Выбрать главу
Pukam do drzwi kamienia. – To ja, wpuść mnie. Nie mogą czekać dwóch tysięcy wieków na wejście pod twój dach.
– Jeżeli mi nie wierzysz – mówi kamień – zwróć się do liścia, powie to, co ja. Do kropli wody, powie to, co liść. Na koniec spytaj włosa z własnej głowy. Śmiech mnie rozpiera, śmiech, olbrzymi śmiech, którym śmiać się nie umiem.
Pukam do drzwi kamienia. – To ja, wpuść mnie.
– Nie mam drzwi – mówi kamień.

Radość pisania

Dokąd biegnie ta napisana sarna przez napisany las? Czy z napisanej wody pić, która jej pyszczek odbije jak kalka? Dlaczego łeb podnosi, czy coś słyszy? Na pożyczonych z prawdy czterech nóżkach wsparta spod moich palców uchem strzyże. Cisza – ten wyraz też szeleści po papierze i rozgarnia spowodowane słowem “las” gałęzie.
Nad białą kartką czają się do skoku litery, które mogą ułożyć się źle, zdania osaczające, przed którymi nie będzie ratunku.
Jest w kropli atramentu spory zapas myśliwych z przymrużonym okiem, gotowych zbiec po stromym piórze w dół, otoczyć sarnę, złożyć się do strzału.