Выбрать главу

Wysadzana starymi dębami droga do Taxinge. XVIII – wieczny pałacyk na pustkowiu. Olbrzymie, ośnieżone okna i rozpalony kominek. Ustawiamy się w kolejce po ciastka. Nie ma dużo gości. W pałacowej bibliotece dzieci siorbią herbatki owocowe. Z ponad ciężkich rzeźbionych stołów wystają ich białe czuprynki i wielkie niebieskie oczy. Siadamy w kąciku przy kominku. Obok nastolatka z tygodniowym oseskiem, karmi go piersią. Za nami para z kilkumiesięczną, gaworzącą dziewczynką, dostawioną do stołu na specjalnym wysokim krzesełku – dybach. Miało być romantycznie, jest żłobkowe Przez bezzębne uśmiechy, rozkoszne gulgania i życzliwe spojrzenia włączam się w międzynarodówkę mamusiek.

– Ile ona ma miesięcy?

– Gdzie rodziłaś?

– A ty kiedy?

Pietuszka litościwie wyciąga mnie do pałacowego parku. Idziemy nad zamarzniętą zatokę. Latem przepływają tędy statki wycieczkowe między Sztokholmem i zabytkowym Mariefred. W kilkutysięcznym Mariefred przypada na metr kwadratowy najwięcej szwedzkich milionerów. Nie widać jednak przepychu. Skromni, protestanccy bogacze mieszkają w stylowych, drewnianych domkach, zdobionych ogrodami. Przy wjeździe do miasteczka odbija się w jeziorze zamek Gripsholm. Kamienny, napęczniały wilgocią grzyb szwedzkiego renesansu. W szesnastym wieku więziono w nim księcia Johana i jego żonę Katarzynę Jagiellonkę. Skazano go na dożywocie za spiskowanie przeciw swemu bratu – Erykowi, szalonemu królowi. Żonie więźnia darowano wolność. Słysząc wyrok, pokazała królowi swój pierścień zaręczynowy z dewizą: „Wierność albo śmierć”, i została z Johanem. Urodziła w zamku Zygmunta (Wazę), przyszłego króla Polski. Z Gripsholmen chodziła codziennie lasami do Taxinge po cudowną wodę. Leczyła nią schorowanego męża i przy źródle modliła się o szczęśliwe wybawienie z niewoli. Pewnego dnia, jak to w bajkach (historia jest bajką nie tyle konsekwentną, co z konsekwencjami), pod zamkiem pojawili się rycerze. Wyswobodzili dobrego, szlachetnego Johana, oddali mu koronę, a złego Eryka uwięzili.

Ile ja się nawrzucałam szwedzkich i polskich pieniążków do źródełka Katarzyny Jagiellonki, zanim nastąpił mój prywatny cud wyjazdu z tego kraju (he, he).

Jeszcze większym cudem jest zimowy widok na zatokę w Taxinge. Powinno być normalnie: lód, śnieg, trochę lasu. Światło (według Pietuszki słynne skandynawskie światło, zabarwiające ultrafioletem) zamienia krajobraz w halucynację. Śnieg przykrywający lód na horyzoncie bardziej niebieski od nieba. Drzewa, uginające się pod ciemnym błękitem, fosforyzują elektrycznym indygo. Mgła przeciera z realności wysepki, unosząc je niby przezroczyste, fioletowe bańki.