Выбрать главу
Dobrze, że choć pozwala pewnej rybie latać z wyzywającą wprawą. Każdy taki wzlot to pociecha w regule, to ułaskawienie z powszechnej konieczności, dar hojniejszy niż potrzeba, żeby świat był światem.
Dobrze, że choć dopuszcza do scen tak zbytkownych, jak dziobak mlekiem karmiący pisklęta. Mogłaby się sprzeciwić – i któż by z nas odkrył, że jest obrabowany?
A najlepsze to, że przeoczyła moment, kiedy pojawił się ssak z cudownie upierzoną watermanem ręką.

Tarsjusz

Ja tarsjusz syn tarsjusza, wnuk tarsjusza i prawnuk, zwierzątko małe, złożone z dwóch źrenic i tylko bardzo już koniecznej reszty; cudownie ocalony od dalszej przeróbki, bo przysmak ze mnie żaden, na kołnierz są więksi, gruczoły moje nie przynoszą szczęścia, koncerty odbywają się bez moich jelit; ja tarsjusz siedzę żywy na palcu człowieka.
Dzień dobry, wielki panie, co mi za to dasz, że mi niczego nie musisz odbierać? Swoją wspaniałomyślność czym mi wynagrodzisz? Jaką mi, bezcennemu, przyznasz cenę za pozowanie do twoich uśmiechów?
Wielki pan dobry – wielki pan łaskawy – któż by mógł o tym świadczyć, gdyby brakło zwierząt niewartych śmierci? Wy sami może? Ależ to, co już o sobie wiecie, starczy na noc bezsenną, od gwiazdy do gwiazdy.