Выбрать главу
No i nareszcie. Pewnej zwykłej nocy, z pospolitego piątku na sobotę, tacy mi nagle przyszli, jakich chciałam. Śnili się, ale jakby ze snów wyzwoleni, posłuszni tylko sobie i niczemu już. W głębi obrazu zgasły wszystkie możliwości, przypadkom brakło koniecznego kształtu. Tylko oni jaśnieli piękni, bo podobni. Zdawali mi się długo, długo i szczęśliwie.
Zbudziłam się. Otwarłam oczy. Dotknęłam świata jak rzeźbionej ramy.

Pejzaż

W pejzażu starego mistrza drzewa mają korzenie pod olejną farbą, ścieżka na pewno prowadzi do celu, sygnaturę z powagą zastępuje źdźbło, jest wiarygodna piąta po południu, maj delikatnie, ale stanowczo wstrzymany, więc i ja przystanęłam – ależ tak, drogi mój, to ja jestem ta niewiasta pod jesionem.
Przyjrzyj się, jak daleko odeszłam od ciebie, jaki mam biały czepek i żółtą spódnicę, jak mocno trzymam koszyk, żeby nie wypaść z obrazu, jak paraduję sobie w cudzym losie i odpoczywam od żywych tajemnic.
Choćbyś zawołał, nie usłyszę, a choćbym usłyszała, nie odwrócę się, a choćbym i zrobiła ten niemożliwy ruch, twoja twarz wyda mi się obca.