– Halo! – kłaniam się zjawie, wcieleniu moich przeczuć.
Mnich ma pod pomarańczową „sutanną” ciepłą koszulę w kratę. Przyjechał z Birmy na zaproszenie szwedzkiej rodziny, potrzebującej wsparcia duchowego. Gospodyni choruje na raka piersi. Mnich mieszka w leśnej chatce i uczy się prowadzić traktor, spychający kloce pociętych świerków. Czeka na pierwszy śnieg, pierwszy w jego życiu.
Zaglądam do mądrej książki Ciąża. 40 kolejnych tygodni. Co dalej? Dziecko jest zdrowe… wcale nie. Dobre wyniki z badań prenatalnych wcale nie gwarantują zdrowia dziecka i matki. W książce wyliczają, tydzień za tygodniem, co nam grozi, zanim minie dziewiąty miesiąc: borelioza, zakrzepica żył, smółka (zielona), fibronektyna, talasmenia. Wybór nazw większy niż imion w kalendarzu. Kurczę, przeszłam wszelkie badania niby slalom z przeszkodami, a tu się okazuje, że to dziewięciomiesięczny maraton hipochondryków? Wrzucam poradnik – straszak do lodówki, gdzie trzymamy stare, nieczytane książki.
8 XI
Połowa scenariusza. Amalia Mniszech wraca do Polski (dobrze jej). Mąż wita przed pałacem w Dukli. Za parę lat przebudują chałupę, ufundują kościół, gdzie Amalia będzie miała najdziwniejszy grobowiec Rzeczpospolitej: damy, leżącej w pianie rokokowych falbanek z alabastru. W kamiennej sukni, wysokich bucikach i czepeczku z kamienia. Naprzeciwko siebie dwa kryształowe lustra odbijające w nieskończoność półleżącą figurę Amalii. Nieskończoność jako przedrzeźnianie siebie samej, żart bez puenty.
Wizyta u położnej w Sztokholmie.
– Zupełnie inaczej wyglądasz. Masz już wyniki – domyśla się.
Idę pod USG. Małe znowu wyczuło publiczność. Klaszcze w dłonie, klepie mnie po macicy. Spod pępka słychać cichutki szmer. Lekarka zapisuje rozmiar główki i centymetry tej rozbawionej frygi, liczy paluszki.
– Jeden, drugi, trzy, cztery.
– A piąty gdzie? – jestem przestraszona. – W buzi, ssie.
– Na pewno dziewczynka – Piotr nie ma już wątpliwości.
– Za wcześnie na fiutka albo myszkę, nie widać. Poród wyznaczymy… między siódmym a siedemnastym kwietnia, ale wiadomo, dziecko samo zdecyduje – koniec filmu, lekarka wyłącza ekran.