Выбрать главу

W ciągu tych pierwszych dni sytuacja pogarszała się bardzo szybko. Kiedy nasiliły się zamieszki wywołane brakiem żywności, kiedy starsi ludzie zaczęli zamarzać, kiedy przedmieścia zaczęły płonąć, zastępca burmistrza podjął najlepszą z możliwych decyzji. Zdając sobie sprawę ze swoich ograniczonych możliwości, powołał Komitet Kryzysowy składający się z czołowych mieszkańców miasta. Należeli do niego komendant policji i dowódca Gwardii Narodowej, najwięksi biznesmeni i właściciele ziemscy, oraz liderzy wszystkich najważniejszych związków zawodowych. Była wśród nich także Jane Addams, „Święta Jane”, znana reformatorka, która prowadziła schronisko dla kobiet pod nazwą Hull House, a także Thomas Alva Edison, wielki wynalazca, który miał wtedy czterdzieści siedem lat i zaskoczony przez Znieruchomienie usychał z tęsknoty za swym utraconym laboratorium w New Jersey.

Był tam także pułkownik Edmund Rice, weteran spod Gettysburga, który zaledwie rok wcześniej zorganizował specjalną jednostkę policji dla potrzeb światowych targów. Zastępca burmistrza z ochotą oddał fotel przewodniczącego Komitetu pułkownikowi Rice’owi.

Wprowadziwszy stan wyjątkowy, Komitet podjął zdecydowane kroki celem zdławienia fali przestępstw i uporządkował pośpiesznie wprowadzone przez zastępcę burmistrza przepisy dotyczące racjonowania żywności i godziny policyjnej. Rice utworzył nowe ośrodki medyczne, w których zorganizowano punkty pierwszej pomocy, powstały także nowe cmentarze. A ponieważ miasto zaczęło spalać własne zasoby, by się ogrzać, i śmierć zbierała coraz obfitsze żniwo, zaczęto robić plany na przyszłość.

Emeline powiedziała:

— Ostatecznie funkcje Komitetu Kryzysowego znalazły się w gestii burmistrza, ale Rice nigdy nie został wybrany na to stanowisko.

— Ale teraz jego syn jest burmistrzem — mruknął Abdi. — Syn przywódcy, który objął to stanowisko, choć nie został wybrany. To mi pachnie rządami dynastycznymi.

— Nie stać nas na papier potrzebny do przeprowadzenia wyborów — cicho powiedziała Emeline.

Do pokoju wpadł burmistrz Rice, a za nim grupka zalęknionych ludzi, zapewne urzędników; jakiś starszy człowiek trzymał teczkę.

— Pani Dutt? I pan, ach, Omar. Miło mi państwa poznać. A panią ujrzeć ponownie, pani White…

Jacob Rice był pulchnym młodym człowiekiem ubranym w elegancki garnitur, na którym nie było śladów łatania. Czarne włosy miał zaczesane do tyłu, chyba wypomadowane, a w wyrazistej twarzy błyszczały chłodne, niebieskie oczy. Poczęstował ich brandy w misternie rżniętych kieliszkach.

— Proszę posłuchać, pani Dutt — zaczął z werwą. — Dobrze, że przyszła pani się ze mną spotkać. Staram się rozmawiać z każdym, kto przybywa do naszego miasta, chociaż są to głównie Grecy, którzy nadają się tylko do lekcji historii, oraz kilku Brytyjczyków z naszej epoki, zgadza się?

— Plaster czasu, w którym znalazła się Granica Północno-Zachodnia, pochodził z 1885 roku — powiedziała Bisesa. — Tam przypadkiem utknęłam. Ale faktycznie pochodzę z…

— Roku Pańskiego 2037. — Postukał w list, leżący przed nim na biurku. — Pani White była tak dobra, że sporo mi o pani opowiedziała. Ale będę z panią szczery, pani Dutt, jestem zainteresowany jedynie pani biografią, bez względu na to, z jakiego czasu pani pochodzi, jeżeli dotyczy to mnie i mojego miasta. Jestem pewien, że pani to rozumie.

— W porządku.

— Przybywa pani tutaj z wiadomością, że świat zmierza ku końcowi. Czy tak?

Starszy człowiek stojący wśród zastraszonej reszty podniósł palec.

— Niezupełnie, panie burmistrzu. Ta pani utrzymuje, że wszechświat zmierza ku końcowi. Ale z tego oczywiście wynika, że obejmie to także nasz świat. — Lekko zachichotał, jakby powiedział coś zabawnego.

Rice popatrzył na niego.

— No to chyba najbardziej monstrualny przypadek szukania dziury w całym. Pani Dutt, to jest Gifford Oker — profesor astronomii naszego nowego Uniwersytetu Miasta Chicago. A przynajmniej był nowy, gdy zapanował mróz. Zaprosiłem go, bo wydaje się, że macie do omówienia jakieś problemy astronomiczne, a tylko on jako tako zna się na astronomii.

Oker miał około pięćdziesiątki, był siwy, a jego twarz niemal całkowicie zasłaniały grube okulary i nierówno przystrzyżone wąsy. Ściskał w dłoniach zniszczoną skórzaną teczkę. Jego garnitur był sfatygowany, miał postrzępione mankiety i klapy, a łokcie i kolana obszyte skórą.

— Mogę panią zapewnić, że moich kwalifikacji nikt nie może kwestionować. W czasie Znieruchomienia byłem studentem George’a Ellery’ego Hale’a, znanego astronoma, może pani o nim słyszała? Zamierzaliśmy założyć nowe obserwatorium w Zatoce Williamsa, które miało być wyposażone w zestaw nowoczesnych instrumentów, w tym czterdziestocalowy refraktor, byłby to największy tego rodzaju teleskop na świecie. Ale niestety miało się stać inaczej. Udało nam się kontynuować program obserwacji przy użyciu teleskopów, które ocalały w tym „plastrze czasu”, jak to pani określa, pani Dutt, z konieczności mniejszych i słabszych. Przeprowadziliśmy także pewne badania spektroskopowe, których wyniki są, no, zaskakujące.

Abdi pochylił się do przodu.

— Panie profesorze, ja sam uprawiam astronomię w Babilonie. Uzyskaliśmy wyniki, które częściowo potwierdzają przewidywania Bisesy. Musimy się wymienić informacjami.

— Oczywiście.

Rice zerknął na list Emeline. Powoli przeczytał:

— „Ucieczka odległych gwiazd”. O tym właśnie mówicie.

— Tak jest — powiedział Abdi. — Mówiąc po prostu, wygląda to tak, jak gdyby gwiazdy oddalały się od Słońca we wszystkich kierunkach.

Rice skinął głową.

— OK. Rozumiem. I co z tego?

Oker westchnął. Zdjął okulary, ukazując głęboko osadzone zmęczone oczy, i krawatem przetarł szkła.

— Widzi pan, panie burmistrzu, problem jest następujący. Dlaczego Słońce miałoby stanowić centrum takiej ekspansji? To narusza podstawowe zasady jednorodności i izotropowości przestrzeni. Mimo że przetrwaliśmy Znieruchomienie, najbardziej niezwykłe zdarzenie w udokumentowanej historii, zasady te oczywiście nadal muszą obowiązywać.

Bisesa przyglądała się temu profesorowi astronomii, zastanawiając się, jak wiele jest w stanie zrozumieć. Najwyraźniej miał wystarczająco bystry umysł i udało mu się zrobić karierę naukową w najbardziej niezwykłych warunkach.

— Więc jak pan to interpretuje?

Założył z powrotem okulary i popatrzył na nią.

— Tak, że nie jesteśmy wyróżnionymi obserwatorami. Że gdybyśmy żyli w świecie Alfy Centauri, obserwowalibyśmy dokładnie to samo, to znaczy widzielibyśmy, że dalekie mgławice stale się od nas oddalają. Może to tylko oznaczać, że rozszerza się sam eter, czyli niewidzialne medium, w którym poruszają się wszystkie gwiazdy. Wszechświat się rozszerza jak ciasto rosnące w piekarniku, a gwiazdy, niczym rodzynki tkwiące w tym cieście, oddalają się od siebie. Ale każdej takiej rodzynce wydawałoby się, że ona sama jest nieruchoma, stanowiąc centrum tej ekspansji…

Znajomość teorii względności, jaką posiadała Bisesa, ograniczała się do jednego kursu na uczelni przed wieloma laty oraz rozmaitych książek science fiction, a temu przecież nie można ufać. Ale ten plaster czasu pochodził z okresu, gdy Einstein miał tylko piętnaście lat. Oker nie mógł nic wiedzieć o teorii względności. A teoria ta opierała się na odkryciu, że w rzeczywistości żaden eter nie istnieje.