Выбрать главу

Dlatego bywam tak zmęczona?

Czy dziecko jest wiatrakiem? W Porodzie i ciąży (amerykańskim poradniku przetłumaczonym na polski) radzą skonsultować się z lekarzem, jeżeli dziecko nie porusza się przynajmniej dziesięć razy na godzinę. Nie czuję. Czasami Pola śpi pół dnia. Dzwonię do położnej.

– Rita, jak często dziecko ma kopać?

– Jeżeli rzadziej niż dwa razy na dobę, trzeba zrobić USG.

Podręczniki ciążowe piszą psychopaci bez konsultacji z psychiatrą.

Gazety z Polski, o Kościele. Synod zakazał słuchania muzyki mechanicznej podczas mszy. Żeby jeszcze zakazał śpiewania, tych strasznych pień bez ładu i składu.

Podobno katolicyzm staje się coraz bardziej wybiórczy. Niektórzy przestrzegają tylko sześciu albo siedmiu przykazań. Niezły pomysł. Katolik na wzór i podobieństwo iluś gwiazdkowego koniaku: pięciokrzyżykowy, dziewięciokrzyżykowy (wszystkie przykazania oprócz „Nie kradnij”). Patronem takich krzyżykowych katolików od siedmiu boleści byłby święty Jan od Krzyża (całego).

17 III

Pustka w głowie. Przeżuwam (nie „przeżywam”) istnienie. Leżę i sprawdzam, czy mam jeszcze dłonie. Mam. Palce – nie zginają się do końca, ale działają. Nogi – chodzą dość sprawnie po pierwszych nieudolnych krokach. Wyobraźnia?

Weterynarze bez Granic – międzynarodowa organizacja opieki nad zwierzętami. Misja w Afryce. Dwaj weterynarze – Włoch i Francuz – wracają z sawanny po szczepieniu słoni przeciw elefantazis. Zatrzymują się, żeby naprawić samochód. Atakuje ich lew. Francuz strzela do zwierzaka nabojami usypiającymi. Po dawce usypiacza lew pada „martwy”. Zdążył jednak poszarpać Włochowi ramię, które coraz bardziej krwawi. Weterynarze wzywają telefonicznie pomoc. Nad samochodem krążą sępy, podchodzą hieny. Obwąchują głęboko śpiącego lwa. Zaczynają go szarpać, zwierzę się nie broni. Po pół godzinie jest prawie pożarty. Zostaje skóra, trochę ścięgien podtrzymujących kości.

Nadjeżdża pomoc. Gdyby lew żył, właśnie by się obudził, usypiacz powinien przestać już działać. Weterynarze przesiadają się do sprawnego wozu. Włoch z ciekawości podchodzi do na wpół pożartego lwa. Nagle truchło podnosi się jakimś nerwowym impulsem, poruszającym obnażone nerwy i ochłapy mięśni. Staje na obgryzionych łapach, otwiera paszczę, chce atakować. Odpada mu szczęka, wypadają poszarpane wnętrzności. W drgawkach wreszcie naprawdę zdycha. (Przedporodowe fantazje o znieczuleniu?) Polka i las. Są podobne. Uzupełniają się w bliskości i moim zagubieniu. Ona w środku, dotykalna, jednak niewidoczna. Las wokół, znam w nim każde drzewo, ścieżkę. Jedno i drugie w sobie, żyjące, tajemnicze. Na wyciągnięcie dłoni, zsuwającej się bezradnie po korze, napiętej skórze brzucha.