Выбрать главу

Zjawi się makler – facet z biura nieruchomości, wycenić mieszkanie.

– Obcy będzie punktualnie o dwunastej?

– Jeżeli Szwed, co do minuty. Gdyby miał się spóźnić pięć minut, zadzwoni, że jest już na trasie.

W Watykanie odmawiają Anioł Pański, w Krakowie trąbią hejnał, u nas makler w pracowniczym mundurku. Bardzo czarny plastikowy garnitur i bardzo biała nylonowa koszula. Na piersi herb banku – złota moneta. Ogląda schody, skrzynkę pocztową. W mieszkaniu wyjmuje cyfrowy aparat fotograficzny, staje przy oknie z widokiem na jezioro.

– Widać tylko zimą – ostrzega Piotr.

– Sprzedamy mieszkanie w ciągu miesiąca, nie zasłonią go jeszcze drzewa. Oferta z widokiem na jezioro jest droższa.

Nie wiem, jakie widoki i na co ma gospodarka szwedzka. Chałupa kupiona względnie tanio trzy lata temu zdrożała do dzisiaj pięciokrotnie. Socjalistyczny Pietuszka czuje się nieswojo, spekulacyjnie.

– Lucky you! - makler chowa kalkulator. Zdjęcia mieszkania będą zaraz w lntemecie, ogłoszenia o sprzedaży za tydzień we wszystkich lokalnych gazetach i największym sztokholmskim dzienniku.

– A, jeszcze jedno – zawraca z tarasu. – Klienci nie lubią, gdy ktoś jest w domu, chcą mieć swobodę oglądania… rozumiecie.

Jasne, obcy nie lubią obcych.

– Ale będzie niemowlę, nie możemy ciągle wychodzić na spacery – ostrzega Pietuszka.

– No tak, tak, coś się uzgodni. Schowamy się w szafie.

23 III

W co ja wierzę? W sny. Ostatnio śnił mi się Pan Bóg.

Strawione jedzenie krąży po organizmie, odżywiając komórki. Jego porcje powędrują w części ciała wygłodniałe witamin i energii. Wessie je mózg, wątroba, rurką pępowiny popłyną do Poli. Odżywczy obiad niechcący trafia mi jednak z żołądka do gardła. Zaciskam zęby, nie porzygam się. Poniżej, w przełyku, zaczyna się mozolna, proletariacka harówa metabolizmu, pozbawionego wydelikaconego zmysłu smaku, mam nadzieję. A jeżeli nie? I ręka albo noga mają wyrobione gusta kulinarne?

24 III

Wizyta w przychodni. Położna załadowała nam trzy kasety wideo z filmami o macierzyństwie i wyszła do swojego gabinetu.

Pierwszy film. Poród.

Kobiety cicho jęczą, cierpią. Mężowie z głupimi minami patrzą na nie bezradnie. Bardzo dobry film. Bez wrzasków, charakterystycznych dźwięków „chlap”, rozcinania skalpelem krocza. Widziałam podobny polski, krwawy horror. Coś między rzezią a powstaniem. Szwedzki obraz spokojny, neutralny jak ten protestancki kraj bez wojen. Poród ciężką pracą, nie bohaterskim wyczynem i katolickim męczeństwem.