Выбрать главу
Nic – ale nic zaległe po długim oporze pochylonego łba. A więc nic piękne. Godne dużej litery. Herezja wobec potocznej nicości, nienawrócona i dumna z różnicy.
Nic – ale po nas, którzyśmy tu byli i serca swoje jedli, i krew swoją pili.
Nic, czyli taniec nasz niedotańczony. Twoje pierwsze u płomienia uda, ręce, karki, twarze. Moje pierwsze święte brzuchy z maleńkimi paskalami.
Cisza – ale po głosach. Nie z rodu cisz gnuśnych. Cisza, co kiedyś swoje gardła miała, piszczałki i bębenki. Szczepił ją tu jak dziczkę skowyt, śmiech.
Cisza – ale w ciemnościach wywyższonych powiekami. Ciemności – ale w chłodzie przez skórę, przez kość. Chłód – ale śmierci.
Na ziemi może jednej w niebie? może siódmym?
Wygłowiłeś się z pustki i bardzo chcesz wiedzieć.

Ruch

Ty tu płaczesz, a tam tańczą. A tam tańczą w twojej łzie. Tam się bawią, tam wesoło, tam nie wiedzą nic a nic. Omal że migoty luster. Omal że płomyki świec. Prawie schodki i krużganki. Jakby mankiet, jakby gest. Ten lekkoduch wodór z tlenem. Te gagatki chlor i sód. Fircyk azot w korowodach spadających, wzlatujących, wirujących, pod kopułą. Ty tu płaczesz, w to im grasz. Eine kleine Nachtmusik. Kim jesteś, piękna maseczko.