Выбрать главу

– Zdaje się, że tobie i jej już nie wstyd niczego – odparł, wskazując widelcem Gryzeldę. – Gdybym był twoim mężem, skułbym ci porządnie gębę. Rozpuściłaś się jak pęknięty popręg na łysej kobyle.

– No, no, synu – odezwał się Tay Tay. – To jest twoja siostra.

– I co z tego? Puszcza się, może nie? Skułbym jej gębę, gdyby była moją żoną.

– Jeżeli nie jesteś na tyle mężczyzną, żeby utrzymać przy sobie własną żonę, to wstydziłbyś się tak gadać – powiedziała Jill. – Powinien byś teraz schować się w mysią dziurę.

– I tak to ciągniemy bez końca – rzekł ze znużeniem Tay Tay. – I coraz dalej i dalej jesteśmy od szczęśliwego życia. Powinniśmy siąść i zastanowić się trochę, jak trzeba żyć. Pan Bóg nie po to nas tu posadził, żebyśmy wciąż skakali sobie do oczu. Jeżeli nie będziemy mieli jedno dla drugiego odrobinę więcej miłości, to któregoś dnia przyjdzie na mnie wielkie zmartwienie. Przez całe życie starałem się utrzymać spokój pod własnym dachem. Powiedziałem sobie, że tak ma być do końca mojego życia, i ani mi w głowie od tego odstąpić. Dajcie spokój z tymi kłótniami i pośmiejcie się trochę, a zaraz poczuję się o wiele lepiej. To najlepsze lekarstwo na wszystkie burdy i awantury.

– Ojciec gada jak kto głupi – powiedział Buck z niesmakiem.

– Może tobie się tak wydaje, Buck. Ale jak się ma Boga w sercu, to człowiek czuje, że dzień i noc warto żyć. Ja wiele nie mówię o tym Bogu, o którym słyszysz w kościołach, ale o tym, którego ma się w sobie. Kocham Go ogromnie, bo mi pomaga żyć. Dlatego właśnie zrobiłem na farmie poletko Pana Boga, kiedy tu zacząłem pracować za młodu. Bo lubię mieć takie miejsce, na którym mógłbym stanąć i czuć, że tam jest Bóg.

– Pan Bóg jeszcze nie dostał ani centa z tego poletka – zaśmiał się Shaw.

– Wy, chłopcy, nic a nic nie rozumiecie. Wcale nie o to idzie, żebym wyciągnął pieniądze z poletka Pana Boga i dał pastorowi na kościół; ważny jest fakt, że Mu je poświęciłem. Wam tylko w głowie te rzeczy, które możecie zobaczyć i dotknąć, a to nie jest życie. Najważniejsze w życiu jest to, co się w sobie czuje. Owszem, to prawda, że jak powiadasz, Pan Bóg nie dostał ani centa z tego kawałka ziemi, ale liczy się fakt, że Mu go przeznaczyłem. Bo to jest znak, że mam Boga w sercu. On wie, że ja się tu nie bogacę, ale też wcale go nie obchodzi, ile kto zarabia. Cieszy Go fakt, że przeznaczyłem Mu kawałek ziemi na dowód, że mam Go w sobie.

– To dlaczego ojciec częściej nie chodzi do kościoła? – zapytał Shaw. – Jeżeli ojciec tak wierzy w Boga, to trzeba częściej chodzić.

– To nie jest uczciwe pytanie, synu. Wiesz doskonale, jaki jestem zmachany w niedzielę po całym tygodniu kopania w dołach. A Bóg i tak nie ma mi za złe, że nie chodzę do kościoła, bo wie, dlaczego nie mogę przyjść. Przez całe życie gadałem z Nim o takich rzeczach i On dobrze się w tym wszystkim wyznaje.

– Co to ma wspólnego z nią? – zapytał Buck, wskazując widelcem Gryzeldę. – Mówiłem o niej, a ojciec raptem wyskakuje z czymś innym.

– Ano nic, synu. Nie ma to z nią nic a nic wspólnego. Ona już o tym wie. Mówiłem dla twojej korzyści, żebyś mógł nauczyć się czegoś więcej o życiu. Na twoim miejscu ukląkłbym po ciemku dziś wieczorem przed położeniem się do łóżka i pogadał sobie z Panem Bogiem. On może ci powiedzieć takie rzeczy, jak nikt inny, a kto wie, czy ci nie wskaże, jak masz postępować z Gryzeldą. Zrobi to na pewno, jeżeli tylko poświęcisz trochę czasu i starania, żeby Go wysłuchać, bo ze wszystkich rzeczy na świecie najbardziej Go cieszy, jak mężczyzna i kobieta przepadają za sobą. Wtedy wie, że wszystko idzie jak po maśle.

Rozdział 19

Tego wieczora Tay Tay przesiedział do późna, usiłując dogadać się z Buckiem. Czuł, iż ma obowiązek przekonać własne dzieci, że życie jest sprawą głębszą, niż sądzą z zewnętrznych pozorów. Dziewczyny najwyraźniej uświadamiały to sobie w przeciwieństwie do chłopaków. Tay Tay wiedział, że później będzie dość czasu na rozmowę z Shawem, poświęcił więc całą uwagę Buckowi przez wzgląd na Gryzeldę. Buck był rozdrażniony wyjaśnieniami ojca, i zachowywał się tak, jakby ich nie chciał zrozumieć.

– Wy, chłopcy, jakoś tego nie chwytacie – powiedział Tay Tay, opuszczając ręce. – Wam się zdaje, że jak macie trochę pieniędzy do wydania, nowy płaszcz nieprzemakalny albo jakiś inny fatałach, i brzuch napchany mięchem, to już nie ma się o co martwić. Bardzo bym chciał wam to wytłumaczyć. Ale takie tłumaczenie to trudna sprawa, bo nie bardzo umiem dobierać słowa, a choćbym nawet umiał, niewiele by to pomogło, bo takie rzeczy trzeba czuć. Jak mówił jeden gość: Jedno z dwojga, albo coś jest, albo czegoś nie ma. Otóż mnie się widzi, że w was tego nie ma. Kiedyś idź sam jeden na spacer i pomyśl sobie trochę, a może ci to przyjdzie. Nie wiem, co by ci jeszcze poradzić.

– A ja w ogóle nie wiem, co, u cholery, ojciec gada – przerwał Buck. – Ale jeżeli ojcu idzie o to coś, co ma Gryzelda, to ja tego nie chcę. Pojechała do Doliny i wróciła cała napstrykana tym czymś. A jakby mnie ojciec spytał, powiedziałbym, że to jest z Willa Thompsona. Tego bawełnianego łba!

– Will Thompson był prawdziwym mężczyzną – odezwała się Jill.

– Prawdziwym mężczyzną, tak? I tyś też dostała swoje, co? Najlepszy dowód, żeś tu przyjechała raptem gotowa wyjść za Pluta Swinta. Teraz byś była w kropce, jakby się nie chciał z tobą ożenić.

– Tak czy owak, Will był prawdziwym mężczyzną.

– Co to jest, do cholery, prawdziwy mężczyzna? Will nie był ani wyższy, ani silniejszy ode mnie. Mógłbym dla zabawy rzucać nim o ziemię co dzień przed śniadaniem.

– Był inny nie przez to, jak wyglądał, a przez to, co miał w sobie. Potrafił coś czuć, a ty nie.

Buck wstał i przez chwilę patrzał od progu na dziewczęta.

– Za co wy mnie bierzecie? Za frajera? Myślicie, że nie widzę, jak tu razem z Gryzeldą kombinujecie sobie wymówkę? Nie jestem aż taki tępak. Nie nabierzecie mnie na to gadanie.

Wybiegł z domu, nikt nie wiedział dokąd. Tay Tay czekał jeszcze czas jakiś, sądząc, że wróci za kilka minut i ochłonąwszy na nocnym powietrzu, będzie go słuchał rozsądniej, ale o północy Bucka jeszcze nie było. Tay Tay wstał, chcąc położyć się do łóżka.

– Buck się zmieni, jak będzie starszy, Gryzeldo. Bądź z nim cierpliwa, póki jeszcze trochę nie pożyje. Niektórym trzeba prawie całego życia, żeby nauczyć się pewnych rzeczy.

– Boję się, że on nigdy się nie nauczy – odrzekła. – A w każdym razie dopiero wtedy, jak już będzie za późno.

Tay Tay poklepał ją po ramieniu.

– Wy, dziewczęta, jesteście całe podminowane tym, że Willa zabili. Idźcie teraz do łóżka i wyśpijcie się dobrze. Jutro rano wszystko będzie wyglądało zupełnie inaczej.

– Ale on nie żyje – powiedziała Jill. – Przecież nie mogę o tym zapomnieć.

– Może to i lepiej w tej chwili, że nie żyje. Nie mogłybyście zostać we trzy w Scottsville. Rozamunda była jego żoną, a ty z Gryzeldą narobiłybyście galimatiasu, na który prawo nie pozwala.

Kiedy już wszyscy w domu posnęli, Tay Tay długo jeszcze leżał i rozmyślał. Buck nie wrócił; Gryzelda samotnie płakała w izbie po drugiej stronie sieni. Blisko godzinę Tay Tay przeleżał na boku, słuchając, jak miota się bezsennie na łóżku. W końcu uspokoiła się jednak i Tay Tay odgadł, że zasnęła. Zastanawiał się, dokąd mógł pójść Buck. Nie warto było wstawać i szukać go po nocy, więc próbował usunąć Bucka ze swoich myśli.

O jakiejś porze usłyszał, że Jill wychodzi na tylny ganek napić się wody. Słyszał, jak stąpa w miękkich pantoflach przez sień, mijając jego drzwi. Na ganku pozostała ledwie minutę i zaraz weszła z powrotem do domu. Tay Tay, usłyszawszy, że wraca, obrócił się na drugi bok i zajrzał przez drzwi do ciemnej sieni. Widział niewyraźnie jasną plamę nocnej koszuli Jill; kiedy przechodziła pod drzwiami, mógłby wyciągnąć rękę i dotknąć jej czubkami palców. Już chciał zapytać, czy nie jest chora, ale rozmyślił się. Przecież wiedział, iż nic jej nie dolega prócz tego, co sprawiało, że Rozamunda i Gryzelda także nie mogły sobie miejsca znaleźć. Nie odezwał się więc i pozwolił jej wrócić do łóżka. Wszystkie trzy poczują się znacznie lepiej po kilku godzinach snu. Jak zjedzą śniadanie, postara się z nimi pogadać.