Выбрать главу

Skinął głową. Nie zaprosił mnie do środka, żebym mogła zobaczyć się ze swoją ciotką poprzez lustro. Nawet nie próbował wyjaśnić, co się dzieje. Po prostu zamknął drzwi. Znów usłyszałam jego głos, ale tym razem cichszy. Tym razem nie było już krzyków. Nie chcieli, żebym wiedziała, o co się kłócą. Mogłam się jedynie domyślać, że było to coś związanego ze mną. Czego tak bardzo nie chciał zrobić Doyle, że aż pokłócił się z królową?

Ważne, że nie miał mnie zabić. Tej nocy nic innego mnie już nie obchodziło. Zgasiłam górne światło i zapaliłam nocną lampkę. Górne światło zawsze sprawiało wrażenie zbyt jasnego jak na sypialnię. To, że chciałam zgasić jakieś światło, świadczyło o tym, że czułam się już lepiej. A przynajmniej byłam spokojniejsza.

Zazwyczaj mój nocny strój był podobny do bielizny. Lubiłam czuć jedwab i atłas na swojej skórze. Ale włożenie tego zakrawałoby na okrucieństwo względem Doyle’a.

Przywilejem królowej było spanie z jej strażnikami, jej Krukami, dopóki z jednym z nich nie zajdzie w ciążę. Wówczas poślubiała go i z innymi już nie spała. Andais mogła pozwolić im wziąć sobie kochanki, ale nie zrobiła tego. Jeśli nie spali z nią, nie spali też z nikim innym. Nie spali już z nikim od bardzo dawna.

W końcu wybrałam jedwabną koszulkę nocną, która sięgała mi do kolan; miała krótkie rękawki i wysoki dekolt. Skrywała najwięcej z wszystkich rzeczy, jakie miałam w szafie, ale bez biustonosza moje piersi napierały na cienki materiał, tak że widać było sutki. Jedwab był jaskrawopurpurowy i wyglądał bardzo dobrze przy mojej skórze i włosach. Starałam się nie olśnić Doyle’a, ale jednocześnie byłam na tyle próżna, by nie chcieć wyglądać jak czupiradło.

Przyjrzałam się swemu odbiciu w lustrze. Jeśli nie liczyć skaleczeń, wyglądałam jak kobieta czekająca na kochanka. Uniosłam ręce do lustra. Szpony Nerys poznaczyły moje przedramiona czerwonymi smugami. Głęboka rana na lewym wciąż broczyła krwią. Czy było konieczne założenie szwów? Zwykle obywałam się bez nich, ale musiałam powstrzymać krwawienie. Uniosłam koszulkę, żeby przyjrzeć się ranie na udzie. Była bardzo głęboka. Nerys usiłowała przeciąć tętnicę udową. Chciała mnie zabić, ale to ja zabiłam ją. Wciąż nie czułam wyrzutów sumienia. Wciąż byłam odrętwiała. Może jutro poczuję się gorzej, a może nie. Czasami pozostajesz odrętwiały, bo nic nie może pomóc. Czasami odrętwienie pomaga nie zwariować.

Patrzyłam na siebie w lustrze i nawet moja twarz była pusta. Oczy miały to tępe spojrzenie, które bardziej niż cokolwiek innego mówiło o szoku. Ostatni raz miałam taki wyraz twarzy po ostatnim pojedynku, kiedy wiedziałam już, że pojedynki nie skończą się, chyba że moją śmiercią. Wtedy właśnie podjęłam decyzję o ucieczce.

Zaproszenie do powrotu do Krainy Faerie pochodziło zaledwie sprzed kilku godzin, a ja już wyglądałam jak ofiara strzelaniny. Raz jeszcze uniosłam ręce i popatrzyłam na ślady po szponach Nerys. Właściwie zapłaciłam już cenę za swój powrót do domu. Zapłaciłam krwią, ciałem, bólem: walutą Dworu Unseelie. Królowa mogła zaprosić mnie z powrotem i obiecać mi bezpieczeństwo, ale ja ją znałam. Wciąż chciała mnie ukarać za to, że uciekłam, że się ukrywałam, że pokonałam jej najlepsze siły, które mnie ścigały. Delikatnie mówiąc, moja ciotka nie umie przegrywać.

Usłyszałam pukanie do drzwi łazienki. – Czy mogę już wyjść? – spytał Doyle.

– Właśnie się zastanawiam – odparłam.

– Nie rozumiem?

– Możesz, możesz.

Doyle przewiesił paski od pochwy na miecz przez nagą pierś. Rękojeść leżała do góry nogami, prawie wzdłuż jego żeber, jak rewolwer w kaburze na barku. Paski zwisały luźno, jakby zdjął coś, co pomagało utrzymać je na miejscu.

Nigdy nie widziałam Doyle’a, kiedy nie był okryty od szyi aż po kostki. Nawet w środku lata rzadko nosił koszulki z krótkimi rękawami, tylko cieńsze ubranie. W lewym sutku miał srebrny kolczyk. Była to jedyna rzecz, która rozświetlała całkowitą czerń jego skóry. Nad jego lewą piersią ujrzałam ranę. Jej czerwień wyglądała na jego piersi prawie jak dekoracja, jak jakiś misterny tatuaż.

– Jak poważne są twoje rany? – spytał.

– Mogłabym o to samo zapytać ciebie.

– W moich żyłach płynie nieśmiertelna krew, księżniczko. Nic mi nie będzie. Pytam raz jeszcze: jak poważne są twoje rany?

– Zastanawiam się, czy powinnam mieć założone szwy na ręce i… – Zaczęłam podnosić koszulę, ale zatrzymałam się w półruchu. Sidhe nie wstydzą się nagości, ale zawsze starałam się być delikatna, jeśli chodzi o strażników.

– Mam poważniejszą ranę na udzie, zastanawiam się, jakiej jest głębokości. – Pozwoliłam, by koszula opadła. Rana była bardzo wysoko na moim udzie, a nie miałam na sobie bielizny. Zwykle spałam bez niej. Przyzwyczajenie. Teraz chciałam jednak coś na sobie mieć. Nawet jeśli Doyle nie mógł wiedzieć, czy mam coś pod spodem, czy nie, poczułam się nagle nie ubrana.

Mogłam drażnić Jeremy’ego, ale wolałam nie wystawiać na próbę Uthera i Doyle’a, z podobnych powodów. Obaj byli odcięci od tej części swojego życia. Uther dlatego, że był wygnańcem i nie mógł znaleźć kobiety jego postury. Doyle z powodu kaprysu królowej.

Rozłożył śpiwór na podłodze między łóżkiem a ścianą, po czym przysiadł na skraju łóżka. – Czy mogę rzucić okiem na twoją ranę, księżniczko?

Usiadłam obok niego, czując, jak koszulka opada wokół mnie płynnym ruchem. Wyciągnęłam do niego lewą dłoń.

Podniósł moją rękę, zginając ją w łokciu, żeby lepiej widzieć ranę. Jego palce wydały mi się większe, niż były, ich dotyk – bardzo intymny. – Rana jest głęboka, mięśnie zostały rozdarte. Musi cię bardzo boleć. – Spojrzał na mnie.

– Nic nie czuję – powiedziałam.

Dotknął mojego czoła. Dotyk jego ręki był ciepły, prawie parzył. – Masz chłodne czoło, księżniczko. – Potrząsnął głową. – Powinienem był zauważyć to już wcześniej. Jesteś w szoku. W niewielkim, ale i tak powinienem był to zauważyć. Trzeba cię wyleczyć i rozgrzać.

Wyrwałam swoją rękę. Dotyk jego palców na mojej skórze sprawił, że uciekłam wzrokiem, tak że nie mógł widzieć mojej twarzy. – Ponieważ żadne z nas nie umie leczyć dotykiem, proponuję użyć bandaża.

– Umiem leczyć magią – powiedział.

Spojrzałam na niego. Wyraz jego twarzy był nie do odczytania. – Nigdy nie widziałam, żebyś to robił na dworze.

– To bardziej… intymna metoda niż dotyk rąk. Na dworze są uzdrowiciele o wiele silniejsi ode mnie. Moje małe zdolności w tej dziedzinie nie są nikomu potrzebne. – Wyciągnął ręce przed siebie. – Mogę cię uleczyć, księżniczko, chyba że wolisz pojechać na ostry dyżur, żeby założyli ci szwy. Tak czy owak, trzeba zatamować krwawienie.

Szwy niekoniecznie były tym, czego pragnęłam. Podałam mu rękę. Znów zgiął ją w łokciu, zaciskając swoją dłoń na mojej dłoni, splatając nasze palce. Moja skóra była nieprawdopodobnie biała na tle jego, jak wypolerowany gagat na tle macicy perłowej. Drugą dłoń położył za moim łokciem. W ten sposób unieruchomił mi rękę. Uświadomiłam sobie, że nie mogę nią ruszyć, a nie wiedziałam, na czym polega jego metoda leczenia.

– Czy to będzie bolało?

Spojrzał na mnie ponad moim ramieniem. – Może troszkę. – Zaczął pochylać się nad moją ręką, jakby zamierzał pocałować ranę.

Położyłam wolną rękę na jego ramieniu, powstrzymując go przed następnym ruchem. Jego skóra była jak ciepły jedwab. – Poczekaj… na czym dokładnie polega to twoje leczenie?

Uśmiechnął się nieznacznie. – Za chwilę się przekonasz.