Выбрать главу
Zapominają, że tu nie jest życie. Inne, czarno na białym, panują tu prawa. Okamgnienie trwać będzie tak długo, jak zechcę, pozwoli się podzielić na małe wieczności pełne wstrzymanych w locie kul. Na zawsze, jeśli każę, nic się tu nie stanie. Bez mojej woli nawet liść nie spadnie ani źdźbło się nie ugnie pod kropką kopytka.
Jest więc taki świat, nad którym los sprawuję niezależny? Czas, który wiążę łańcuchami znaków? Istnienie na mój rozkaz nieustanny?
Radość pisanie. Możność utrwalania. Zemsta ręki śmiertelnej.

Pamięć nareszcie

Pamięć nareszcie ma, czego szukała. Znalazła mi się matka, ujrzał mi się ojciec. Wyśniłam dla nich stół, dwa krzesła. Siedli. Byli mi znowu swoi i znowu mi żyli. Dwoma lampami twarzy o szarej godzinie błyśli jak Remrandtowi.
Teraz dopiero mogę opowiedzieć, w ilu snach się tułali, w ilu zbiegowiskach spod kół ich wyciągałam, w ilu agoniach przez ile mi lecieli rąk. Odcięci – odrastali krzywo. Niedorzeczność zmuszała ich do maskarady. Cóż stąd, że to nie mogło ich poza mną boleć, jeśli bolało ich we mnie. Śniona gawiedź słyszała, jak wołałam mamo do czegoś, co skakało piszcząc na gałęzi. I był śmiech, że mam ojca z kokardą na głowie. Budziłam się ze wstydem.