Выбрать главу
I tylko my nieliczne, z futer nie odarte, nie zdjęte z kości, nie strącone z piór, uszanowane w kolcach, łuskach, rogach, kłach, i co tam które jeszcze ma z pomysłowego białka, jesteśmy – wielki panie – twoim snem, co uniewinnia cię na krótką chwilę.
Ja tarsjusz, ojciec i dziadek tarsjusza, zwierzątko małe, prawie że półczegoś, co jednak jest całością od innych nie gorszą; tak lekki, że gałązki wznoszą się pode mną i mogłyby mnie dawno w niebo wziąć, gdybym nie musiał raz po raz spadać kamieniem z serc ach, roztkliwionych; ja tarsjusz wiem, jak bardzo trzeba być tarsjuszem.

Do serca w niedzielę

Dziękuję ci, serce moje, że nie marudzisz, że się uwijasz bez pochlebstw, bez nagrody, z wrodzonej pilności.
Masz siedemdziesiąt zasług na minutę. Każdy twój skurcz jest jak zepchnięcie łodzi na pełne morze w podróż dookoła świata.
Dziękuję ci, serce moje, że raz po raz wyjmujesz mnie z całości nawet we śnie osobną.
Dbasz, żebym nie przyśniła się na wylot, na wylot, do którego skrzydeł nie potrzeba.