Выбрать главу

— Ale to, co najbardziej mnie intryguje, dotyczy równocześnie ciebie bardzo osobiście, Laniku Muellerze. Dowiedziałem się, że twój młodszy brat, Dinte, rządzi teraz tam, gdzie miałeś rządzić ty.

— Jest figurantem, dzięki Bogu. Ten drań nie poradziłby sobie nawet z mrowiskiem — rzekłem, przyznając to, co najwidoczniej wiedział.

— To dziecko twojej matki?

— Tak, chociaż może to wydawać się niewiarygodne. Nigdy pana nie widziałem, Lordzie Barton.

— Byłem wtedy młodszy.

Podniósł się z fotela, podszedł do drabiny, wspiął się na nią powoli i wyciągnął księgę, która musiała ważyć przynajmniej pięć kilogramów. Kiedy zszedł na dół, wręczył mi ją.

— Kupiłem ją od twego Ojca. Niechętnie się z nią rozstawał. Ale miał drugi egzemplarz, a kiedy wyjaśniłem mu, jak ważna jest dla mnie genealogia, nabrał przekonania, że jestem stetryczałym idiotą. Pozwolił mi nabyć książkę, chociaż zażądał pięć razy więcej niż, jak sądził, wynosi jej wartość.

To był cały Ojciec.

Otworzyłem księgę. Była to genealogia Muellerów i historia, prowadzona jako rodzaj kroniki, pisana ręcznie przez heraldyka. Nie rozpoznawałem charakteru pisma na końcu książki, ale z pewnością sprawozdanie genealogiczne kończyło się, kiedy miałem jedenaście lat. Było zabawne, gdy widziało się, co heraldyk uznał za warte zapisu. Musiałem być czyimś pupilkiem — zanotowane zostały wszystkie inteligentniejsze zdania, jakie wypowiedziałem w dzieciństwie.

W milczeniu Bartona czuło się wyczekiwanie i wywierało to na mnie taką presję, że przerzuciłem strony i zajrzałem na koniec.

— Prawdziwa? — zapytał.

— Oczywiście — odrzekłem. — Czy wątpisz w to, skoro nabyłeś ją tak, jak mi mówiłeś?

— Wcale nie. Chciałem tylko, byś wypowiedział swoją opinię, zanim wskażę ci pewne przeoczenie, prosty, ale bardzo istotny szczegół, opuszczony w książce. Tak oczywisty, że nie zorientowałbyś się, że go brakuje.

Czekałem.

— To twój brat — rzekł. — Dinte.

Oczywiście, że o Dintem musiała być tam mowa. Tak wiele moich dziecięcych wspomnień się z nim łączyło. Gdy jednak zobaczyłem zapiski z czasu, kiedy rodził się Dinte, nic o nim tam nie wspominano. W ogóle nie wspomniano o nim w całej kronice.

— Cóż, może heraldyk, tak jak ja, nie pałał miłością do Dintego — stwierdziłem.

— Heraldyk nigdy nie spotkał Dintego.

— Więc w pałacu bardzo wszyscy musieli chronić tego heraldyka.

— Laniku Muellerze, chcę żebyś sięgnął pamięcią wstecz do jakiegoś wspomnienia. Najlepiej nieprzyjemnego. Chcę, żebyś je sobie przedstawił jasno w myślach.

Uśmiechnąłem się.

— W naszych czasach nikt już nie bierze na serio psychologii!

— To nie sprawa psychologii, Muellerze. To sprawa przeżycia.

Tak więc sięgnąłem pamięcią do czasu, kiedy skłamałem na temat okulawionego Ruryka, konia, którego mi dano, kiedy nauczyłem się jeździć jak dorosły. Kazałem mu głupio skakać i doznał urazu. Poprowadziłem go do domu i powiedziałem, że to chłopiec stajenny go okulawił i że zauważyłem to, jak tylko oddaliłem się od stajni. Chłopak stracił pracę i dostał na dodatek chłostę, zwłaszcza za to, że „kłamał” w tej sprawie i utrzymywał, że koń był zdrowy, kiedy go wziąłem. Pamiętam wyraz jego twarzy, kiedy ojciec zmusił mnie, żebym rzucił mu oskarżenie w twarz. Pamiętam wyraźnie, jaki czułem wtedy wstyd.

— Widzę po twojej twarzy, że pomyślałeś o czymś, co było dość ważne. Jak wyraźnie to sobie przypominasz?

— Bardzo wyraźnie — odpowiedziałem.

— A teraz pomyśl o swym najwyraźniejszym wspomnieniu, które dotyczy Dintego i pochodzi z czasów, kiedy miałeś, powiedzmy, siedem czy osiem lat i obu was uczyli nauczyciele. Czy mieliście tego samego nauczyciela?

— Yenwiego.

— Ale czy mieliście tego samego nauczyciela?

Wzruszyłem ramionami.

— Przywołaj jakieś dziecięce wspomnienie o Dintem.

Wydawało się, że to dość łatwe zadanie. Dopóki tego nie spróbowałem. Jednak wszystkie moje wspomnienia dotyczące Dintego pochodziły z czasów, kiedy byłem już starszy, kiedy miałem dwanaście, trzynaście, czternaście lub piętnaście lat. Po prostu nie pamiętałem Dintego z wcześniejszego okresu, chociaż miałem niewzruszone przekonanie, że był wtedy obecny.

— Tylko dlatego, że nie pamiętam szczegółów… — zacząłem i zobaczyłem, że Barton się śmieje.

— Jakbym słyszał siebie — rzekł. — „Tylko dlatego, że nie pamiętam szczegółów”. Ale jesteś taki pewny. Nie masz najmniejszych wątpliwości.

— Oczywiście, że nie. Gdybym mógł spowodować, żeby ten mały drań znikł, zrobiłbym to całe lata temu, naprawdę.

— Pozwól więc, że opowiem ci pewną historię — odrzekł. — Usiądź wygodnie w fotelu, Laniku Muellerze, ponieważ to długa historia, a jako starzec na pewno przyozdobię ją szczegółami, które należałoby opuścić. Spróbuj nie spać. Chrapanie wytrąca mnie z formy.

Potem zaczął mi opowiadać historię swego syna, Percy’ego. Kiedy wspomniał imię chłopca, natychmiast je rozpoznałem.

— Percy Barton? Lord Percy z Gill?

— Właśnie on. Przerywasz mi.

— Ale on jest władcą, czy raczej figurantem, tak zwanego Sojuszu Zachodniego. I to twój syn?

— Urodzony i wychowany w tym zamku. Ale nie skończę, jeśli nie zacznę, Laniku Muellerze.

Pozwoliłem mu zacząć.

— Widzisz, chodzi o moje zamiłowanie do podróży. Przed niewielu laty wyruszyłem w podróż, jedną z moich ostatnich podróży, zanim stan zdrowia uniemożliwił mi w ogóle wędrówki. Do Lardner. Może znasz Lardner. To kraina zimna, przy której Humping wygląda jak raj, lecz jest to kraj najlepszych lekarzy. Gdybym kiedykolwiek zachorował, chciałbym mieć przy sobie doktora z Lardner. Kiedy tam byłem, spotkałem przypadkowo lekarza, którego znałem, kiedy byłem młody, świeżo po ślubie i dopiero co zacząłem panować na swoich posiadłościach, większych niż mam obecnie, zapewniam cię. Wchodził w nie nie tylko Humping, ale cały wschodni półwysep. Myślę, że teraz nie ma to znaczenia. Ten lekarz, Twis Stanly, był swego rodzaju specjalistą od kobiet i problemów kobiecych, ale był również cholernie dobrym łucznikiem. Razem napinaliśmy łuki i doskonale się bawiliśmy na polowaniach w Ostrych Górach. Byliśmy dobrymi przyjaciółmi. Kiedyś wspomniałem, że leczył moją żonę, ledwie miesiąc po naszym ślubie, na jakąś dziwną infekcję. Było to oczywiście na jakiś czas przed urodzeniem Percy’ego.

Lord Barton zrobił krótką przerwę, jakby zastanawiając się, w jaki sposób opowiedzieć dalszy ciąg.

— Zapytał mnie oczywiście o żonę, a ja poinformowałem go ze smutkiem, że zmarła ona zaledwie dwa lub trzy lata temu, w dojrzałym wieku, ale jeszcze nie stara. Była po pięćdziesiątce. Uderzył mnie fakt, że mija prawie trzydzieści pięć lat, jak Twis i ja ubiliśmy dwa rogacze z tego samego stada, każdy tylko jedną strzałą, i to praktycznie jednocześnie. Wspomniałem o tym fakcie i dorzuciłem komentarz, że mój syn, Percy, nie zdaje sobie na pewno sprawy z tego, że jego ojciec był kiedyś bardzo dobrym łucznikiem.

Trochę się pośmialiśmy nad tym i nad innymi słabostkami młodości, a potem on rzekł:

— Cóż, Barton, więc ożeniłeś się powtórnie?

Pytanie wydało mi się dziwne.

— Oczywiście, że nie — odpowiedziałem. — Dlaczego tak myślisz?

— Więc adoptowałeś chłopca? Swego syna? — zapytał, a ja zaprzeczyłem. — Prawdziwy chłopak, moja krew — rzekłem. — Niecałe dwa lata po ślubie.