Выбрать главу

Przez chwilę gromiła je wzrokiem, a potem ciągnęła dalej:

– Żadna z kobiet Aielów nie potrafi przenosić jak ja. Porzuciłam włócznie i pokornie próbowałam znaleźć swoje miejsce między wami. Przy każdej nadarzającej się okazji z honorem wypełniałam obowiązki. A wy ciągle mnie karzecie! Mam tego dość. Albo powiedzcie mi, czego ode mnie chcecie, albo mnie odeślijcie.

Spodziewała się po nich wybuchu gniewu. Spodziewała się rozczarowania. Spodziewała się, że usłyszy, iż zwykła uczennica nie ma prawa kwestionować decyzji Mądrych. Spodziewała się wreszcie, że za okazany tupet czeka ją kolejna kara, jeszcze gorsza od poprzednich.

Amys zaś tylko zerknęła na Melaine i Bair.

– To nie my cię karzemy, dziecko – wyjaśniła, wyraźnie ostrożnie dobierając słowa. – To ty sama się karzesz.

– Cokolwiek uczyniłam – odparła Aviendha – nie wydaje mi się, aby stanowiło dostateczny powód do zmieniania mnie w da’tsang. Okrywacie się hańbą traktując mnie w ten sposób.

– Dziecko – zaczęła Amys, spoglądając jej w oczy – odmawiasz podporządkowania się karze?

– Tak – oznajmiła, czując, jak łomocze jej serce. – Odmawiam.

– Uważasz, że możesz się nam przeciwstawić, prawda? – zapytała Bair, osłaniając dłonią pomarszczoną twarz przed słońcem. – Wydaje ci się, że jesteś nam równa?

„Równa im?”, pomyślała Aviendha i poczuła ukłucie paniki. „Nie jestem im równa! Mam jeszcze lata nauki przed sobą. Co ja robię?”.

Czy mogła się jeszcze wycofać? Błagać o wybaczenie, jakimś sposobem sprostać zaciągniętemu toh? Biegiem wrócić do przelewania wody. Tak! Tak właśnie należało postąpić. Trzeba…

Lecz zamiast tego z jej ust popłynęły słowa:

– Nie widzę powodów, dla których miałabym się jeszcze czegoś uczyć. Jeżeli te kary to cała nauka, jaką macie mi jeszcze do przekazania, wówczas muszę wam oświadczyć, że nauczyłam się wszystkiego, co konieczne. Gotowa jestem się do was przyłączyć.

Zacisnęła zęby, oczekując, że odpowiedzą jej wściekłość i niedowierzanie. Co ona sobie myślała? Nie powinna dopuścić, żeby głupia gadanina Min tak ją wytrąciła z równowagi.

I wtedy usłyszała śmiech Bair.

Bair śmiała się z głębi trzewi, tak donośne, jak z pewnością nikt nie spodziewałby się po jej drobnej postaci. Po chwili przyłączyła się do niej Melaine – słomianowłosa Mądra trzymała się za brzuch, lekko wydęty ciążą.

– Zabrało jej to nawet więcej czasu niż tobie, Amys! – wykrzyknęła Melaine. – Najbardziej uparta dziewucha, jaką w życiu widziałam.

Rysy twarzy Amys były łagodne jak nigdy.

– Witaj, siostro – zwróciła się do Aviendhy.

Ta zamrugała.

– Co?

– Jesteś odtąd jedną z nas, dziewczyno! – oznajmiła Bair. – Albo wkrótce będziesz.

– Ale przecież sprzeciwiłam się wam!

– Mądra nie może pozwolić, żeby traktowano ją jak popychadło – wyjaśniła Amys. – Jeżeli wstąpi w cień naszego siostrzeństwa wciąż myśląc jak uczennica, nigdy nie stanie się jedną z nas.

Bair spojrzała na stojącego w oddali Randa al’Thora, który rozmawiał.

– Nie rozumiałam do końca, jak ważne są nasze obyczaje, póki nie przyjrzałam się tym Aes Sedai. Te, które są na samym dnie ich hierarchii, skamlą i proszą jak psy, ignorowane przez te, które uważają się za lepsze od nich. To doprawdy dziwne, że cokolwiek udaje im się osiągnąć!

– Lecz wśród Mądrych też istnieje hierarchia – zauważyła Aviendha. – Mam rację?

– Hierarchia? – zdziwiła się Amys. – Niektóre z nas mają po prostu więcej honoru niż inne, ale honor ten wynika z mądrości, podjętych działań i doświadczenia.

Melaine uniosła palec wskazujący.

– Ważne jest jednak… cóż, decydujące… aby każda z Mądrych chciała bronić własnych racji. Kiedy jest przekonana, że ma słuszność, nie powinna dać się zbić z tropu, nawet przez inne Mądre, nieważne jak wiekowe i rozumne.

– Żadnej kobiety nie uznajemy za godną przyłączenia się do nas, póki sama nie dojdzie do takiego wniosku i nie powie nam tego w twarz – ciągnęła Amys. – Najpierw musi sama zadeklarować, że jest nam równa.

– Kara nie jest żadną karą, póki jej nie uznasz za słuszną, Aviendha – dodała Bair, wciąż uśmiechnięta. – Już wiele tygodni temu uznałyśmy, że jesteś gotowa, ty jednak wciąż upierałaś się, żeby okazywać ślepe posłuszeństwo.

– Już powoli zaczynałam cię uważać za nazbyt butną – wyznała Melaine z ciepłym uśmiechem.

– Przestała już być dziewczyną – podsumowała Amys.

– Nie, wciąż nią jest – sprzeciwiła się Bair. – Została jeszcze jedna rzecz do zrobienia.

Oszołomienie, które ogarnęło Aviendhę, nie ustępowało. Cały czas mówiły, że nie uczy się dostatecznie szybko. Chodziło im o to, że nie potrafi nauczyć się upominać o swoje! W dawnym życiu Aviendha nigdy nie pozwalała innym się ustawiać, lecz w tym wypadku nie byli to żadni „inni” – to były Mądre, a ona była ich uczennicą. Co by się stało, gdyby Min jej nie wyśmiała? Należało jej podziękować, choć przecież nie miała pojęcia, co robi.

„Została jeszcze jedna rzecz do zrobienia…”.

– Co jeszcze muszę zrobić? – zapytała na głos.

– Rhuidean – odpowiedziała Bair.

Oczywiście. Dwukrotnie w ciągu swego życia Mądra odwiedzała to święte miejsce. Raz, kiedy zostawała uczennicą, i drugi raz, kiedy stawała się pełnoprawną Mądrą.

– Sytuacja wygląda dziś nieco inaczej – zauważyła Melaine. – Rhuidean już nie jest tym, czym było.

– Ale to nie powód, żeby porzucać dawne obyczaje – sprzeciwiła się Bair. – Choć miasto jest teraz otwarte, nikt nie będzie na tyle głupi, aby przejść między kolumnami. Aviendho, musisz…

– Bair – weszła jej w słowo Amys – jeżeli pozwolisz, to ja jej o tym opowiem.

Bair zawahała się, potem skinęła głową.

– Tak, oczywiście. Tak będzie najlepiej. Aviendho, odtąd dla nas nie istniejesz. Zmieni się to dopiero, gdy wrócisz do nas jak siostra z długiej podróży.

– Siostra, o której zdążyłyśmy już zapomnieć – dodała Melaine z uśmiechem.

Obie odwróciły się do niej plecami, natomiast Amys bez słowa ruszyła w kierunku obszaru wydzielonego na Podróżowanie. Po chwili Aviendha pospieszyła za nią.

– Możesz już włożyć stosowne ubranie – wyjaśniła Amys – które będzie oznaką twej pozycji. W normalnych okolicznościach zaproponowałabym, abyś udała się piechotą do miasta, mimo iż przecież potrafimy Podróżować, lecz sądzę, że w tym przypadku najlepiej będzie nieco nagiąć obyczaj. Niemniej, do samego miasta Podróżować ci nie wolno. Proponuję więc, abyś przeniosła się do Siedziby Zimnych Skał i stamtąd poszła na własnych nogach. Chodzi o to, żebyś spędziła trochę czasu na Ziemi Trzech Sfer, czasu, który wykorzystasz na medytację nad swoją podróżą.

Aviendha pokiwała głową.

– Będę potrzebowała worka z wodą i zapasów pożywienia.

– Są już gotowe – poinformowała ją Amys. – Spodziewałyśmy się, że w każdej chwili możesz rozerwać krępujące cię łańcuchy. Zresztą wszystko wskazywało, że nastąpi to już wiele dni temu. Dawno powinnaś zrozumieć aluzje, którymi cię raczyłyśmy. – Zerknęła na Aviendhę, która wbiła spojrzenie w ziemię.

– Nie ma się czego wstydzić – pocieszyła ją Amys. – Całą winę bierzemy na siebie. Wbrew temu, co mówiłaś Bair, nie poszło ci wcale tak najgorzej. Widziałam kobiety, które miesiąc za miesiącem znosiły te kary, zanim doszły do wniosku, że mają dość. Musiałyśmy cię tak ostro potraktować, dziecko… znacznie ostrzej niż którąkolwiek dziewczynę kończącą nauki za mojej pamięci. Czasu zostało tak niewiele!