14. Nieuchronnie prowadzi to do sytuacji, kiedy pojawią się pretensje do scenarzystów, że nie są konkurencyjni z filmami amerykańskimi, a nie dano nam W szansy na konkurencję ani z polskim serialem, ani z telenowelą. Ewidentnie brniemy w absurd.
Wysyłam list rano faksem. O rok za późno. My też daliśmy się wpakować w absurd przez brak doświadczenia. Co może odpowiedzieć producent? Nic, wszyscy wdepnęliśmy. Oni mają w dodatku kajdanki zobowiązań i finansów. Szkoda mi postaci. Co z tego, że po gdyńskim festiwalu filmowym napisano w „Obcasach”: „Lwice dla Miasteczka”. Nie wyszła nam zabawa w konwencje, w życie. Daliśmy się wpuścić przez własną głupotę w maliny. Miasteczko musi się teraz zwrócić, więc będzie zarzynane do końca. Przy naszej pomocy podpisaliśmy umowę na następne 14 odcinków. Chyba że sami z nas zrezygnują po tym liście.
Na spacerze myślę o świętach, chociaż plucha i każdy krok w tej wilgoci przypomina przechadzkę po dnie starego basenu, pełnego zbutwiałych liści.
Myślątka o wigilii, prezentach i spotkaniach kolorowe, świątecznie szeleszczące. Pakuję je w ozdobne pudełka, zawiązuję wstążką i wysyłam w przyszłość.
Piotr zadzwonił do swojej mamy, powiedział o Poli. Nie chciał wcześniej jej martwić (w depresji każda wiadomość to zawał świata). Mama była wzruszona:
– Domyślałam się, przecież się kochacie, jest wam dobrze – musiało być dziecko.
Nocą pytam Pietuszkę o ten schemat: miłość i dziecko. Połowa znanych mi par rozpadła się w rok po urodzeniu potomstwa. Nie rozumiem więc, co do miłości dwojga ludzi ma dzieciak, który często ją rozbija, wtyka w nią, pomiędzy dorosłych, pieluchy, soczki. Pietuszka nakrył mnie senną łapą i protekcjonalnie obiecał:
– Wytłumaczę ci jutro.
28 XI
Paskudny dzień. Po spacerze dzwonię do banku. Oczywiście honorarium za dziesięć treatmentów nie doszło. Nigdy nie dochodzi na czas, spóźnia się miesiąc.
Niby jest umowa, my ze swojej strony jej dotrzymujemy – idiotycznie i nerwicowe W Polsce, jeżeli chce się być słownym, traktują cię jak przygłupa. Nigdy nie zawaliłam żadnego terminu. Może od „artysty” wymagany jest jednak ten luzik, nonszalancja i olewanie zobowiązań? Ale to księgowi, Produkcja zachowują się beztrosko – mańana, my natomiast, jak sztywni biurokraci, gryzipiórki przestrzegający umów. Po miesiącu dopytywań: „Kiedy? Na pewno?”, czuję, że zdobyłam te pieniądze. Nie zarobiłam, ale sprytnie wyciągnęłam komuś z kieszeni.