Выбрать главу
Już tak daleko widać, tak daleko, że dzień i noc stają się równoczesne, a wszystkie pory roku zaznawane naraz.
Księżyc czterokwadrowy wachlarz rozpościera, wirują płatki śniegu razem z motylami i z kwitnącego drzewa spadają owoce.
Zbliżamy się do siebie. Nie wiem, czy we łzach, i nie wiem, czy w uśmiechach. Jeszcze jeden krok i posłuchamy razem twojej muszli morskiej, jaki tam szum tysiącznych orkiestr, jaki tam nasz weselny marsz.

Woda

Kropla deszczu mi spadła na rękę, utoczona z Gangesu i Nilu,
z wniebowziętego szronu na wąsikach foki, z wody rozbitych dzbanów w miastach Ys i Tyr.
Na moim wskazującym palcu Morze Kaspijskie jest morzem otwartym,
a Pacyfik potulnie wpływa do Rudawy tej samej, co fruwała chmurką nad Paryżem
w roku siedemset sześćdziesiątym czwartym siódmego maja o trzeciej nad ranem.
Nie starczy ust do wymówienia przelotnych imion twoich, wodo.
Musiałabym cię nazwać we wszystkich językach wypowiadając naraz wszystkie samogłoski
i jednocześnie milczeć – dla jeziora, które nie doczekało jakiejkolwiek nazwy