Mówisz jej, co ma zrobić. Nie od razu rozumie, bo to naprawdę jest bardzo dziwne żądanie. Dokładnie tłumaczysz, o co ci chodzi. Kiwa głową. Jej włosy są ciężkie od przesycającej je farby. Zsuwa się w dół, widać już tylko jej twarz. Unosi głowę. Jej włosy pływają w farbie. Pomaga sobie palcami. Śliskimi. Ociekającymi farbą. Postępuje dokładnie według instrukcji. Udaje się jej za pierwszym razem. Szeroko otwiera oczy w panice, a potem umiera.
Czekasz pięć minut, patrząc w głąb wanny. Niczego nie dotykasz. A potem robisz tę jedną jedyną rzecz, której nie mogła zrobić sama dla siebie. Przez to prawa rękawica brudzi się farbą. Przyciskasz palcem jej czoło, aż ona cała znika pod powierzchnią farby. Zdejmujesz prawą rękawiczkę, wywracając ją na drugą stronę. Sprawdzasz lewą. Jest w porządku. Wkładasz prawą rękę do kieszeni, dla bezpieczeństwa, i już jej stamtąd nie wyjmujesz. Tylko teraz możesz zostawić odciski palców.
Schodzisz, niosąc prawą rękawiczkę w lewej ręce. W ciszy. Wrzucasz brudną rękawiczkę do torby na śmieci z jej ubraniem. Otwierasz drzwi. Słuchasz i patrzysz. Wynosisz torbę z domu. Obracasz się, zamykasz za sobą drzwi. Idziesz ścieżką do drogi. Zatrzymujesz się przy samochodzie, czysta rękawiczka wędruje tam, gdzie przed nią powędrowała brudna. Otwierasz bagażnik, wrzucasz do niego torbę. Otwierasz drzwi, siadasz za kierownicą.
Wyjmujesz kluczyki z kieszeni. Uruchamiasz silnik. Zapinasz pas, patrzysz w lusterko. Odjeżdżasz, nie za szybko, nie za wolno.
Akta Callan zaczynały się od streszczenia jej kariery wojskowej. Kariera ta trwała cztery lata, na jej streszczenie wystarczyło czterdzieści osiem wierszy. Jego nazwisko wymienione było raz w związku z ostatecznym fiaskiem. Okazało się, że całkiem dobrze ją pamięta, niską, okrągłą kobietę, pogodną i bezproblemową. Domyślał się, że Callan wstąpiła do wojska, nie bardzo wiedząc dlaczego. Istnieje typ ludzi idących tą drogą. Może pochodzą z dużych rodzin, nie przeszkadza im brak prywatności, w szkole są dobrzy w sportach drużynowych, uczą się nieźle, ale nie są materiałem na naukowca i po prostu dryfują w tę stronę. Widzą wojsko jako przedłużenie czegoś już im znanego. Zapewne nie widzą się w walce, ale zdaję sobie sprawę, że na każdego walczącego żołnierza przypadają setki innego personelu, że tu można zdobyć umiejętności i kwalifikacje.
Callan przeszła podstawowe szkolenie i od razu trafiła do magazynów intendentury. W dwadzieścia miesięcy dochrapała się sierżanta. Przekładała papiery i wysyłała towary na cały świat mniej więcej tak, jak mnóstwo jej rówieśniczek, z tą różnicą, że jej ładunkiem była broń i amunicja, a nie pomidory, buty albo samochody. Pracowała w Fort Withe pod Chicago, w magazynie wypełnionym zapachem oleju do konserwacji broni i hałasem wózków widłowych, i z początku była całkiem zadowolona z życia. Ale w końcu zaczęło jej dokuczać chamskie gadanie, kapitan i major przekroczyli granice, padły seksualne aluzje, pchali się z łapami. Niewinną lilią nie była, ale co za dużo, to niezdrowo i tak trafiła to biura Reachera.
Potem odeszła. Przeniosła się na Florydę, do miasteczka nad Atlantykiem, odległego o siedemdziesiąt kilometrów od granicy, za którą robiło się naprawdę drogo. Wyszła tam za mąż, rozwiodła się, tam mieszkała rok i tam umarła. W aktach mnóstwo było notatek i fotografii dokumentujących „gdzie” i właściwie nic o tym Jak”. Mieszkała w nowoczesnym parterowym domu, skulonym pod przerośniętym dachem, krytym pomarańczową dachówką. Fotografie z miejsca zbrodni dowodziły, że drzwi i okna pozostały nienaruszone, w środku nie tknięto niczego, a w wyłożonej białymi kafelkami łazience stoi wanna wypełniona zieloną farbą, w której pływa nieokreślony, śliski kształt.
Autopsja niczego nie wykazała. Farbę stworzono po to, by była wytrzymała, wodoodporna, a struktura molekularna pozwalała jej przywierać do każdej płaszczyzny, na którą została położona, i przenikać ją. Pokryła sto procent zewnętrznej powierzchni ciała, przeniknęła do oczu, nosa, ust, krtani. Usuwanie jej oznaczało usuwanie skóry. Nie znaleziono zasinień ani urazów. Badania toksykologiczne przyniosły efekty absolutnie jednoznaczne. Nikt nie wstrzyknął jej fenolu do serca, nie zmarła z braku powietrza. Istnieje wiele sprytnych sposobów zabicia człowieka, lekarze sądowi znali wszystkie, ale nie znaleźli dowodów użycia któregokolwiek.
– No i co? – spytała Harper. Reacher wzruszył ramionami.
– Była piegowata. To pamiętam. Po roku florydzkiego słońca musiała nieźle wyglądać.
– Lubiłeś ją. Skinął głową.
– Była całkiem w porządku.
Pozostała jedna trzecia akt poświęcona była opisowi najpełniejszego i najbardziej szczegółowego badania miejsca zbrodni, o jakim Reacherowi zdarzyło się słyszeć. Wszystkie analizy przeprowadzono z dosłownie mikroskopową dokładnością. Poddano im najmniejsze włókno, najdrobniejszą pobraną w domu cząsteczkę. Nie znaleziono żadnego śladu intruza. Żadnego, choćby nie wiadomo jak mikroskopijnego.
– Bardzo sprytny facet – powiedział Reacher.
Harper nie zareagowała. Reacher odsunął akta Callan i zajął się aktami Cooke. Pod względem struktury i narracyjnej skrótowości niczym nie różniły się od poprzednich. Bardzo różne były natomiast ich bohaterki. Cooke najwyraźniej świadomie wybrała karierę w wojsku, tak jak jej ojciec i dziadek. Należała do swego rodzaju arystokracji, przynajmniej tak to pojmowały niektóre rodziny. Szybko rozpoznała też konflikt między zamierzoną karierą a swą płcią; w aktach była dokumentacja potwierdzająca, że wielokrotnie domagała się wpisania na listę studium oficerskiego swojego rocznika uniwersyteckiego. Bitwę rozpoczęła wcześnie.
Była materiałem na oficera, rozpoczęła od stopnia podporucznika. Trafiła wprost do planowania operacyjnego, czyli jednostki, w której najinteligentniejsi marnują czas, pracując zgodnie z założeniem, że gdy przyjdzie co do czego przyjaciele zostaną przyjaciółmi, a wrogowie wrogami. Awansowała na porucznika, trafiła do siedziby NATO w Brukseli, nawiązała bliskie stosunki ze swym pułkownikiem, a kiedy nie awansowała na kapitana w pierwszym terminie, doniosła na niego.
Reacher pamiętał ją doskonale. Nie mogło być mowy o napastowaniu, przynajmniej w tym sensie, w jakim napastowana była Callan. Nie podszczypał jej nieznajomy, nikt jej nie usiłował przytulić, nikt nie czynił obscenicznych gestów naoliwioną lufą rewolweru. Ale zasady się zmieniły, dowódcy nie wolno już było spać z podwładnym ani podwładną, więc jej pułkownik wyleciał, a potem strzelił sobie w łeb. Cooke odeszła, wróciła z Brukseli do domu, a dokładnie domku nad jeziorem w New Hampshire i tam znaleziono ją martwą w wannie pełnej zastygającej farby.
Kryminalistycy i spece od medycyny sądowej z New Hampshire opowiedzieli tę samą historię co ich koledzy z Florydy, czyli nie opowiedzieli żadnej historii. Zapiski i fotografie dotyczyły tych samych rzeczy, lecz były różne. Szary cedrowy domek stał wśród mnóstwa drzew, nietknięte wnętrze, prosta łazienka w wiejskim stylu zdominowana przez gęstą, zieloną maź wypełniającą wannę. Reacher przejrzał zawartość teczki, po czym ją zamknął.
– I co myślisz? – spytała Harper.
– Myślę, że z tą farbą to dziwna sprawa.
– Dlaczego? Wzruszył ramionami.
– Nie uważasz, że to błędne koło? Farba eliminuje ślady na ciele, co zmniejsza ryzyko, ale jej zdobycie i transport stwarza ryzyko.
– I jest jak intencjonalnie pozostawiony trop – dodała Harper. – Podkreśla motyw. To ostateczne potwierdzenie, że mamy do czynienia z wojskowym. Coś jak drwina.
– Lamarr twierdzi, że ma znaczenie psychologiczne. Mówi, że on je odzyskuje dla wojska.
Harper skinęła głową.