Выбрать главу

— Nonsens — powtórzyła.

— Jeśli ja bym się nie zabiła, zrobiliby to moi rodacy — ciągnąłem. — Zabiją mnie, jeśli to nastąpi, a ja nie będę oczyszczona.

— Skąd się dowiedzą?

— Czy sądzisz, że kłamałabym mojemu ludowi? — Miałem nadzieję, że chrypka i drżenie głosu świadczą o obrażonym honorze, a nie o obrzydliwym strachu, jaki w tej chwili odczuwałem.

Chyba rzeczywiście świadczyły, bo zatrzymała się, a raczej przerwała na chwilę i zapytała:

— Co to takiego, to oczyszczenie?

Wymyśliłem mieszaninę rytuałów religijnych: część podkradłem ludowi z Ryan, a część wynalazłem sam, tak by wspierały one moją potrzebę odosobnienia. Słuchała. Uwierzyła mi. Potem odbyłem jeszcze jedną podróż w ciemności i znalazłem się sam w pokoju Mwabao Mawy, tym ze skrzyniami i pudłami. Powiedziałem jej, że chcę tu medytować.

Przebywałem tam cały dzień i następną noc.

Nie miałem pojęcia, co robić. Mwabao była w sąsiednim pokoju, tym, który dzieliliśmy przez dwa tygodnie. Nuciła ciągle pieśń erotyczną, która utrzymywała mnie prawie cały czas w podnieceniu.

Myślałem przez chwilę o odcięciu sobie genitaliów, ale nie wiedziałem, jak długo potrwa regeneracja, a zabliźniona rana po kastracji nie mogłaby być wzięta za cechę anatomiczną kobiety.

Oczywiście myślałem również o ucieczce, ale doskonale wiedziałem, że jedyna droga prowadzi przez pokój, w którym radośnie oczekiwała Mwabao Mawa. Przeklinałem w kółko — oczywiście bardzo cicho — zastanawiając się, co to za przeklęty pech trzyma mnie w więzieniu kobiecego ciała, z lesbijką jako strażnikiem i setkami metrów grawitacji zamiast krat.

W końcu zdałem sobie sprawę, że moja jedyna, choć nikła, nadzieja to ucieczka w postaci nie kobiety, lecz mężczyzny. Jutro w nocy, w ciemności, jeśli pomaluję się na czarno, może uda mi się zmylić strażników. Jeśli się nie uda i zostanę ujęty, wystarczy tylko spaść w dół. Spadanie, pomyślałem ironicznie. I tajemnica mojej muellerskiej tożsamości zostanie zachowana.

Jak przejść obok Mwabao? To było proste. Trzeba ją zabić.

Czy mogłem to zrobić? To już nie było takie proste. Lubiłem ją. Złamała wprawdzie protokół dyplomatyczny, ale w gruncie rzeczy nie uczyniła mi nic złego. Miała również wiele powiązań, jej nieobecność zostanie natychmiast zauważona.

Nie zabiję jej. Uderzenie w głowę, złamanie kości powinno wystarczyć. To powinno ją uciszyć, a przynajmniej unieruchomić na wystarczająco długi czas. Chociaż, prawdę mówiąc, nie miałem pojęcia, jak mocno trzeba uderzyć normalną osobę, żeby jej nie zabić, a tylko ogłuszyć. Ile kości można jej złamać, nie czyniąc jej kaleką na całe życie. U Muellerów taki problem nigdy nie występował. I nigdy nie słyszałem, żeby Mueller uderzył cudzoziemca, nie mając zamiaru zabicia go czy trwałego okaleczenia. Mimo wszystko postaram się jej nie uszkodzić.

Musiałem jeszcze pomyśleć, jak ukryć to, kim jestem. Skórę poczernię sobie później, kiedy skończę z Mwabao. Potrzebne jednak będą inne przygotowania, by wywołać u niej szok.

Przeszukiwałem cicho pudła w nadziei, że znajdę nóż. Mógłbym nim obciąć swoje piersi. Oczywiście odrosną, ale dzisiaj zabliźnione rany będą wyglądać jak normalne ciało i piersi jeszcze się nie uwydatnią. Z goryczą uświadomiłem sobie, że niczego innego, co by przypominało zmianę płci, nie mogłem wykonać.

Nie znalazłem noża. Znalazłem natomiast kilka innych książek, które mnie zaciekawiły do tego stopnia, że przez pół godziny musiałem się nad nimi skupić.

Była to historia Spisku. Czytałem wcześniej naszą, muellerską historię planety, ale pod pewnymi względami ta książka była bardziej kompletna. Pod kilkoma bardzo ważnymi względami. Zacząłem zdawać sobie sprawę, że niemal we wszystkim mnie oszukano. A jednak to, czego się teraz dowiedziałem, było takie oczywiste.

Sprawy, które muellerska historia opuszczała, a nkumajska drążyła, związane były z całą populacją. Nie było to sprawozdanie z dziejów jednej tylko Rodziny. Historia opowiadała o wszystkich członkach konspiracji, których wygnano na tę pozbawioną metalu planetę. Dla reszty Republiki miało to stanowić odstraszający przykład, pouczający, co się stało z ludźmi, którzy usiłowali ustanowić rządy elity intelektualnej. Zamierzchłe spory, na skutek których Rodziny znalazły się tutaj, zawsze wydawały mi się i nadal wydają warte śmiechu. „Kto ma rządzić?” Odpowiedź była odwieczna i niezmienna: „Ja”. Kimkolwiek byłby ten Ja”, „ja” będzie żądny władzy.

Historia Nkumai omawiała po kolei wszystkich konspiratorów. Szukałem Muellera i znalazłem go. Han Mueller, genetyk, specjalizujący się w nadrozwoju ludzkiej regeneracji. Znalazłem też innych. Jednak w danej chwili najbardziej interesujący był dla mnie Nkumai. Ngago Nkumai, który przybrał pseudoafrykańskie nazwisko jako wyraz buntu, wsławił się badaniami teoretycznymi nad budową wszechświata. Rozwinął nowe sposoby oglądu wszechświata, które umożliwiały ludziom robienie nowych rzeczy.

Wszystkie przesłanki znalazły się na swoich miejscach, każda z nich tak wątła, że niczego nie dowodziła, ale wypadki z tych dwu tygodni, które spędziłem u Nkumai, pasowały do siebie tak dobrze, że nie mogłem mieć wątpliwości, jaki z nich wypływa wniosek.

Aromatyczne powietrze nad bagnami było niczym — przynętą, sposobem Mwabao Mawy na zapakowanie do łóżka szczupłej, ładnej blondynki z Bird. Ale inne rzeczy się zgadzały. Na przykład nie było króla. Mwabao mówiła prawdę — tutaj rządziła grupa. Ale nie była to grupa polityków. Jej członkowie mieli ten sam zawód, co założyciel, Ngago Nkumai. Byli to uczeni, którzy tworzyli nowe sposoby widzenia wszechświata — uczeni, którzy wynaleźli Prawdziwe Widzenie czy Nauczyli Gwiazdy Tańczyć. Używali Mwabao Mawy jako łącznika z funkcjonariuszami państwowymi w Nkumai. Kogo używali jako łącznika z armią? Ze strażnikami? Nie miało to znaczenia. I dlaczego wszyscy prości Nkumai wierzyli, że istniał król? Niewątpliwie kiedyś istniał — a może nadal panował jakiś figurant? Również nie miało to znaczenia.

Ważne było to, że Nkumai wcale nie sprzedawali Ambasadorowi zapachów. Sprzedawali fizykę. Sprzedawali nowe sposoby patrzenia na wszechświat. Sprzedawali, oczywiście, możliwości podróżowania z szybkościami nadświetlnymi, jak niechcący wygadała się Mwabao Mawa i co później tak starannie zatuszowała. I inne rzeczy. Rzeczy, które dla Zewnętrznych były warte o wiele więcej niż ręce, serca i głowy wycięte radykalnym regeneratom.

Każda Rodzina mogłaby próbować rozwinąć to, na czym najlepiej znał się jej założyciel, jeśli istniałaby nadzieja, że uda się to sprzedać Ambasadorowi. Mueller rozwijałby manipulacje genami ludzi, Nkumai — fizykę. Poszukałem Bird i zaśmiałem się. Oryginalna Bird była bogatą kobietą z towarzystwa, osobą o niewielu sprzedawalnych umiejętnościach i zdolnościach, z wyjątkiem umiejętności nakłaniania innych do robienia tego, co ona chce. Jedyną spuścizną po niej okazał się matriarchat. We współzawodnictwie o metal nie dawało jej to żadnej przewagi. Jednak, tak jak inni, przekazała swojej Rodzinie wiedzę o tym, na czym znała się najlepiej.

Zamknąłem książkę. Teraz moja ucieczka stała się sprawą jeszcze pilniejszą, ponieważ akurat to odkrycie mogło być kluczem do zwycięstwa Muellera nad Nkumai. I mogłem — byłem tego pewien — wyćwiczyć armię Muelleru do walki na drzewach. Mogliśmy również — miałem taką nadzieję — zwyciężyć i zdobyć przynajmniej kilka z tych umysłów lub przynajmniej zawładnąć ich Ambasadorem i przeszkodzić im w jego używaniu. Mimo wszystko większość ludności Nkumai nie nadawała się do walki, a większość populacji Muelleru od dziecka była zaprawiona w posługiwaniu się nożem, dzidą i łukiem. Mogliśmy tego dokonać.