserwował jej reakcję.

— To typowa ziemska architektura — powiedział. — Jak kopuły na Marsie z deszczem i ogrodami zoologicznymi. Nie rozumieją, że nie potrzebujesz tego wszystkiego, że to zwyczajnie przeszkadza…

Z pewnością wszystko to wydało się Myrze zbyt ugrzecznione, jak terminal lotniczy.

Lyla zaprowadziła całą trójkę do pokoju tuż obok głównego korytarza. Nie było tam nic niezwykłego, stał stół konferencyjny z elastycznymi ekranami, ekspres do kawy i dzbanki z wodą.

I tam przemówiła do nich Atena.

— Przypuszczam, że zastanawiacie się, dlaczego was tu dziś zaprosiłam.

Nikt się nie roześmiał. Jurij zostawił torby w rogu pokoju, wszyscy nalali sobie kawy.

Myra usiadła i wyzywająco spojrzała w przestrzeń.

— Moja matka zawsze mówiła, że masz opinię komediantki.

— Ach — powiedziała Atena. — Arystoteles nazywał mnie kapryśną. Nigdy nie miałam okazji rozmawiać z Bisesą Dutt. — Jej głos był spokojny, opanowany. — Ale rozmawiałam z wieloma spośród tych, którzy ją znali. To niezwykła kobieta.

Myra powiedziała:

— Zawsze mówiła, że jest zwykłą kobietą, której stale przydarzają się niezwykłe rzeczy.

— Ale inni ludzie mogliby stracić głowę w obliczu tak zdumiewających przeżyć. A Bisesa nadal wypełnia swe obowiązki tak, jak je widzi.

— Mówisz o niej w czasie teraźniejszym. Nie wiem, czy żyje, czy też nie. Nie wiem, gdzie jest.

— Ale podejrzewasz, prawda, Myro?

— Nie rozumiem, jak z tobą rozmawiam. Dlaczego jesteś tutaj?.

— Patrz — powiedziała Atena łagodnie.

Światła w pokoju lekko przygasły i przed ich oczyma pojawił się holograficzny obraz.

Szpetny, pokryty szczeciną, wyglądał jak jakiś stwór z głębi morza. W rzeczywistości był mieszkańcem przestrzeni kosmicznej. To była Niszczarka.

Dzień przed burzą słoneczną Atena obudziła się i stwierdziła, że znajduje się dziesięć milionów kilometrów od Ziemi. Arystoteles i Tales, dwa wielkie elektroniczne umysły ludzkości, byli wraz z nią. Zostali załadowani do pamięci bomby.

Trójka przywarła do siebie w abstrakcyjny, elektroniczny sposób. I wtedy…

* * *

Kiedy obrazy z Procyona zniknęły, wszyscy poczuli potrzebę chwili wytchnienia.

Poszli na marsjański pokład. Myra sączyła colę. Podczas gdy Jurij obserwował prowizoryczne wahadła, badając zmieniającą się wielkość sztucznej siły ciążenia, Aleksiej i Lyla siedli na podłodze. W tej pozycji ciało było cięższe, niż kiedy człowiek stał. Jeśli się rzuciło piłkę, obrót powodował odchylenie jej toru. A jeśli się biegło w kierunku przeciwnym do kierunku obrotu, ciało stawało się lżejsze. Śmiejąc się, gonili się po korytarzu, poruszając się wielkimi susami.

Patrząc, jak się bawią, Myra zdała sobie sprawę, jak bardzo młodzi są w rzeczywistości ci Kosmici.

Nikt nie miał ochoty wracać i znów spotkać się z Ateną. I rozmawiać o tym, co odkryła na planecie odległej o jedenaście lat świetlnych.

— Więc ci pływacy doprowadzili do wymarcia ich własnego gatunku — powiedział Aleksiej. — Co za historia.

Jurij powiedział:

— To lepsze niż pozwolić Pierworodnym odnieść zwycięstwo.

— Znalezienie sposobu przesłania mnie z powrotem zajęło nam dwa lata — powiedziała Atena łagodnie. — Nie chcieliśmy ujawniać naszej obecności w niebezpiecznym wszechświecie. Zmontowaliśmy optyczny laser, zapewniał mocną, dobrze skorelowaną wiązkę. I kiedy nadszedł czas, strumień moich zakodowanych danych wysłaliśmy na Ziemię. Przewidywaliśmy, że zostanie odebrany przez Cyklopa, który przed burzą słoneczną był na etapie planowania.