Выбрать главу

Czuła pustkę w głowie, ciało ją paliło, ale było jej zimno i się trzęsła.

Sięgnęła po jedwabne pudełeczko. Wyciągnęła z niego pierścionek i obejrzała.

– Jest piękny. Jesteś pewien, że…

– Tak, jestem pewien.

Wziął od niej pierścionek i włożył na palec na prawej dłoni. Pasował doskonale.

Potem uniósł jej dłoń do ust i pocałował, i to był na pewno lepszy pocałunek niż ten w wykonaniu Michaela, zdecydowanie bardziej seksowny. I Claire osunęła się przy nim na kolana. A potem on ją całował, gorącymi, głodnymi ustami i oboje padli na dywan przy łóżku i zostali tam, przytuleni do siebie, dopóki chłód nie wygonił ich z powrotem na łóżko.

Rozdział 3

Spośród wszystkich poranków, kiedy Claire nie chciało się wstawać, ten był najgorszy. Obudziła się rozgrzana i rozespana, wtulona w Shane'a jak łyżeczka. Nawet przez się trzymali się za ręce. Czuła się świetnie. Lepiej niż kiedykolwiek.

W ciszy poranka próbowała zachować tę chwilę, dźwięk jego spokojnego oddechu, obecność jego zrelaksowanego, silnego ciała obok niej.

Pragnę tego, pomyślała. Każdego dnia. Przez całe życie. Na zawsze.

A potem zadzwonił budzik.

Claire poderwała się, walnęła go i zwaliła tym samym na podłogę. Rzuciła się po zegar i w końcu go wyłączyła. Czuła się jak skończona idiotka, myśląc o tym, jak w ogóle mogła zostawić włączony budzik. Odwróciła się i zobaczyła, że Shane otworzył oczy, ale poza tym się nie poruszył. Wyglądał niezbyt przytomnie, uroczo i leniwie, ze zwichrzonymi włosami. Schyliła się, aby go pocałować, słodko i powoli.

Objął ją i to było takie naturalne, tak idealne, że znów poczuła to ciepło, to uczucie, że właśnie tak powinno być.

– Hej – powiedział. – Jesteś słodka, kiedy panikujesz.

– A kiedy niby panikuję?

– Aj. No tak, to nie zabrzmiało tak dobrze, jak planowałem. A ty zdecydowanie za dużo przebywasz z Eve. – Na plecach rysował jej palcami kółka, co dawało uczucie takie, jakby ogrzewały ją promienie słońca. – Jaki jest plan na dziś? Bo ja jestem za tym, żeby zostać w łóżku.

Pragnęła tego samego. Ale jej budzik nie dzwonił bez powodu.

– Mam lekcje – westchnęła.

– Zwagaruj. – Pocałował ją w nagie ramię.

– Ja… Ty masz pracę, pamiętasz? Ostre noże i wołowina do siekania?.

– Niezła zabawa, ale wolę to.

No, miał siłę przekonywania. I to dużą. Działała przez jakieś kolejne pół godziny, po czym Claire zmusiła się do wstania i wskoczyła pod prysznic. Próbowała zapomnieć o tym, że Shane został w jej łóżku.

I nadal tam był, gdy wróciła po plecak. Z ramionami pod głową wyglądał, jakby był szalenie zadowolony ze świata… iż siebie samego.

Trzepnęła go w wystającą spod kołdry nagą stopę.

– Wstawaj, Władco Grilla.

– Ha! Jeszcze nie muszę. To ty miałaś szalony pomysł, żeby zapisać się na wykłady o siódmej rano. Ja chodzę do pracy na rozsądną godzinę.

– Ale nie będziesz leżał w moim łóżku przez cały dzień.

Wstawaj. Nie dowierzam ci na tyle, żeby cię tu samego zostawić.

Uśmiechnął się podstępnie i bardzo, bardzo groźnie.

– Pewnie masz rację. Nie żebyś mogła mi w pełni ufać, kiedy jestem tu z tobą.

O nie, nie położy się z nim z powrotem, nie zrobi tego. Miała zajęcia. Wzięła kilka głębokich wdechów, po czym schyliła się, dała mu krótkiego całusa, wyślizgnęła mu się z rąk i pobiegła do drzwi.

– Won z łóżka! – rzuciła. – Mówię serio!

Ziewnął. Uśmiechnęła się i zatrzasnęła za sobą drzwi. Na dole kawa już się parzyła, a Michael siedział przy stole przed włączonym laptopem. Była trochę zaskoczona.

Michael nie był typem komputerowca. Miał swój komputer, z e – mailem itp. Ale nie spędzał przed nim wiele czasu. Nie tak jak inni ludzie w jego wieku. (Nie jak ona.)

Spojrzał na nią, potem na ekran, potem znów na nią, jakby widział ją pierwszy raz w życiu.

– Co? – zapytała. – Nie mów mi tylko, że jakiś obrzydliwy film produkcji Kim wylądował na You Tube'ie.

Nie chciała nigdy więcej o tym myśleć. Kim i jej podglądactwo. Kim i jej plany, aby zostać gwiazdą z tymi wszystkimi ukrytymi kamerami filmującymi każdy aspekt życia w Morganville.

Taa… Nie skończyło się to za dobrze dla Kim.

Michael pokręcił głową i znów spojrzał na ekran.

– Sprawdzałem jak się mają sprawy ze studiem, no wiesz, z sesją nagrań? Oni mówią poważnie, Claire. Chcą, żebym przyjechał w czwartek.

– Serio? – Złapała kubek kawy i usiadła naprzeciwko niego, po czym dodała do kawy mleka i cukru. – To musimy wyjechać w czwartek rano?

– Nie. Myślę, że powinniśmy wyjechać dziś w nocy. A poza tym to nam da trochę czasu na oswojenie się z Dallas. No i nie chcę podróżować w dzień. – Racja. Wampiry. Droga.

Słońce. Raczej nie najlepsze połączenie.

– Nie możemy wziąć twojego samochodu, prawda?

To znaczy tak przyciemnione szyby nie są legalne poza Morganville?

– Nie. To kolejny powód, dla którego powinniśmy jechać nocą. Myślę, że możemy wziąć samochód Eve. Jest duży i ma przepastny bagażnik, tak w razie czego.

Czyli w razie gdyby dopadło ich słońce. Claire w zamyśleniu wystukiwała paznokciami rytm na kubku.

– A co z zapasami? No wiesz…

– Wstąpię do stacji krwiodawstwa i wezmę lodówkę. Na wynos.

– Serio? Tak się robi?

– Zdziwiłabyś się. Możemy nawet dorzucić do niej colę.

Jakoś nie brzmiało to zbyt higienicznie. Claire postanowiła o tym nie myśleć.

– Jak długo nas nie będzie?

– Jeśli wyjedziemy dziś wieczorem i nagram próbkę w czwartek w ciągu dnia, możemy wrócić w piątkowy wieczór. Albo sobotni, w zależności od tego, jakie będą wasze plany. Ja się dostosuję.

To Claire o czymś przypomniało.

– Ehm… wiesz, że będziemy mieli eskortę, prawda?

– Eskortę? – Michael zmarszczył brwi. – Jaką?

Claire udała, że ma kły. Michael przewrócił oczami.

– No świetnie, kto?

– Nie wiem. Wiem tylko, że według listu Amelie mamy ustalić czas wyjazdu z Oliverem.

Michael nadal miał zmarszczone brwi. Wyciągnął komórkę i wybrał numer, popijając kawę.

– Tu Michael – powiedział do telefonu. – Dowiedziałem się, że mamy ustalić z tobą termin wyjazdu. Zamierzamy wyruszyć dziś w nocy, po zmierzchu.

Kiedy słuchał tego, co miał mu do powiedzenia Oliver, miał minę kompletnie bez wyrazu. Nic nie powiedział. W końcu odstawił kawę i rzekł:

– A mamy wybór? – Pauza. – Tak sądziłem. Spotkamy się na miejscu.

Rozłączył się, odłożył telefon na stół, obok kawy, i od – chylił się na krześle, z zamkniętymi oczami. Wyglądał… nie do opisania, stwierdziła Claire. Walczyło w nim tyle uczuć, że nie wiedział, co pokazać po sobie pierwsze.

– Co? – zapytała w końcu niepewna, czy w ogóle powinna próbować.

Nie otwierając oczu, odpowiedział:

– No to mamy eskortę, oj mamy…

– Kogo?

– Olivera.

Claire odstawiła kubek z taką mocą, że brązowy płyn rozchlapał się po stole.

– Co?

– Wiem.

– Będziemy uwięzieni w jednym samochodzie tyle godzin z Oliverem?

– Wiem.

– No to po zabawie.

Westchnął i w końcu otworzył oczy. Claire znała to spojrzenie; pamiętała je z ich pierwszego spotkania. Zgorzkniałe i czujne. Zranione. Uwięzionego. Wtedy był duchem, który nie mógł opuścić tego domu, kimś między człowiekiem a wampirem.

A teraz był w takiej samej pułapce, tyle że granice jego więzienia rozciągnęły się do rogatek miasta. Przez ostatnie kilka godzin czuł, że może się uwolnić, stać kimś innym.