Syn prawdziwej kobiety.
Przybysz z głębin ciała.
Wędrowiec do omegi.
Narażony
na nieobecność swoją
zewsząd,
w każdej chwili.
A jego głowa
to jest głowa w mur
ustępliwy do czasu.
A jego ruchy
to są uchylenia
od powszechnego wyroku.
Zrozumiałam,
że uszedł już połowę drogi.
Ale mi tego nie powiedział,
nie.
– To moja matka –
powiedział mi tylko.
Spis ludności
Na wzgórzu, gdzie stała Troja,
odkopano siedem miast.
Siedem miast, o sześć za dużo
jak na jedną epopeję.
Co z nimi zrobić, co zrobić?
Pękają heksametry,
afabularna cegła wyziera ze szczelin,
w ciszy filmu niemego obalone mury,
zwęglone belki, zerwane ogniwa,
dzbanki wypite do utraty dna,
amulety płodności, pestki sadów
i czaszki dotykalne jak jutrzejszy księżyc.
Przybywa nam dawności,
robi się w niej tłoczno,
rozpychają się w dziejach dzicy lokatorzy,
zastępy mięsa mieczowego,
resztki orła-Hektora dorównujące mu męstwem,
tysiące i tysiące poszczególnych twarzy,
a każda pierwsza i ostatnia w czasie,
a w każdej dwoje niebywałych oczu.
Tak lekko było nic o tym nie wiedzieć,
tak rzewnie, tak przestronnie.