Выбрать главу

Bryne postarzał się od czasu, gdy Gawyn widział go po raz ostatni. Ale wiek nie przygiął go do ziemi – ciężar przeżytych lat wygodnie spoczywał na jego ramionach. Trochę więcej śladów bieli na skroniach, kilka dodatkowych zmarszczek wokół oczu, lecz ciało wciąż było szczupłe i silne, co odejmowało mu kilka lat. Kiedy spoglądało się na Garetha Bryne’a, nie widziało się człowieka, który najlepsze lata miałby już za sobą.

Gawyn nie odrywał spojrzenia od oczu generała, cały czas zmagając się z kipiącym w nim gniewem. Bryne spokojnie odpowiadał spojrzeniem na spojrzenie. Niewzruszony. Taki, jaki powinien być generał. Jaki powinien być Gawyn.

W końcu spuścił wzrok, czując się zawstydzony.

– Światłości – wyszeptał, zdejmując dłoń z rękojeści miecza i podnosząc do oczu. Znienacka opadło go straszne zmęczenie. – Przepraszam, Gareth’cie. Masz rację. Zachowałem się głupio.

– Miło to słyszeć – mruknął Bryne. – Zaczynałem się już zastanawiać, co się z tobą stało.

Gawyn westchnął i otarł pot z czoła, w jednej chwili okropnie zachciało mu się pić. Gniew rozwiał się, zostawiając po sobie tylko skrajne wyczerpanie.

– To był trudny rok – wyjaśnił – a jadąc tutaj, nadwerężyłem swoje siły. Prawie nie panuję nad sobą.

– Nie ty jeden, chłopcze – pocieszył go Bryne. Westchnął, podszedł do niewielkiego stolika i nalał czegoś w pucharek, który podał następnie Gawynowi. Była to tylko letnia herbata, ale chłopak przyjął ją z wdzięcznością i chciwie wypił.

– Takie czasy, że ludzka wytrzymałość wystawiana jest na ciężką próbę – kontynuował Bryne, nalewając i sobie herbaty. Upił łyk, skrzywił się.

– O co chodzi? – zapytał Gawyn, zerkając na trzymane w dłoni naczynie.

– Nic. Po prostu nienawidzę herbaty.

– Wobec tego dlaczego ją pijesz? – dopytywał się Gawyn.

– Rzekomo ma mi dobrze robić na zdrowie – mruknął Bryne. Zanim Gawyn zdołał dowiedzieć się czegoś więcej, potężny generał zmienił temat. – Więc zmusisz mnie, żebym cię zakuł w dyby, czy raczej wyjaśnisz, dlaczego zdecydowałeś się przemocą przedrzeć przez posterunek moich wart?

Gawyn dał krok naprzód.

– Chodzi o Egwene. Mają ją.

– Aes Sedai z Białej Wieży?

Gawyn zapalczywie pokiwał głową.

– Wiem. – Bryne znów upił łyk herbaty i znowu się skrzywił.

– Musimy ją ratować! – prawie krzyknął Gawyn. – Przybyłem tu, żeby prosić cię o pomoc. Chcę zorganizować ekspedycję ratunkową.

Bryne parsknął cicho.

– Ekspedycję ratunkową? A jak zamierzasz się dostać do Białej Wieży? Nawet Aielowie nie potrafili zdobyć miasta.

– Bo nie chcieli – upierał się Gawyn. – Poza tym ja wcale nie chcę zdobywać miasta. Chcę tylko przeniknąć doń z małym oddziałem i wydostać jedną osobę. W każdej skale są jakieś szczeliny. Znajdę drogę.

Bryne odstawił pucharek. Spojrzał na Gawyna, jego pomarszczona twarz zdała się tamtemu symbolem nieugiętej szlachetności.

– Ale powiedz mi jedno, chłopcze. Jak chcesz ją namówić, żeby dała się uwolnić?

Gawyn drgnął.

– Na pewno będzie szczęśliwa, że ktoś po nią przyszedł. Dlaczego miałoby być inaczej?

– Ponieważ zakazała nam podejmować jakiekolwiek próby ratowania jej – wyjaśnił Bryne, na powrót splatając dłonie za plecami. – A przynajmniej tyle udało mi się dowiedzieć. Aes Sedai niewiele mi mówią. Można by pomyśleć, że obdarzą większym zaufaniem człowieka, który dowodzi ich oblężeniem. Tak czy siak, Amyrlin jakimś sposobem kontaktuje się z nimi i tą drogą wydała im polecenie, aby wszystko pozostało, jak jest.

Co takiego? Przecież to bez sensu! Ktoś tu komuś robi wodę z mózgu.

– Bryne, ona jest w niewoli! Podsłuchałem rozmowę Aes Sedai i dowiedziałem się, że codziennie jest bita. W końcu ją stracą!

– No, nie wiem – sprzeciwił się Bryne. – Trzymają ją w Wieży już od kilku tygodni i jak dotąd nie zabiły.

– Ale zabiją – upierał się Gawyn. – Wiesz dobrze, że nie może być inaczej. Bywa, że urządzasz paradę pokonanego wroga przed szeregiem swoich żołnierzy, ale w końcu i tak musisz zatknąć jego głowę na pice, by zrozumieli, że nie żyje. Wiesz, że mam rację.

Bryne przyglądał mu się przez chwilę, po czym pokiwał głową.

– Może i wiem. Mimo to nic nie mogę zrobić. Wiążą mnie złożone przysięgi, Gawynie. Bez wyraźnych rozkazów dziewczyny jestem bezsilny.

– Pozwolisz jej umrzeć?

– Jeżeli tego będzie wymagała moja przysięga, to tak.

Skoro Bryne’a wiązały słowa przysięgi… Prędzej można usłyszeć jawne kłamstwo z ust Aes Sedai, niż spodziewać się, że Bryne złamie raz dane słowo. Ale Egwene! Przecież na pewno da się coś wymyślić!

– Mogę spróbować załatwić ci audiencję u Aes Sedai, którym służę – powiedział Bryne. – Może one będą w stanie coś zrobić. Jeżeli uda ci się je przekonać, że potrzebna jest ekspedycja ratunkowa i że Amyrlin tego by właśnie chciała, wówczas zobaczymy…

Gawyn skłonił głowę. Dobre i to.

– Dziękuję.

Bryne odpowiedział mu gestem bagatelizującym całą sprawę.

– Choć wciąż myślę sobie, że jednak powinienem zakuć cię w dyby. Choćby tylko za to, że pociąłeś moich żołnierzy.

– Każ którejś Aes Sedai ich Uzdrowić – poradził Gawyn. – Z twoich słów wnoszę, że dość ich siedzi ci na karku.

– Ba – prychnął Bryne. – Rzadko kiedy zgadzają się Uzdrawiać, chyba że życie któregoś z żołnierzy jest w niebezpieczeństwie. Wczoraj jeden z nich spadł z konia i bardzo się potłukł, a one mi powiedziały, że skutkiem Uzdrowienia tylko stanie się nieostrożny. „Ból sam w sobie jest lekcją”, powiedziała ta przeklęta kobieta. „Może następnym razem nie będzie się wygłupiał przed kolegami”.

Gawyn się skrzywił.

– Z pewnością dla tych żołnierzy uczynią wyjątek. W końcu rany zadał im wróg.

– Zobaczymy – skwitował Bryne. – Siostry rzadko wizytują żołnierzy. Mają swoje własne sprawy na głowie.

– Jedną niedawno widziałem w zewnętrznym obozie – mimochodem zauważył Gawyn, oglądając się równocześnie przez ramię.

– Młoda? Ciemne włosy, z twarzą pozbawioną oznak typowych dla Aes Sedai?

– Nie, to była Aes Sedai w pełnej krasie. Rozpoznałem ją właśnie dzięki twarzy. Była nieco pulchna, miała jasne włosy.

– Zapewne szukała materiału na Strażnika – westchnął Bryne. – Niektóre tak robią.

– Nie wydaje mi się – sprzeciwił się Gawyn, znów zerkając przez ramię. – Kryła się wśród praczek. -Kiedy teraz się nad tym zastanowił, przyszło mu do głowy, że mogła być szpiegiem wysłanym przez lojalistki z Białej Wieży.

Mars na czole Bryne’a się pogłębił. Być może zaświtała mu ta sama myśl.

– Zaprowadź mnie – powiedział, kierując się w kierunku wyjścia z namiotu. Odrzucił klapę na bok i wyszedł na światło poranka. Gawyn podążył za nim. Gdy mijali salutujących żołnierzy, Bryne rzucił:

– Właściwie nie wyjaśniłeś mi, co tu robisz.

– Mówiłem ci – odparł Gawyn, opierając wygodnie dłoń na rękojeści miecza. – Szukam sposobu, żeby uwolnić Egwene z tej śmiertelnej pułapki.

– Nie pytałem o to, co robisz w moim obozie. Chciałbym się dowiedzieć, co robisz w tych stronach. Dlaczego nie jesteś w Caemlyn i nie wspierasz swojej siostry?

– Masz wieści o Elayne… – szepnął Gawyn, przystając. Światłości! Powinien od razu zapytać. Naprawdę musiał być zmęczony. – Słyszałem, że była w twoim obozie. A więc wróciła do Caemlyn? Jest bezpieczna?