Выбрать главу
– Wybornieś umartwiony, mężu mój i panie, wzajemny cieniu cienia mego.
– Upodobałem sobie w dłoniach pani mej, jako w suchych palemkach do opończy wpiętych.
– Aliści wznieść bym je chciała do nieba i błagać dla synaczka naszego litości, iż nie jest jako my, Teodendronie.
– Wszelki duch, Teotropio. Jakiż by miał być spłodzon w godziwym dostojeństwie naszym?
– Wyznamć, a ty posłuchaj. Grzeszniczka zrodziłam. Naguśki jak prosiątko, a tłusty a żwawy, cały w fałdkach przegubkach przytoczył się nam.
– Pyzaty-li?
– Pyzaty.
– Żarłoczny-li?
– Żarłoczny.
– Krew-li z mlekiem?
– Tyś rzekł.
– Co na to archimandryta, mąż przenikliwej gnozy? Co na to eremitki, szkielecice święte? Jakoż im diablęcego rozwinąć z jedwabi?
– Wszelako w bożej mocy cud metamorfozy. Widząc tedy szpetotę dziecięcia onego, nie zakrzykniesz, a licha za wcześnie nie zbudzisz?
– Bliźniętamiśmy w zgrozie. Prowadź, Teotropio.