Выбрать главу

Musiał co noc otaczać swe legowisko siecią nitek, które natychmiast uruchamiały dzwoneczki, kiedy ktoś usiłował zbliżyć się w ciemności. Powoli, bez najmniejszego szmeru Jason wycofał się w głąb wąwozu.

Ch'aka zjawił się łomocząc głośno bufami i wywijając maczugą nad głową. Pędził wprost na Jasona, który gwałtownie odtoczył się na bok. Maczuga z hukiem wyrżnęła o ziemię, Jason zaś natychmiast się zerwał i rzucił do ucieczki. Potykał się o kamienie, wiedząc doskonale, że upadek oznacza śmierć, nie miał jednak wyboru. Ubrany w ciężki pancerz Ch'aka nie mógł dotrzymać mu kroku. Jasonowi zaś udało się nie upaść. Wreszcie pozostawił prześladowcę daleko w tyle. Ch'aka ryknął z wściekłości i zaczai obrzucać go przekleństwami, ale nie mógł go już pochwycić. Jason, dysząc ciężko, zniknął w ciemności.

Wolno zatoczył duże koło kierując się w stronę obozu. Zdawał sobie sprawę, że hałas rozbudzi niewolników i dlatego też odczekał około godziny, dygocząc w lodowatym przedświcie, zanim ponownie wśliznął się pod oczekujące nań skóry. Niebo zaczęło szarzeć, a on leżał zastanawiając się, czy Ch'aka go poznał — sądził jednak, że raczej nie.

Gdy czerwone słońce podniosło się nad horyzontem, Ch'aka pojawił się na szczycie wydmy. Trząsł się ze wściekłości.

— Który to zrobił? — wrzasnął. — Który zakradł się w nocy?

Skradał się pomiędzy nimi, nikt jednak nie drgnął nawet, chyba tylko po to, by umknąć spod jego stóp.

— Który to zrobił? — wrzasnął ponownie, gdy znalazł się niedaleko miejsca, w którym leżał Jason.

Pięciu niewolników w milczeniu wskazało Jasona. Ijale zadrżała i odsunęła się od niego.

Przeklinając ich zdradę Jason zerwał się i uniknął spod opadającej ze świstem maczugi. Trzymał w ręku zaostrzony róg, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że nie może stanąć do otwartej walki z Ch'aką — musiał znaleźć jakiś inny sposób. Szybko się obejrzał i zobaczył, że jego wróg podąża za nim. Jednocześnie z ledwością uniknął podstawionej mu przez któregoś niewolnika nogi.

Wszyscy byli przeciwko niemu! Każdy był przeciw każdemu i nikt nie mógł czuć się bezpieczny. Odbiegł od niewolników i wdrapał się na szczyt wydmy, przytrzymując się sztywnej trawy. Na szczycie odwrócił się, kopnął w twarz Ch'aki piasek, usiłując go oślepić, ten jednak pochylił kuszę i założył bełt na cięciwę. Jason był zmuszony znowu uciekać. Ch'aka zaś gonił go, dysząc ciężko.

Jason czuł ogarniające go zmęczenie i wiedział, że jest to najlepszy moment, by przypuścić kontratak. Niewolnicy zniknęli już z pola widzenia i walka będzie się toczyć tylko między nimi dwoma. Biegnąc po zboczu zasypanym pokruszonymi skałami, zawrócił nagle i skoczył w dół. Zaskoczony Ch'aka nie zdążył wznieść swej maczugi i zamachnął się na oślep. Jason wykonał unik i wykorzystując siłę, jaką Ch'aka włożył w uderzenie, schwycił go za ramię, szarpnął i przewrócił na ziemię.

Opancerzony mężczyzna runął na twarz, między kamienie. Jason skoczył mu na plecy próbując schwytać go za podbródek. Kalecząc palce o naszyjnik z wyszczerbionych zębów złapał kudłatą brodę Ch'aki i pociągnął ją. Zanim mężczyzna zdołał się uwolnić i odtoczyć na bok, przez jedną długą chwilę jego głowa była odchylona do tyłu. W tym samym momencie Jason wbił ostry róg w miękkie gardło. Gorąca krew chlusnęła mu na rękę, Ch'aka zadygotał straszliwie i umarł.

Jason wstał, czując się straszliwie zmęczony. Był sam na sam ze swoją ofiarą. Owiewał go zimny wiatr, niosąc ze sobą szeleszczące ziarenka piasku i chłodząc pot, pokrywający jego ciało. Westchnął, otarł zakrwawione dłonie o piasek i zaczai rozbierać zwłoki. Hełm z muszli był przymocowany grubymi rzemieniami. Gdy je odwiązał i odsłonił głowę wodza, zobaczył, że Ch'aka dawno już przekroczył wiek średni. W jego brodzie były siwe pasma, skąpe włosy miał całkiem siwe, zawsze osłonięte hełmem twarz i łysiejąca głowa były nienaturalnie białe.

Trwało to długo, zanim zdołał zdjąć pancerz i owijające ciało skóry, wreszcie jednak dokonał tego. Pod skórami i mocującymi pazury rzemieniami Ch'aka miał na nogach buty Jasona. Były brudne, ale nie uszkodzone i Jason nałożył je z radością. Gdy wreszcie wytarł wnętrze hełmu piaskiem i założył go, Ch'aka narodził się znowu. Ciało leżące na piasku należało po prostu do jednego z nieżyjących niewolników. Jason wygrzebał płytki grób, umieścił w nim zwłoki i zasypał jeNastępnie obwieszony bronią, woreczkami, zawiniątkami i kuszą, z maczugą w dłoni ruszył w stronę oczekujących niewolników. Gdy tylko nadszedł, poderwali się na nogi i ustawili w tyralierę. Jason spostrzegł, że Ijale patrzy nań z niepokojem, próbując się zorientować, kto wagrał walkę.

Jeden zero dla drużyny gości — zawołał, ona zaś uśmiechnęła się niepewnie i odwróciła. — Wszyscy w tył zwrot i naprzód marsz tam, skąd przybyliśmy. Oto wstaje dla was nowy dzień, niewolnicy. Wiem, że trudno wam w to uwierzyć, ale czekają was wielkie przemiany.

Pogwizdywał radośnie idąc za szeregiem niewolni-. ków i żując pierwszy znaleziony krenoj.

Rozdział 6

Wieczorem rozpalili ognisko na plaży i Jason usiadł skierowany plecami w stronę bezpiecznego morza. Zdjął hełm — to draństwo przyprawiało go o ból głowy — i przywołał do siebie Ijale.

— Słucham i jestem posłuszna, Ch'aka. Podbiegła do niego i klapnęła na piasek zakasując okrywające ją skóry.

— Ale masz mniemanie o mężczyznach! — wybuchnął. — Siadaj. Chcę tylko z tobą pogadać. I mam na imię Jason, nie Ch'aka.

— Tak, o Ch'aka — odparła, rzucając szybkie spojrzenie na jego nie zakrytą twarz i odrzucając głowę. Mruknął i podsunął jej koszyk z krenoj.

— Widzę, że niełatwo będzie zmienić tutejsze układy społeczne. Powiedz mi, czy chcielibyście, ty i pozostali, być wolni?

— Co to znaczy być wolny?

— Cóż, to jest chyba odpowiedź na moje pytanie. Wolny, to znaczy, że nie jesteś niewolnicą albo właścicielką niewolników i możesz iść, gdzie chcesz i robić, co chcesz.

— To mi się nie podoba — zadygotała. — A kto by o mnie zadbał? Jak znalazłabym jakieś krenofł Musi być wielu ludzi, by znaleźć krenoj. Jeden człowiek umrze z głodu.

— Jeżeli jesteś wolna, możesz szukać krenoj razem z innymi wolnymi ludźmi.

— To głupie. Ten kto znajdzie, zje sam i nie podzieli się z innymi, chyba że będzie miał nad sobą pana. Lubię jeść.

Jason podrapał się w zarośnięty podbródek. — Wszyscy lubimy jeść, ale to wcale nie znaczy, że musimy być niewolnikami. Widzę jednak, że dopóki nie dokona się tu jakichś radykalnych zmian, nie bardzo mi się uda uczynić kogokolwiek wolnym i lepiej będzie, jeżeli przedsięwezmę wszystkie środki ostrożności stosowane przez Ch'akę, jeśli chcę pozostać przy życiu.

Podniósł swą maczugę i odszedł, skradając się w ciemność. Krążył w milczeniu wokół obozu aż do chwili, w której znalazł pokaźny pagórek o gładkich stokach. Po omacku wyciągnął z worka kołeczki i powbijał je szeregami, starannie układając na ich rozwidleniach skórzane nici. Ich końce były przywiązane do precyzyjnie wyważonych stalowych dzwonków, które rozbrzmiewały przy najmniejszym dotyku. Zabezpieczony w ten sposób ułożył się w środku ostrzegawczej sieci i spędził w napięciu niespokojną noc, drzemiąc czujnie i oczekując na brzęczenie dzwoneczków.