Nighthawk schylił głowę i przytrzymał pod powierzchnią tonącą łódź. Woda w górze zrobiła się biała od światła szperaczy, potem znów zapadła ciemność. Ben nie wynurzał się, dopóki starczyło mu tlenu. Wreszcie wystawił głowę nad wodę, łapiąc gwałtownie powietrze.
Sterowiec znów zawracał. Nighthawk usłyszał nowy dźwięk, zmieszany z odgłosem silników – wycie skuterów wodnych. Musieli mieć zapasowe kluczyki zapłonowe. Popłynął na skos, żeby oddalić się od wioski.
Kilka minut później zobaczył na jeziorze reflektory pędzących skuterów. Kierowały się prosto do opuszczonej wioski. Nighthawk płynął, dopóki nie poczuł pod stopami miękkiego mułu. Wypełzł na brzeg. Był wykończony, ale odpoczywał tylko przez chwilę, kiedy wyżymał mokrą koszulę.
Wzdłuż plaży zbliżały się do niego światła.
Nighthawk po raz ostatni spojrzał smutno na drugą stronę jeziora, a potem wtopił się w las jak widmo.
20
Na opalonej twarzy Austina pojawił się szeroki uśmiech, kiedy pod oponami taksówki zachrzęścił żwir na długim podjeździe w Fairfax w Wirginii. Austin zapłacił za kurs z lotniska Dullesa i wbiegł po stopniach do starej wiktoriańskiej przystani z widokiem na Potomac. Wrzucił worek marynarski za próg, rozejrzał się po mieszkaniu-pracowni i przypomniał mu się znajomy fragment wiersza Roberta Louisa Stevensona: Żeglarz powrócił do domu, powrócił z morza.
Pełen kontrastów dom przypominał swojego właściciela. Austin był człowiekiem czynu – silnym, odważnym i szybkim – z którym należało się liczyć. Jednocześnie jednak potrafił wyważyć każdą sprawę i często inspirowały go wielkie umysły przeszłości. W pracy używał najnowszych zdobyczy techniki, ale jego szacunek dla historii symbolizowała para pistoletów pojedynkowych, wiszących nad kominkiem. Miał ponad dwieście kompletów i stale powiększał kolekcję, mimo ograniczonych możliwości finansowych.
Jego podwójną osobowość odzwierciedlały wygodne, kolonialne meble z ciemnego drewna, kontrastujące z gładkimi białymi ścianami, jak w nowojorskiej galerii sztuki, ozdobionymi oryginałami współczesnego malarstwa. Długie półki uginały się pod ciężarem setek książek, wśród których były pierwsze wydania Josepha Conrada i Hermana Melville’a oraz dzieła wielkich filozofów. Austin potrafił godzinami studiować Platona i Kanta, natomiast w jego obszernej kolekcji muzycznej dominował nowoczesny jazz. Niewiele wskazywało na to, że niemal cały czas spędza na morzu i pod wodą. Wyjątkiem był obraz klipra i kilku innych żaglowców, zdjęcie jachtu Austina pod pełnymi żaglami i model jego wyścigowego hydroplanu w szklanej gablotce.
Kurt włożył dużo serca w przebudowę przystani na dom mieszkalny. Wiele rzeczy zrobił sam. Pracując w NUMA, a przedtem w CIA, podróżował po całym świecie. Jednak po wykonaniu zadania zawsze wracał do swojego zacisznego portu, gdzie mógł opuścić żagle i rzucić kotwicę. Pomyślał, że do pełnej analogii z zakończeniem rejsu brakuje tylko grogu.
Wszedł do kuchni i wlał do szklanki ciemny rum jamajski i piwo imbirowe. Lód przyjemnie dźwięczał o szkło, gdy Austin otwierał wszystkie drzwi, żeby pozbyć się zapachu stęchlizny. Wyszedł na pomost, odetchnął głęboko świeżym powietrzem znad rzeki i popatrzył na wolno płynący Potomac w ostatnim blasku dnia. Nic się nie zmieniło. Rzeka była piękna i spokojna jak zawsze.
Wyciągnął się na drewnianym leżaku i wpatrzył w niebo, jakby szukał w gwiazdach odpowiedzi na to, co kryje się za wydarzeniami ostatnich kilku dni. Niemiłe przygody na Wyspach Owczych i w Kopenhadze byłyby jak sen, gdyby nie swędzenie gojącej się rany po dźgnięciu nożem w pierś i boląca przy dotyku opuchlizna na głowie po uderzeniu kijem baseballowym. Sabotaż na statku SOS niewątpliwie miał bezpośredni związek z napadem w cichej kopenhaskiej uliczce. Ktoś zorganizował dywersję, żeby uziemić Strażników Morza. Komuś zależało, żeby ta organizacja zniknęła ze sceny. Kiedy Austin zaczął węszyć, stał się celem. Najpierw w Skaalshavn, potem w Kopenhadze.
Sytuację można było podsumować krótko: ilekroć ktoś zbliży się za bardzo do firmy Oceanus, skutki są fatalne. Austin wrócił myślami do hodowli ryb na Wyspach Owczych i stworzenia w zbiorniku, które go tak cholernie wystraszyło. Nad działaniami Oceanusa wydawały się unosić opary samego zła. Jak to określił Jorgensen? Coś niesamowitego. Jest jeszcze baskijski potentat Balthazar Aguirrez i jego donkiszotowskie poszukiwania. O co w tym wszystkim chodzi?
Austin rozmyślał o wydarzeniach ostatnich kilku dni, dopóki nie zaczęły mu opadać powieki. Dopił drinka, wspiął się po schodach do sypialni w wieżyczce wieńczącej mansardowy dach i położył się do łóżka. Dobrze się wyspał i wczesnym rankiem wstał wypoczęty. Ubrał się i na pobudzenie wypił mocną kawę Kona. Zatelefonował do starego przyjaciela w CIA, żeby go uprzedzić o swojej wizycie. Potem zadzwonił do swojego biura w NUMA, że się spóźni.
W przeciwieństwie do swojego kolegi Dirka Pitta, który kolekcjonował zabytkowe auta i rozkoszował się ich prowadzeniem, Austinowi było obojętne, czym jeździ. Usiadł za kierownicą sedana z garaży NUMA, niewyróżniającego się niczym poza turkusowym kolorem, i wyruszył do Langley. Pojechał trasą, którą dobrze znał z czasów pracy w CIA. Zaparkował obok licznych samochodów rządowych. Po 11 września 2001 roku wzmocniono środki bezpieczeństwa w całym wielkim kompleksie.
Uprzedzony telefonicznie Herman Perez czekał w pomieszczeniu dla gości. Był szczupłym mężczyzną o oliwkowej cerze i ciemnobrązowych oczach, taki sam kolor miały jego przerzedzone włosy. Przyspieszył procedurę kontrolną i poprowadził Austina labiryntem korytarzy do gabinetu bez jednego skrawka papieru leżącego na wierzchu. Na biurku stały tylko komputer, telefon i zdjęcie atrakcyjnej kobiety z dwojgiem ładnych dzieci.
– Cieszę się, że mogę znów cię widzieć, Kurt! – powiedział Perez i wskazał Austinowi krzesło. – Myślisz o wyskoczeniu ze statku Sandeckera i powrocie do Firmy? Powitalibyśmy cię z otwartymi rękami. W Langley znów docenia się takich speców od tajnych operacji, jak ty. Byłeś w tym naprawdę dobry.
– Admirał Sandecker miałby tu coś do powiedzenia. Ale przyznam, że wciąż wspominam, jaką zabawę mieliśmy przy ostatniej robocie.
Perez wyszczerzył zęby w chłopięcym uśmiechu.
– Mówisz o odzyskaniu tajnego pocisku w pobliżu Gibraltaru? Chłopie, to dopiero było coś!
– Myślałem o tym w drodze tutaj. Ile to już lat?
– Cholernie dużo, Kurt. Zbyt dużo. Wiesz, że jeszcze słyszę tamte tancerki flamenco, ilekroć piję hiszpańskie wino? – Perez zrobił rozmarzoną minę. – Chryste, to były czasy, co?
Austin przytaknął.
– Od tamtej pory świat bardzo się zmienił.
Perez roześmiał się.
– Nie dla ciebie, stary! Czytałem o twojej wspaniałej akcji ratowniczej u wybrzeży Wysp Owczych. Nic się nie zmieniłeś, stary wilku morski. Ciągle ten sam bohaterski Austin.
Austin jęknął.
– W dzisiejszych czasach na każdą minutę mojego bohaterstwa przypada godzina siedzenia za biurkiem nad raportami.
– Rozumiem cię. Mnie też papierki nie są potrzebne do szczęścia, choć odkąd jestem ojcem, nawet polubiłem robotę od dziewiątej do siedemnastej. Dwójka dzieciaków, dasz wiarę? Bycie urzędasem nie jest wcale takie złe. Możesz kiedyś spróbować.
– Nie, dzięki. Prędzej dałbym sobie wytatuować oczy.
Perez roześmiał się.
– No, dobra. Nie przyszedłeś tu, żeby wspominać stare dobre czasy. Mówiłeś przez telefon, że potrzebujesz informacji o Balthazarze Aguirrezie. Dlaczego on cię interesuje, jeśli wolno spytać?
– Natknąłem się na niego na Wyspach Owczych. Fascynujący facet. Wiem, że jest magnatem okrętowym, ale podejrzewam, że kimś jeszcze.
– Poznałeś go?
– Był na rybach, jak ja.
– No oczywiście – odrzekł Perez. – Kłopoty przyciągają kłopoty.