Выбрать главу
O rozdynione, o nadmierne i podwojone odrzuceniem szaty, i potrojone gwałtownością pozy tłuste dania miłosne!
Ich chude siostry wstały wcześniej, zanim się rozwidniło na obrazie. I nikt nie widział, jak gęsiego szły po nie zamalowanej stronie płótna.
Wygnanki stylu. Żebra przeliczone, ptasia natura stóp i dłoni. Na sterczących łopatkach próbują ulecieć.
Trzynasty wiek dałby im złote tło. Dwudziesty – dałby ekran srebrny. Ten siedemnasty nic dla płaskich nie ma.
Albowiem nawet niebo jest wypukłe, wypukli aniołowie i wypukły bóg – Febus wąsaty, który na spoconym rumaku wjeżdża do wrzącej alkowy.

Koloratura

Stoi pod peruczką drzewa, na wieczne rozsypanie śpiewa zgłoski po włosku, po srebrzystym i cienkim jak pajęcza wydzielina.
Człowieka przez wysokie C kocha i zawsze kochać chce, dla niego w gardle ma lusterka, trzykrotnie słówek ćwiartki ćwierka i drobiąc grzanki do śmietanki karmi baranki z filiżanki filutka z filigranu.
Ale czy dobrze słyszę? Biada! Czarny się fagot do niej skrada. Ciężka muzyka na kruczych brwiach porywa, łamie ją w pół ach – Basso Profondo, zmiłuj się, doremi mane thekel fares!