Nadymam się, puchną mi stopy i dłonie. Podobnie czuje się spęczniała materiałem genetycznym bakteria, tuż przed podziałem?
2 IV
Od skomputeryzowanej Wisły (dentystki) wysyłam e – maila z korektą. W gabinecie właśnie dekorowane są ściany. Zdjęcia z jakąś paradontozą i fotki wyleczonych zębów. U ginekologa specjalizującego się w skrobankach też powinny wisieć zdjęcia: przed i po zabiegu.
Wisłę interesują nie tylko dziury w zębach, ale także ich otoczenie. Co którąś wizytę dowiaduję się od niej kolejnych rewelacji: wpływ zgrzytania zębów na ból głowy, chory ząb przyczyną nagłej śmierci. Dentystów musi to strasznie hajcować. Urządzają sobie konferencje („Dolna lewa szóstka”) i zjeżdżają na nie z całego świata. Wisła wygłasza referaty w Japonii, Europie, publikuje naukowe artykuły. W gabinecie przyjmuje też międzynarodowe towarzystwo. Jej francuska asystentka nauczyła się polskiej komendy dentystycznej: „Zagryź!”. Kojarzy się jej to ze znanym z dzienników telewizyjnym słowiańskim miastem „Zagreb” (Zagrzeb). Rozkazuje polskim pacjentom zacisnąć zęby komendą „Zagreb”, a gdy się pomyli, woła „Sarajewo!”.
Próba snu. Zasypiam o dwudziestej trzeciej. Z czterema przerwami na siku, przebudzeniem o piątej, zaliczę cztery, pięć godzin odpoczynku. Budzi mnie warkot. Niech sobie… traktor, wiosna, sieje, orze. Trzęsie szybami. Jest północ. Na podwórku Apocalypse now, we mgle ląduje helikopter, czerwona pożoga świateł. Przyleciał po babcię, zabiera ją do szpitala. My mamy samochód, po mnie nie przylecą.
3 IV
Gapię się na aresztowanie Miloszevicia, nie podejrzewając, że może to mieć jakikolwiek związek ze mną. Telefon z Belgradu, szalona tłumaczka:
– Nareszcie możemy wydać My zdies’ emigranty!
Tyle razy wyjaśniałam dziewczynie: Nie możecie. Prawa do książki mają Francuzi.
– Wystarczy twój podpis.
Nie wystarczy. Serbia to jakaś sowiecka Rosja, gdzie nie obowiązują prawa autorskie? Dlaczego akurat My zdies’…, rosyjski tytuł? I co ma zamknięcie tego bandyty do mojej książki…
Nie mogę się dogadać z tłumaczką. Pośredniczyła kiedyś między nami pani z konsulatu, ambasady polskiej czy Instytutu. Jest dotacja, jest przetłumaczona książka, wszystko zależy ode mnie. Podejrzewam szaleństwo albo hucpę. Dostałam list od tłumaczki o podsłuchach, komunistach. Odesłałam ją do polskiej Wydawczyni.