Выбрать главу

Tuon powtórnie przytaknęła, przyglądając się mapie, na której przedstawiono owo miejsce zwane Tar Valon. Selucia Wygłosiła:

– Najszlachetniejszą Córkę interesują twoje plany. Możesz mówić dalej.

– Słowa mej wdzięczności płyną prosto z serca – powiedział Yulan, kłaniając się. – Jako Dowódca Powietrza mam zaszczyt rozkazywać rakenom i to’rakenom w służbie Powrotu. Uważam, że uderzenie w samo centrum ziem wroga jest nie tylko możliwe, lecz również nadzwyczaj zalecane. Nie mieliśmy jeszcze okazji spotkać się w walce z większą grupą tych marath’damane, jednak gdy wkroczymy na ziemie pozostające pod władzą Smoka Odrodzonego, z pewnością się z nimi zetkniemy. Zapewne zakładają, że chwilowo są przed nami bezpieczne. Przeprowadzone teraz zakończone powodzeniem uderzenie miałoby ogromny wpływ na dalsze losy wojny. Każda marath’damane wzięta przez nas na smycz to nie tylko potężne narzędzie dla nas, lecz także osłabienie wroga. Wstępne raporty donoszą, że w miejscu zwanym Białą Wieżą przebywa wiele setek marath’damane.

„Tak dużo?” – zdziwiła się w myślach Tuon. Tego rodzaju siła może zdecydować o losach całej wojny. Prawda, te marath’damane, które podróżowały w towarzystwie Matrima Cauthona, twierdziły, że nie biorą udziału w wojnach. I faktycznie, marath’damane, które wcześniej rościły sobie prawo do tytułu Aes Sedai, okazywały się jak dotąd bezużyteczne w walce. Niemniej może da się znaleźć jakiś sposób, by unieważnić te ich rzekome przysięgi? Matrim mimochodem wspomniał kiedyś o czymś, co pozwalało przypuszczać, że to możliwe. Palce jej dłoni zamigotały.

– Córka Dziewięciu Księżyców zastanawia się, jak można przeprowadzić to uderzenie – powiedziała Selucia. – Dystans jest znaczny. Setki lig.

– Przeprowadzimy to uderzenie głównie przy pomocy to’rakenów – wyjaśnił generał Yulan – używając rakenów do zwiadu. Zdobyte przez nas mapy ukazują w tamtejszych okolicach wielkie, rzadko zaludnione stepy, gdzie nasze siły mogłyby robić postoje podczas drogi. Z tego kierunku możemy uderzyć na Murandy – wskazał miejsce na drugiej mapie, którą tymczasem unieśli jego adiutanci – i zaatakować Tar Valon od południa. Jeśli Najszlachetniejsza Córka wyrazi takie życzenie, atak może nastąpić w nocy, gdy marath’damane będą spały. Zasadniczym celem operacji będzie wzięcie żywcem tylu, ile się da.

– Pojawiają się wątpliwości, czy operację w ogóle da się przeprowadzić – Wygłosiła Selucia. Tuon była zaintrygowana. – Ilu żołnierzy może wziąć udział w tym rajdzie?

– Gdybyśmy zgromadzili wszystkie nasze rezerwy? – zapytał Yulan. – Sądzę, że mógłbym zaangażować w ten atak od osiemdziesięciu do stu to’rakenów.

Osiemdziesięciu do stu to’rakenów. A więc jakichś trzystu żołnierzy, nie licząc ekwipunku i miejsca dla pojmanych marath’damane. Trzystu ludzi było oczywiście siłą niebagatelną jak na tego typu operację, lecz musieliby poruszać się błyskawicznie i bez obciążenia, aby nie wpaść w jakąś zasadzkę.

– Jeżeli Najszlachetniejsza Córka pozwoli… – oświadczył generał Galgan, znów wysuwając się naprzód. – Osobiście uważam, że plan generała Yulana ma wszelkie szanse powodzenia. Istnieje rzecz jasna ryzyko klęski, niemniej drugiej takiej szansy nie dostaniemy. Jeśli marath’damane zaangażują się w naszą wojnę, możemy zostać pokonani. Jeżeli natomiast uda nam się rozszyfrować działanie ich broni lub choćby umiejętności podróżowania na ogromnych dystansach… Cóż, w obliczu takiego rachunku sądzę, że warto zaryzykować wszystkie to’rakeny naszej armii.

– Jeśli mogę jeszcze przez moment zająć uwagę Najszlachetniejszej Córki – kontynuował generał Yulan. – Nasz plan wymaga udziału dwudziestu drużyn Niebiańskich Pięści, co razem daje dwustu żołnierzy oraz pięćdziesięciu sul’dam. Sądzimy też, do tych sił można by dołączyć niewielki oddział Krwawych Noży.

Krwawe Noże były najbardziej doborową formacją Niebiańskich Pięści, które same stanowiły elitę seanchańskich wojsk. Yulan i Galgan naprawdę zaangażowali się w tę operację! Nikt, kto nie podchodził do swego zadania ze śmiertelną powagą, nie przewidywał w nim roli dla Krwawych Noży, ponieważ oni nie wracali ze swych misji. Ich zadaniem było ubezpieczanie odwrotu Pięści i zadawanie wrogowi możliwie największych strat. Gdyby udało się przenieść kilku z nich do Tar Valon z rozkazem zabicia jak największej liczby marath’damane…

– Możemy się spodziewać nieprzychylnej reakcji Smoka Odrodzonego na ten rajd – zwróciła się Tuon bezpośrednio do Galgana. – Czy przypadkiem nie łączą go jakieś związki z tymi marath’damane?

– Z niektórych raportów wynika, że tak – odparł Galgan. – Inne twierdzą, że się poróżnili. Według niektórych są one jego pionkami. Ze wstydem spuszczam oczy w obliczu tego, jak kiepsko działa nasz wywiad na tych terenach, Najszlachetniejsza Córko. Nie jestem w stanie nawet odsiać jawnych kłamstw od prawdy. Póki nie będziemy dysponować lepszymi informacjami, musimy zakładać najgorsze, mianowicie, że nasz rajd spotka się z jego gniewem.

– I mimo to uważasz, że rzecz jest warta przeprowadzenia?

– Tak – bez wahania wyznał Galgan. – Jeżeli są podstawy do podejrzeń, że między tymi marath’damane a Smokiem Odrodzonym stosunki układają się poprawnie, tym bardziej powinniśmy uderzyć teraz, zanim rzuci je do walki przeciwko nam. Być może rajd go rozgniewa, lecz równocześnie go osłabi, co stworzy ci znacznie lepszą pozycję negocjacyjną.

Tuon w namyśle pokiwała głową. Była to bez wątpienia jedna z owych trudnych decyzji zapowiadanych przez poranny omen. Niemniej wybór, przed którym stanęła, zdawał się raczej oczywisty. Decyzja nie była wcale trudna. Wszystkie marath’damane przebywające w Tar Valon muszą być wzięte na smycz. Jednocześnie nadarzała się okazja zadania decydującego ciosu wszystkim tym, którzy opierali się Zawsze Zwycięskiej Armii.

Niemniej omen wróżył trudną decyzję. Dała gestem znak Selucii.

– Czy jest w tej sali ktoś, kto sprzeciwia się temu planowi? – zapytał Głos. – Ktoś, kto dysponuje istotnymi zastrzeżeniami wobec tego, co właśnie przedstawił nam generał Yulan i nad czym pracuje ze swymi ludźmi?

Zgromadzeni członkowie Krwi popatrzyli po sobie. Tylko Beslan poruszył się nerwowo, lecz nie zabrał głosu. Altaranie nie zgłaszali nigdy szczególnych obiekcji, gdy brano na smycz ich marath’damane – najwyraźniej niezbyt ufali wszystkim potrafiącym przenosić. Nie okazali się równie przezorni co Amadicjanie, którzy postawili Aes Sedai poza prawem, jednak nie traktowali ich też ze szczególną życzliwością. Beslan nie miał zamiaru oponować przeciwko atakowi na Białą Wieżę.

Rozsiadła się wygodniej i czekała… Na co? Być może nie była to ta decyzja, którą zapowiadał omen. Otworzyła już usta, żeby rozkazać wszczęcie przygotowań do rajdu, gdy nagle przeszkodził jej odgłos gwałtownie otwieranych drzwi.

Stojący w progu Strażnicy Skazańców rozstąpili się i wpuścili do środka jednego z so’jhin służących w przedpokoju. Potężnie zbudowany mężczyzna nazywał się Ma’combe. Wszedłszy, pokłonił się nisko do ziemi, przewieszony przez prawe ramię czarny warkocz spoczął na posadzce.

– Jeżeli Córka Dziewięciu Księżyców pozwoli, porucznik generał Tylee Khirgan prosi o audiencję.

Galgan był zaskoczony.

– O co chodzi? – zapytała Tuon, zwracając się bezpośrednio do niego.

– Nie miałem pojęcia, że już wróciła, Najszlachetniejsza Córko – odparł. – Z całą pokorą sugeruję, aby pozwolono jej przemówić. Jest jednym z moich najlepszych oficerów.

– Niech wejdzie – Ogłosiła Selucia.