Выбрать главу

Najpierw do komnaty wszedł mężczyzna da’covale w białej szacie, a tuż za nim weszła kobieta w zbroi trzymająca pod pachą hełm. Była wysoka i szczupła, miała smagłą skórę i krótko obcięte czarne loki, przyprószone już siwizną. Zachodzące na siebie płyty jej zbroi pomalowane były w pasy czerwieni, żółci i błękitu. Gdy szła, pancerz poskrzypywał cicho. Należała do pomniejszej Krwi – zresztą całkiem niedawno została wyniesiona w jej szeregi przez generała Galgana – i dowiedziała się o tym z pisma przesłanego rakenem. Włosy na skroniach wciąż goliła ledwie na długość palca.

Oczy Tylee były przekrwione ze zmęczenia. Sądząc po otaczających ją woniach własnego i końskiego potu, udała się do pałacu Tuon natychmiast po przyjeździe do miasta. Do komnaty weszło za nią kilku żołnierzy, nieco młodszych, lecz równie wyczerpanych; jeden z nich niósł brązowy worek. Dotarłszy na oznaczone kwadratem czerwonej materii miejsce, gdzie stawali suplikanci, wszyscy opadli na kolana. Żołnierze przycisnęli czoła do posadzki, a Tylee drgnęła sztywno, jakby chciała pójść za ich przykładem i powstrzymała się dopiero w ostatniej chwili. Jeszcze nie przywykła do statusu Krwi.

– Bez wątpienia musisz być zmęczona, wojowniczko – Wygłosiła Selucia.

Tuon pochyliła się do przodu.

– Zapewne wieści, które przynosisz, muszą być nadzwyczajnej wagi?

Tylee zmieniła pozycję i klęcząc na jednym kolanie, skinęła ręką. Jeden z jej żołnierzy uniósł głowę i wziął z posadzki brązowy worek. Jego dno pobrudzone było ciemną, zakrzepłą cieczą. Krew.

– Jeżeli Najszlachetniejsza Córka pozwoli – oznajmiła Tylee głosem zdradzającym skrajne wyczerpanie. Skinęła głową na swego człowieka, a ten otworzył worek i wyrzucił jego zawartość na posadzkę. Łby rozmaitych zwierząt… Dzik, wilk i… jastrząb? Tuon poczuła przeszywający ją dreszcz. Łeb jastrzębia dorównywał wielkością głowie człowieka. Ale z tymi łbami coś było… nie w porządku. Były straszliwie zdeformowane.

Mogłaby przysiąc, że łeb jastrzębia, który potoczył się po posadzce, miał ludzkie oczy. Pozostałe łby też miały ludzkie cechy. Tuon całą siłą woli opanowała targające nią dreszcze. Jakiż to przeklęty omen?

– Co to ma znaczyć? – spytał się Galgan.

– Przyjmuję, że Najszlachetniejsza Córka wie o mojej kampanii przeciwko Aielom – zaczęła Tylee, wciąż klęcząc na jednym kolanie.

W trakcie tej potyczki w ręce Tylee wpadły jakieś damane, choć Tuon nie znała bliższych szczegółów operacji. Generał Galgan z niecierpliwością oczekiwał powrotu swojej generał, żeby zapoznać się z pełnym raportem.

– Dowodzona przeze mnie operacja – ciągnęła – przeprowadzona była wspólnie z przedstawicielami rozmaitych ludów, z których żaden nie składał odpowiednich przysiąg. W odpowiednim czasie złożę wyczerpujący raport. – Zawahała się, potem spojrzała na głowy. – Te… stworzenia… zaatakowały mój oddział w trakcie powrotu, dziesięć lig od Ebou Dar. Ponieśliśmy ciężkie straty. Oprócz głów przywieźliśmy do miasta kilka ciał, które zachowały się w całości. Istoty te poruszały się na dwóch nogach, podobnie jak ludzie, lecz cechy zwierzęce ewidentnie w nich przeważały. – Znowu z wahaniem zawiesiła głos. – Podejrzewam, że są to stwory, które po tej stronie oceanu nazywa się Trollokami. Uważam, że maszerują na miasto.

Chaos. Wśród Krwi podniosły się głosy, dowodzące nieprawdopodobieństwa pozyskanej właśnie informacji. Generał Galgan natychmiast wysłał swoich oficerów z rozkazami sformowania odpowiednich patroli i powiadomienia oddziałów o możliwości bezpośredniego ataku na miasto. Sul’darn stojące wcześniej pod ścianą komnaty podeszły, aby przyjrzeć się bliżej głowom, natomiast Strażnicy Skazańców ciaśniejszym kręgiem otoczyli Tuon, wodząc wzrokiem po wszystkich zebranych: Krwi, żołnierzach i służbie – z jednakową ostrożnością.

Tuon przyszło do głowy, że powinna chyba głębiej przeżyć uzyskaną właśnie informację. Dziwne, lecz niewiele czuła.

„A więc Matrim nie mylił się w tej sprawie”, zasygnalizowała potajemnie do Selucii. A ona przyjęła, że Trolloki to nic więcej jak tylko przesądy. Znowu spojrzała na głowy. Obrzydliwe.

Selucia wydawała się zakłopotana.

„Ciekawe, czy jeszcze jakieś inne rzeczy, o których opowiadał, a które my z punktu odrzuciłyśmy, nie okażą się prawdą?”.

Tuon zawahała się, zanim odpowiedziała:

„Trzeba było go zapytać. Naprawdę żałuję, że nie ma go tu z nami”. Powiedziawszy to w mowie znaków, zamarła. Żadną miarą nie miała zamiaru się tak daleko posuwać. Jednak serce mówiło jej ciekawe rzeczy. Naprawdę bezpiecznie czuła się tylko z nim, jakkolwiek by to głupio nie brzmiało. I naprawdę żałowała, że nie ma go przy jej boku.

Głowy stanowiły kolejny dowód na to, jak słabo go znała. Wyrwała się z rozmyślań – trzeba było na powrót zapanować nad rozgadanym tłumem.

Selucia Ogłosiła:

– Zamilknijcie.

Choć zapadła całkowita cisza, Krew i sul’dam wciąż popatrywali po sobie. Tylee trwała w przyklęku, żołnierz, który przyniósł głowy, klęczał obok niej. Tak, trzeba będzie ich dogłębnie przesłuchać.

– Wieści, które właśnie otrzymaliśmy, niewiele zmieniają w naszych poprzednich planach – Wygłosiła Selucia. – Zdajemy sobie przecież sprawę, że nadciąga Ostatnia Bitwa. Doceniamy wszakże przełomowy charakter informacji zdobytych przez generał Tylee. Jej postawa zasługuje na pochwałę. Wynika stąd jednak tylko tyle, że tym bardziej powinniśmy dokładać starań, aby Smok Odrodzony ukorzył się przed nami.

Kilkoro z obecnych w komnacie pokiwało głowami, wśród nich był generał Galgan. Beslana najwyraźniej nie sposób było równie łatwo przekonać. Wydawał się wręcz zagubiony.

– Jeżeli Najszlachetniejsza Córka pozwoli… – zaczęła Tylee, kłaniając się.

– Możesz mówić.

– W ciągu ostatnich kilku tygodni widziałam wiele rzeczy, które skłoniły mnie do myślenia – powiedziała Tylee. – Troski zaczęły mnie nachodzić jeszcze zanim zostaliśmy zaatakowani. Mądrość i łaska Najszlachetniejszej Córki z pewnością pozwala jej patrzeć dalej i widzieć więcej niż my, osobiście jednak uważam, że nasze dotychczasowe podboje na tych ziemiach były stosunkowo łatwe w porównaniu z tym, co nas czeka. Jeżeli mogę pozwolić sobie na śmiałość… uważam, że Smok Odrodzony oraz ci wszyscy, którzy opowiedzieli się po jego stronie, będą nam lepszymi sprzymierzeńcami niż wrogami.

Stwierdzenie naprawdę było śmiałe. Tuon pochyliła się naprzód, lakierowane paznokcie wystukiwały rytm na poręczach fotela. Wielu spośród przedstawicieli niższej Krwi byłoby tak zatrwożonych w obecności kogoś z dworu Imperatorowej, o samej Najszlachetniejszej Córce nie wspominając, że nie odważyliby się otworzyć ust. A ta kobieta posunęła się do tego, żeby sugerować strategię? I to pozostającą w sprzeczności z wyrażoną oficjalnie wolą Tuon?

– Trudna decyzja to nie zawsze taka, w której argumenty przemawiają z jednakową siłą na rzecz obu możliwości – odezwała się znienacka Selucia. – Być może w tym wypadku trudna decyzja to taka, która z jednej strony jest słuszna, z drugiej jednak zawiera ziarno nieszczęsnych skutków.

Tuon zamrugała zaskoczona.

„Tak” – zdała sobie sprawę. – „Selucia jest już moją Prawdomówczynią”. – Musiało upłynąć trochę czasu, zanim oswoi się z nią w tej roli. Minęły lata od czasu, gdy po raz ostatni Selucia publicznie sprostowała jej słowa.

Z drugiej strony, spotkać się ze Smokiem Odrodzonym we własnej osobie? Rzeczywiście powinna nawiązać z nim kontakt i to też planowała. Ale czy nie byłoby lepiej mieć ze sobą podczas tego spotkania całą swoją siłę wobec jego pokonanych armii i zburzonej Białej Wieży? Przecież musiała sprowadzić go przed Kryształowy Tron, w dodatku w precyzyjnie zaaranżowanych okolicznościach, żeby dla wszystkich było jasne, iż on korzy się przed jej władzą.