Выбрать главу
Jadłam chleb, piłam wodę, wiatr mnie owiał, deszcz mnie zmoczył. Dlatego strzeż się mnie, odejdź. I dlatego zasłoń oczy.
Odejdź, odejdź, ale nie po lądzie. Odpłyń, odpłyń, ale nie po morzu. Odfruń, odfruń, dobry mój, ale powietrza nie tykaj.
Patrzmy w siebie zamkniętymi oczami. Mówmy sobie zamkniętymi ustami. Bierzmy się przez gruby mur.
Małośmieszna para z nas: zamiast księżyca świeci las, a podmuch zrywa twojej damie radioaktywny płaszcz, Pyramie.

Atlantyda

Istnieli albo nie istnieli. Na wyspie albo nie na wyspie. Ocean albo nie ocean połknął ich albo nie.
Czy było komu kochać kogo? Czy było komu walczyć z kim? Działo się wszystko albo nic tam albo nie tam.
Miast siedem stało. Czy na pewno? Stać wiecznie chciało. Gdzie dowody?
Nie wymyślili prochu, nie. Proch wymyślili, tak.
Przypuszczalni. Wątpliwi. Nie upamiętnieni. Nie wyjęci z powietrza, z ognia, z wody, z ziemi.
Nie zawarci w kamieniu ani w kropli deszczu. Nie mogący na serio pozować do przestróg.