Выбрать главу

— Nie wiem — odparła szczerze. — Muszę porozmawiać z moimi przyjaciółmi.

— Chciałbym — powiedział Abdi do Okera — zacząć pracować z panem, profesorze. Mamy wiele do zrobienia.

— Tak — powiedział Oker uśmiechając się.

— Dobrze — powiedział Rice. — Ale kiedy do czegoś dojdziecie, macie mi powiedzieć, jasne? — Był to wyraźny rozkaz.

— No. Jak na jeden dzień dość tych historii z dreszczykiem. Pomówmy o czym innym. — Kiedy profesor chował swoje obrazy, Rice odchylił się w krześle, położył nogi na biurku — nosił kowbojskie buty z ostrogami — i wydmuchnął kłąb dymu. — Macie jeszcze ochotę na drinka albo na papierosa? Nie? Po pierwsze — powiedział do Abdiego — bardzo bym chciał się dowiedzieć, co się dzieje po drugiej stronie Atlantyku. Aleksander Wielki i jego „światowe imperium” — tacy faceci budzą moją sympatię.

Abdi zerknął na Bisesę i Emeline i wzruszył ramionami.

— Od czego mam zacząć?

— Opowiedz mi o jego wojskach. I jego marynarce. Czy ma już parowce? Ile jeszcze czasu upłynie, zanim jego flota pokona Atlantyk…

Uwagę Rice’a absorbował Abdi, więc Bisesa, korzystając z okazji, znów szepnęła do telefonu:

— Co o tym myślisz?

— Muszę przesłać te wszystkie dane na Marsa. To zabierze sporo czasu.

— Ale?

— Ale mam wrażenie, że właśnie dlatego zostałaś sprowadzona na Marsa.

46. Linia A

Czerwiec 2070 roku

— Od chwili gdy minęliśmy linię A, nie jesteśmy już sam na sam z bombą Q, mamo. Teraz eskortuje ją regularna flotylla, jak podczas święta marynarki. Wszyscy kopacze i mieszkańcy kopuł wylegli, aby patrzeć, jak mknie to monstrum. To dla nas dosyć dziwne. Po trwającej czternaście miesięcy samotnej podróży teraz mamy całe to towarzystwo. Ale oni nie wiedzą o naszej obecności. Liberator jest niewidzialny dla radaru, a jest tu jeszcze kilka innych statków, które pilnują, żeby ci gapie trzymali się z daleka, i koordynują ostatni atak na bombę Q…

— Bello — cicho powiedział Tales.

— Przerwij odbiór. — Głowa Edny i maleńki holograficzny obraz unoszący się nad biurkiem Belli znieruchomiały. — Czy to nie może poczekać, Talesie?

— Jest tutaj Cassie Duflot.

— O cholera. — Żona zmarłego bohatera kosmosu, strasznie upierdliwa osoba.

— Prosiłaś, żebym cię zawiadomił, jak tylko się zjawi.

— Tak.

Transmisja komunikatu Edny trwała nadal. Bella była zarówno matką, jak i politykiem, miała więc swoje prawa.

— Poproś, żeby poczekała.

— Oczywiście.

— I Talesie, kiedy będzie czekać, nie pozwól jej mailować, nagrywać, węszyć. Daj jej kawy i zajmij ją czymś.

— Rozumiem, Bello. Nawiasem mówiąc…

— Tak?

— Jest trochę więcej niż godzina do głównego uderzenia. Do Wielkiego Bum. Czy raczej do chwili, gdy otrzymamy raport.

Nie trzeba było jej o tym przypominać. Wielkie Bum, ostatnia nadzieja ludzkości, jeśli chodzi o unicestwienie bomby Q, i być może kres życia jej córki.

— OK. Dziękuję, Talesie, pamiętam. Wznów odbiór. Nieruchomy obraz Edny ponownie ożył.

Głos Edny, podróżując przez dwadzieścia cztery minuty przez układ słoneczny, brzmiał wyraźnie w gabinecie Belli na Mount Weather. A Tales płynnie odtwarzał obrazy odpowiadające jej słowom, które odbierały rozmaite statki i urządzenia monitorujące.

Nad biurkiem Belli unosiła się bomba Q, upiorna kropelka rozmytego światła gwiazd. W tym momencie przecinała pas asteroid — linię A floty — i Bella widziała dalekie skały, powiększone i rozjaśnione. W tym obrazie było coś budzącego grozę; minęło prawie sześć lat od chwili, gdy obiekt ten dostrzeżono po raz pierwszy, kiedy mijał księżyce Saturna, a teraz znajdował się wśród asteroid. Bomba Q była tutaj, w obszarze kontrolowanym przez człowieka. I zaledwie za sześć miesięcy — w okresie Bożego Narodzenia tego roku — miała dotrzeć do Ziemi.

Ale przejście bomby przez pas asteroid stanowiło jeszcze jedną szansę ataku.

Do tej poty Edna mówiła o próbach ataku. Tales pokazywał obrazy bomb jądrowych wybuchających przed nienaruszoną powierzchnią bomby i statki, załogowe i bezzałogowe, które używały rozmaitych rodzajów broni, wiązek cząstek i laserów, a nawet strumienia skał wyrzuconych z powierzchni asteroidy, z zainstalowaną wyrzutnią rakietową, rodzajem elektromagnetycznej katapulty.

— To jak strzelanie grochem do słonia — podsumowała Edna. — Choć nie całkiem. Za każdym razem, gdy ją trafiamy, traci pewną ilość masy i energii proporcjonalną do masy naszych pocisków. To jak ukąszenie pchły, ale efekt nie jest równy zeru. Lyla Neal opracowała pewien model, profesor Carel cię z nim zapozna. W istocie mamy nadzieję, że jednym z wyników Wielkiego Bum, zakładając, że całkowicie nie zepchniemy jej z kursu, będzie potwierdzenie modelu Lyli, co do rzędu wielkości danych, których dotychczas używaliśmy. Tak czy owak wkrótce się przekonamy.

— Jeśli chodzi o sam pocisk, wyrzutnia jest w porządku. Wszystkie systemy w normie, a odchylenie pocisku jest zgodne z przewidywaniami… — Swym spokojnym głosem Edna podsumowała stan broni.

Kiedy skończyła, uśmiechnęła się. Mimo swej czapki z daszkiem wyglądała niezwykle młodo.

— Ja sama czuję się doskonale. Po ponad rocznym pobycie na pokładzie tego statku potrzebuję trochę świeżego powietrza. A zamiast słownikowej definicji „świra wywołanego przebywaniem w zamkniętej przestrzeni” można napisać „John Metternes”. Ale przynajmniej jeszcze się nie pozabijaliśmy. A jeśli traktować tę wyprawę jako przedłużony test Liberatora, statek sprawuje się znakomicie. Myślę, że zastosowano tu naprawdę nowoczesną technologię, mamo. Nie żeby było to jakąś pociechą, jeśli nie uda nam się odchylić toru bomby Q, wtedy wszyscy znajdziemy się w poważnych kłopotach. Pozostali członkowie załogi także świetnie sobie radzą. Myślę, że to prawdziwy test gotowości bojowej całej floty. Kilku weteranów starej floty morskiej mówi, że czują się nie na miejscu na statkach, gdzie nawet zupełni nowicjusze ukończyli Podyplomową Szkołę Marynarki Wojennej w Monterey. W tej chwili, w oczekiwaniu na rozpoczęcie dramatu, odbywa się coś w rodzaju otwartego nabożeństwa. Ci, którzy biorą w tym udział, modlą się do Madonny z Loreto, patronki lotników. Jeśli chodzi o Kosmitów, w zasadzie z nami współpracują. Ale jesteśmy gotowi do podjęcia wszelkich akcji, jakie okażą się konieczne, mamo. Sześćdziesiąt minut do rozpoczęcia przedstawienia. Połączę się z tobą potem, mamo. Kocham cię. Odbiór.

Belli starczyło czasu tylko na krótką odpowiedź, ponieważ miała ona dotrzeć do Edny zaledwie kilka minut przed uderzeniem.

— Też cię kocham — powiedziała. — I wiem, że jak zawsze spełnisz swój obowiązek. — Doskonale zdawała sobie sprawę, że mogą to być ostatnie słowa, z jakimi zwraca się do Edny, i że w nadchodzącej godzinie może stracić jedyną córkę, tak jak biedna Cassie Duflot, która czekała na zewnątrz, straciła męża. Ale nie przychodziło jej do głowy nic, co mogłaby dodać. — Talesie, koniec transmisji.

Obraz holograficzny zniknął, pozostawiając puste miejsce na biurku, gdzie tylko chronometr odmierzał czas do Wielkiego Bum i jeszcze ważniejszej chwili, gdy informacje o jego wyniku dotrą do Ziemi.

Bella zebrała się w sobie.

— Wprowadź Cassie.

Z jakiegoś powodu Bella spodziewała się, że Cassie Duflot pojawi się w czerni, jak wtedy, gdy widziała ją poprzednio, podczas przekazywania przyznanego jej mężowi medalu Tooke’a, mimo upływu czasu wciąż w żałobnych szatach. Ale Cassie miała na sobie jasnoliliowy kostium, ładny i praktyczny. I jak uświadomiła sobie Bella, Cassie nie była pogrążona w smutku jak podczas tamtej wizyty. Łatwo można było jej nie docenić.