Выбрать главу

Jestem gotowa, obolała do porodu. Polce też już nic nie brakuje. Miewam senną chętkę wyjąć ją spomiędzy nóg rękoma. Wyłuskać dojrzały owoc z pękającej łupiny.

15 III

Wącham czas. Nic nie robię, leżę, przysypiam. Piotr, zmęczony wiosennie, wziął zwolnienie, chorobowe czy coś tam. W każdym razie będzie ze mną do porodu. Potem dostanie macierzyński. Nie mamy żadnych zajęć, chociaż w piwnicy piętrzą się stare graty do wyniesienia. W szafach przewalają się ciuchy, papiery wyważają ze skrzypieniem drzwi. Odpisać na zaległe listy, sprzedać mieszkanie, kupić Poli wyprawkę. Póki co, siedzimy ubezwłasnowolnieni nieróbstwem.

Nie umiem wyobrazić sobie czasu odklejonego od przestrzeni. Czas jest dla mnie nieskończenie pustym miejscem na zdarzenia i emocje. Ciągłością, której nie warto przerywać rozstaniem.

Zastanawiałam się, co jest najładniejsze w naszym byciu z Piotrem, mimo wariackich nieporozumień, kłótni, kłów i pazurów, wyłażących nieraz spod wymuskanego futerka dobrych chęci. Pewność, że nie musimy być razem, i postanowienie, że warto. Dochodzenie w rozpaczy do końca rozsądku i zaczynanie od nowa. Dopiero teraz, przed czterdziestką (mój wieczny Boże, któremu się nie spieszy) zrozumiałam, dlaczego w I – czingu heksagram „Trwanie” oznacza małżeństwo.

Księga Przemian:

„Trwanie, heksagram 32.

Droga męża i żony nie powinna być inna niż długotrwała. Dlatego następuje heksagram Trwanie. Trwanie to długotrwałość.

Nie jest to stan spoczynku, ponieważ zastój oznacza regres.

(…) trwanie polega na wytrwałym trzymaniu się toru, jak również na stałości w zmianie. To jest tajemnicą wiecznego istnienia świata”.

Jasne, kobieta w dziewiątym miesiącu ciąży, przerażona, na łasce innych, będzie szukała dowodów na piękno i kosmiczną konieczność trwania, wytrwania w małżeństwie. Najdziksza kotka tuż przed porodem też łasi się do ludzi, prosząc o opiekę. Ale to nie tak… Dorobiliśmy się bycia razem, tego wspólnego czasu, z podróżami, rzeczami, dniami poutykanymi w przegródki lat i wspomnień. Trwałość – niby najnaturalniejsza, dla mnie żmudna konstrukcja, do której codziennie donoszę lepik miłości, rozsądku i skąd wynoszę wiadrami złość, gniew, cały ten gruz, zalegający na dnie przeszłości.