Выбрать главу

– Myślisz, że to czas śmiechu? – zapytał. – Chciałabyś, abym był szczęśliwy, gdy dzieci głodują, a mężczyźni mordują się nawzajem? Miałbym śmiać się, słysząc, że Trolloki wciąż grasują po Drogach? Miałbym być szczęśliwy, wiedząc, że większość Przeklętych wciąż gdzieś się czai i knuje, jak mnie zabić?

– Nie – zaprotestowała Min. – Oczywiście, że nie. Lecz nie możemy dopuścić do tego, aby problemy świata nas zniszczyły. Cadsuane twierdzi…

– Czekaj – warknął, odwracając się tak, żeby móc jej spojrzeć w oczy. Klęczała na łóżku, a krótkie czarne włosy okalały jej policzki. Wydawała się wstrząśnięta tonem, jakiego wobec niej użył.

– Co Cadsuane ma z tym wspólnego? – zapytał.

Min zmarszczyła brwi.

– Nic.

– Instruowała cię, jak masz ze mną rozmawiać – wycedził Rand. – Poprzez ciebie chciała mnie omamić.

– Nie bądź głupi – broniła się Min.

– Co o mnie mówiła?

Min wzruszyła ramionami.

– Martwi się tym, że stajesz się taki srogi, Rand. O co ci chodzi?

– Ona próbuje mnie omamić, manipulować mną – wyjaśnił. – A ciebie wykorzystuje w swych knowaniach. Co jej powiedziałaś, Min?

Min znowu uszczypnęła go, równie mocno jak poprzednio.

– Nie podoba mi się ten ton, głuptasie. Sądziłam, że Cadsuane jest twoją oficjalną doradczynią? Dlaczego miałabym się pilnować w jej obecności?

Naczynia w dłoniach służącej wciąż szczękały. Dlaczego nie może już sobie pójść! Rozmowa nie była z rodzaju tych, jakie chciał prowadzić w obecności obcej osoby.

Min nie mogła przecież knuć razem z Cadsuane, prawda? Rand nie ufał Cadsuane w najmniejszym stopniu. Jeżeli jednak udało jej się skaptować Min…

Poczuł ucisk w sercu. Przecież nie podejrzewał Min? Zawsze była tą, od której mógł oczekiwać uczciwości, tą, która nie grała z nim w żadne gierki. Co zrobi, jeśli ją utraci?

„Żebym sczezł!” – pomyślał. „Ona ma rację. Stałem się zbyt srogi. Kim się stanę, jeżeli zacznę podejrzewać nawet tych, którzy mnie kochają? Kimś nie lepszym od szalonego Lewsa Therina”.

– Min – zaczął, przybierając łagodniejszy ton głosu. – Pewnie masz rację. Chyba posunąłem się za daleko.

Odwróciła się, żeby na niego spojrzeć. Uspokoiła się. Zaraz jednak znów zesztywniała, a w jej oczach dostrzegł znienacka ostateczną grozę.

Coś chłodnego ze szczękiem zamknęło się na jego szyi. Odruchowo uniósł dłoń i się odwrócił. Służąca stała tuż za nim, jednak kontury jej postaci właśnie falowały i rozpływały się. Po chwili zniknęła i zastąpiła ją kobieta o smagłej skórze i czarnych oczach; ostre rysy twarzy ściągał grymas triumfu. Semirhage.

Dłoń Randa musnęła chłodny metal. Skóra szyi zziębła pod jego dotykiem jakby to był lód. Zalała go wściekłość, chciał sięgnąć po miecz spoczywający w czarnej, zdobionej smokami pochwie, ale przekonał się, że nie potrafi wykonać ruchu. Nogi ugięły się pod nim, niezmierzony ciężar przygniótł go do ziemi. Resztkami sił drapał obrożę na szyi – palcami wciąż jeszcze mógł poruszać – ale nie znajdował w niej najdrobniejszych szczelin, była niczym lite żelazo.

W tym momencie Rand czuł już tylko grozę. Mimo to zdołał spojrzeć w oczy Semirhage, ich spojrzenia spotkały się, uśmiech rozpromienił jej twarz.

– Długo musiałam czekać, zanim udało mi się nałożyć ci na szyję Obręcz Dominacji, Lewsie Therinie. Dziwne, jak to się w życiu plecie…

Coś błysnęło w powietrzu, Semirhage ledwie znalazła czas, żeby wydać okrzyk i w ostatniej chwili odbić ostrze – Rand mógł tylko domniemywać, że posłużyła się splotem Powietrza, ponieważ nie potrafił zobaczyć strumieni saidara. Mimo to nóż Min zdołał zadrasnąć policzek Przeklętej, zanim wbił się w drewno drzwi.

– Straże! – krzyknęła Min. – Panny do broni! Car’a’carn w niebezpieczeństwie!

Semirhage zaklęła, machnęła dłonią i Min zamilkła. Rand nerwowo spiął się w sobie, próbując sięgnąć saidina – nie udało się. Coś mu nie pozwalało. Tymczasem smagnięta splotem Powietrza Min zleciała z łóżka, jej usta wciąż pozostawały zakneblowane. Rand spróbował do niej podbiec, ale po raz kolejny przekonał się, że nie potrafi wykonać żadnego bardziej zdecydowanego ruchu. Nogi po prostu odmawiały posłuszeństwa.

W tym momencie otworzyły się drzwi do pokoju. Szybkim krokiem weszła przez nie kolejna kobieta. Zerknęła za siebie, jakby czegoś wypatrując, a potem zamknęła drzwi. Elza. Rand poczuł przypływ ulotnej nadziei, która jednak szybko rozwiała się, gdy drobna kobieta podeszła do Semirhage i nałożyła na nadgarstek drugą bransoletę, przymocowaną do obroży a’dam otaczającej szyję Randa. Spojrzała na niego z bliska, oczy miała zaczerwienione i zamglone – jakby właśnie oberwała mocno po głowie. Niemniej widok Smoka Odrodzonego na klęczkach sprawił, że zdołała się uśmiechnąć.

– Nareszcie dopełni się twój los, Randzie al’Thorze. Staniesz przed Wielkim Władcą. I zostaniesz pokonany.

Elza. Elza była Czarną siostrą, żeby sczezła! Rand poczuł dreszcz na skórze, kiedy Elza stanęła obok swej pani i objęła saidara. Teraz obie patrzyły na niego. Każda miała zapiętą na nadgarstku bransoletę; Semirhage wyglądała na nadzwyczaj pewną siebie.

Rand warknął i odwrócił się ku Przeklętej. Przecież nie da się pojmać w ten sposób!

Semirhage dotknęła krwawiącego skaleczenia na policzku. Syknęła. Ubrana była w szarobrunatną suknię. Jak udało jej się uciec? I skąd wzięła tę przeklętą obrożę? Przecież Rand oddał ją Cadsuane, żeby schowała w bezpiecznym miejscu. Przysięgała, że takie znajdzie!

– Straże się nie pojawią, Lewsie Therinie – poinformowała go nieobecnym głosem Semirhage, unosząc do góry dłoń z bransoletą połączoną z obrożą na jego szyi. – Zabezpieczyłam pokój przed możliwością podsłuchania tego, co dzieje się wewnątrz. Wkrótce przekonasz się, że nie dasz rady nawet drgnąć, jeśli ci nie pozwolę. Zresztą już próbowałeś i wiesz, co ci z tego przyszło.

Rand znów rozpaczliwie sięgnął po saidina, lecz nic nie znalazł. W jego głowie Lews Therin zaczął wyć i zanosić się płaczem, a Rand poczuł przemożne pragnienie, żeby się doń przyłączyć. Min! Musiał sprawdzić, co z nią. Skąd wziąć dość siły?

Szarpnął się ku Elzie i Semirhage, ale skutek był taki, jakby próbował poruszać cudzymi nogami. Był więźniem we własnej głowie, podobnie jak Lews Therin. Otworzył usta, lecz nie wydostało się z nich zamierzone przekleństwo, tylko jakiś nieartykułowany skrzek.

– Tak – stwierdziła Semirhage – bez mojego pozwolenia nie jesteś w stanie się nawet odezwać. I proponuję, abyś więcej nie sięgał już po saidina. Przekonasz się, z jak nieprzyjemnymi wrażeniami wiąże się każda taka próba. Kiedy jakiś czas temu badałam Obręcz Dominacji, odkryłam, że jest znacznie subtelniejszym narzędziem niż seanchańskie a’dam. Tamto drugie daje pewien niewielki margines wolności, a w roli inhibitora zachowań występuje uczucie mdłości. Obręcz Dominacji umożliwia wymuszenie na podmiocie znacznie dalej posuniętego posłuszeństwa. Będziesz robił dokładnie to, czego będę od ciebie chciała. Na przykład…

I w jednej chwili Rand wstał z łóżka, nogi poruszały się wbrew jego woli. Potem gwałtownie uniósł rękę i zaczął ściskać swoje gardło tuż ponad kołnierzem obręczy. Westchnął z trudem, zachwiał się. Oszalały znów spróbował pochwycić saidina.

Znalazł ból. Uczucie było takie, jakby włożył dłoń do kadzi z wrzącym olejem, a potem jakimś sposobem wciągnął żar do żył ciała. Z jego gardła wydarł się krzyk wywołany wstrząsem i cierpieniem, runął na deski podłogi. Tam wił się z bólu, a ciemność zasnuwała spojrzenie.