Выбрать главу

4 I

Wyrzucam choinkę. Na wysypisku kręcą się dwa wilczury. Czego psy szukają wśród zbutwiałych drzewek? Uciekają, zadzierając białe kuperki – przewidziało mi się, to były sarny.

Wysypisko trochę cmentarne: jodełki z resztkami błyszczących ozdób. Czy wieńce na prawdziwym cmentarzu nie mają wielkości i kształtu kół ratunkowych? Zielona nadzieja, opleciona szarfą dla tych, co przetrwali. Stare choinki są żałosne, świątecznie ogryzione do drewnianego szkieletu. Jakoś smutno. Cóż, każdy pieści swego diabła.

Odwiedziny Antosia – syna Pietuszki. Wysportowany nastolatek, sama świeżość. Zazdroszczę mu, kiedy przeżywa rewolucję francuską. Jest w wirze wydarzeń, współczesny tamtej nieprzewidywalnej epoce:

– Przerabiamy w szkole na historii… bardzo mi się podoba, królowi ciach i główka spadła. Fajna rewolucja, załatwić króla.

– Potem obetną głowę Dantonowi i Robespierrowi – kraczę, gasząc entuzjazm.

– Ach, tak?

Antoś jest w wieku Romea. Powtarza szekspirowską klasykę. Rodzice jego Julii zabrali jej miesięczny bilet metra (konia) i komórkę (papier i atrament). Młodzi cierpią, nie mogąc się spotkać, wymienić tych paru SMS – ów.

5 I

Niech żyje USG! Gdyby nie prześwietlenie, podejrzewałabym bliźniaki. Pola skrobnęła naraz w dwóch odległych miejscach, akrobatka.

Dwudziesty szósty tydzień ciąży i ciśnienie przyzwoite. Miało się skopsać po dwudziestym tygodniu, wrócić do chorobliwej normy. Jednak nadal nie muszę brać leków. Cud życia cudownie uzdrowił mnie z choroby?

Pacjentka w szpitalu proponuje Pietuszce kilka tysięcy koron za to, że jest tak dobrym terapeutą.

– Nie trzeba. Dostaję pensję za moje człowieczeństwo.

Roztopione jezioro. Odpoczywam na pomoście, zawiał wiatr. Z bezlistnych brzóz osypuje się na mnie wiosenny świergot ptaków. Ostrzony na mrozie, wbija się piskliwie w ciszę ciemnego lasu i wystygłej plaży.

Kłaniam się staruszkowi pędzącemu z wózkiem na kółkach do lasu.

– Hej! – wołam przyjacielsko.

Nie pogadamy. Dziadek jest pospieszny. Łażę samotnie, Pietuszka odsypia dyżur. Nie tęsknię za ludźmi, może trochę, ale to już ma po szwedzku nazwę choroby – salskapsjuk: chory na towarzystwo. Gralsjuk – „kłótliwy” (dosłownie: chory na kłótnię). „Zazdrosny” – svartsjuk (chory na czarną chorobę). Większość emocji jest w Szwecji chorobą.