Выбрать главу

– Rozumiem – powiedziała Aviendha. – I… dziękuję.

Amys parsknęła.

– Zmusiłaś nas do poszukiwania naprawdę twórczych rozwiązań. Ja ze swojej strony chciałabym, abyś zapamiętała ten czas i wstyd, jaki odczuwałaś, ponieważ jest to hańba, której przyjdzie zaznać wszystkim da’tsang, jakich skażesz na ich los. A oni nie unikną go, prosząc po prostu o łaskę.

– A co by się stało, gdyby jakaś uczennica w ciągu kilku pierwszych miesięcy szkolenia oznajmiła, że jest gotowa?

– Przypuszczam, że dostałaby kilka pasów i została odesłana do kopania dziur w ziemi – stwierdziła Amys. – Nie słyszałam, żeby coś takiego kiedykolwiek się wydarzyło. Choć niewykluczone, że Sevanna była tego blisko.

Aviendha nieraz się zastanawiała, dlaczego Mądre bez słowa przyjęły w swe szeregi kobietę Shaido. Teraz sprawa się wyjaśniła: skoro wystarczała autodeklaracja, Amys i pozostałe nie miały innego wyjścia, jak się zgodzić.

Amys ciaśniej otuliła się szalem.

– Panny strzegące obszaru Podróżowania mają dla ciebie tobołek. Kiedy dotrzesz do Rhuidean, znajdź drogę do centrum miasta. Tam zobaczysz kolumny ze szkła. Przejdziesz między nimi, a potem wrócisz do nas. Dobrze wykorzystaj dni, jakie zajmie ci podróż. Nie oszczędzałyśmy cię, teraz będziesz miała czas na zastanowienie i medytację. Zapewne na więcej takich dni nie będziesz mogła liczyć.

Aviendha przytaknęła.

– Bitwa coraz bliżej.

– Tak. Wróć zaraz po tym, jak przejdziesz między kolumnami. Musimy się zastanowić, jak sobie poradzić z Car’a’carnem. On… zmienił się w ciągu ostatniej nocy.

– Rozumiem – powiedziała Aviendha, biorąc głęboki oddech.

– Idź już – poleciła Amys – i wróć. – Ostatnie słowo wypowiedziała z wyraźnym naciskiem. Zdarzało się, że kobiety nie wychodziły z Rhuidean z życiem.

Aviendha spojrzała Mądrej głęboko w oczy i znowu pokiwała głową. Pod wieloma względami Amys była dla niej jak druga matka. Nagrodą za ten gest intymności był rzadki u tamtej uśmiech. Kontakt trwał tylko chwilę – Amys zaraz odwróciła się plecami do niej, jak przedtem Bair i Melaine.

Aviendha znowu odetchnęła głęboko, raz jeszcze obejrzała się na stratowany trawnik przed budynkiem dworu, gdzie Rand wciąż dyskutował z kwatermistrzami, i objęła wzrokiem jego surową twarz, kikut ręki schowanej za plecami, zamaszyste gesty zdrowej dłoni. Uśmiechnęła się do niego, choć ona patrzył w inną stronę.

„Wrócę do ciebie”, pomyślała.

Ruszyła w stronę obszaru służącego Podróżowaniu. Odebrała worek od jednej z Panien i splotła bramę, która miała się otworzyć w bezpiecznej odległości od Siedziby Zimnych Skał, tuż obok formacji skalnej znanej Pannom Włóczni. Stamtąd uda się do siedziby, gdzie przygotuje się do podróży. Chwilę później zza bramy poczuła tchnienie znajomego, suchego powietrza Pustkowia.

Skoczyła w przestrzeń bramy przepełniona – wreszcie – uniesieniem w obliczu ostatnich wydarzeń.

Odzyskała swój honor.

– Wyślizgnęłam się przez furtę wychodzącą prosto na rzekę – wyjaśniała Sheriam, równocześnie kłaniając się pozostałym zebranym w namiocie. – Kiedy już opuściłam Wieżę i znalazłam się w mieście, reszta nie była taka trudna. Nie ośmieliłam się przejść którymś z mostów. Amyrlin nie mogła się dowiedzieć, co zrobiłam.

Romanda przyglądała się mówiącej z rękoma zaplecionymi na piersiach. Namiot należał do niej, oświetlały go dwie mosiężne lampy, ich płomienie tańczyły na czubkach knotów. W sumie sześć kobiet przysłuchiwało się opowieści uciekinierki z miasta. Wśród nich Lelaine, choć wcześniej Romanda próbowała nie dopuścić do jej udziału w spotkaniu w nadziei, że szczupła Błękitna siostra będzie zbyt zajęta, aby poświęcać na czas na trywialną z pozoru sprawę.

Obok niej siedziała Siuan. Niegdysiejsza Amyrlin trzymała się Lelaine z siłą skorupiaka przyssanego do kadłuba okrętu. Romandę cieszyła nowo odkryta umiejętność, pozwalająca Uzdrowić ujarzmioną kobietę – w końcu była z Żółtych Ajah – lecz część jej umysłu pragnęła, aby to dobrodziejstwo ominęło Siuan. Jakby sama Lelaine nie była dostatecznie trudnym przeciwnikiem. Romanda nie zapomniała o tym, jak przebiegła jest Siuan, choć większość Aes Sedai miała najwyraźniej znacznie krótszą pamięć. Słabszy potencjał posługiwania się Mocą nie był równoznaczny z zanikiem talentów intrygantki.

Sheriam też tu była. Rudowłosa Opiekunka zajmowała miejsce obok Lelaine. Ostatnio była jakaś zagubiona, momentami jej zachowanie ledwie licowało z godnością Aes Sedai. Głupia kobieta. Trzeba będzie ją usunąć z zajmowanej pozycji – to było już chyba widoczne dla wszystkich. Gdyby Egwene miała jeszcze wrócić – a Romanda modliła się o to, choćby dlatego, że tym samym plany Lelaine ległyby w gruzach – wówczas okazja sama się nadarzy. Nowa Opiekunka.

Towarzystwo w namiocie uzupełniała Magla. Romanda i Lelaine pokłóciły się wcześniej – rzecz jasna z zachowaniem wszelkich stosownych form – o to, która pierwsza porozmawia z Shemerin. Rezultatem osiągniętego kompromisu było wspólne przesłuchanie. Ponieważ Shemerin była z Żółtych Ajah, Romanda miała prawo zwołać posiedzenie w swoim namiocie. Na widok Lelaine, której towarzyszyła nie tylko Siuan, lecz również Sheriam, z lekka się wystraszyła. Zapomniała jednak z góry ustalić liczbę osób, które mogą wziąć udział w przesłuchaniu. Takim to sposobem Romandzie została do pomocy tylko Magla. Teraz mocno zbudowana kobieta siedziała obok niej, przysłuchując się w milczeniu. Może powinna posłać jeszcze po kogoś? Gest raziłby swoją oczywistością, a ponadto dodatkowo przedłużyłby całą sprawę.

Właściwie nie było to przesłuchanie. Shemerin mówiła swobodnie, chętnie odpowiadała na pytania. Siedziała przed zgromadzonymi na małym stołku. Zaproponowano jej poduszkę, ale odmówiła. Romandzie nieczęsto zdarzało się spotykać kobiety tak zdecydowane we własnym samoponiżeniu, jak to biedne dziecko. „Nie jest dzieckiem”, pomyślała Romanda. „Niezależnie od tego, co sama o sobie mówi, jest pełnoprawną Aes Sedai. Żebyś sczezła, Elaido, za to co zrobiłaś jednej z nas!”.

Shemerin należała kiedyś do Żółtych Ajah. Żeby sczezła, dalej należała do Żółtych. Zwierzała im się już od ponad pół godziny, od czasu do czasu odpowiadając na pytania o nastroje panujące w Wieży. Siuan jako pierwsza zainteresowała się szczegółami jej ucieczki.

– Wybaczcie mi, Aes Sedai, że zamiast najpierw przyjść do was, szukałam sobie pracy w obozie – wyznała Shemerin, schylając głowę. – Ale moja ucieczka z Wieży była nielegalna. Jako Przyjęta, która oddaliła się bez pozwolenia, jestem w świetle prawa uciekinierką. Wiedziałam, że kiedy cała sprawa wyjdzie na jaw, zostanę ukarana. Ale zostałam tutaj, ponieważ znam te tereny i nie umiałam ich opuścić. Kiedy nadciągnęła wasza armia, wyobraziłam sobie, że mogę się przy niej zaczepić, i znalazłam pracę. Błagam, tylko nie zmuszajcie mnie do powrotu. Nie stanowię żadnego zagrożenia. Chcę żyć jak normalna kobieta, zrobię wszystko, żeby nie wykorzystywać moich zdolności.

– Jesteś Aes Sedai – rzekła Romanda, próbując stłumić ostre tony pobrzmiewające w jej głosie. Świadectwo tej kobiety uwiarygodniało wszystko to, co Egwene mówiła na temat Wieży pozostającej pod rządami głodnej władzy Elaidy. – Niezależnie od tego, co Elaida na ten temat sądzi.

– Ja… – Shemerin urwała i tylko bezradnie pokręciła głową. Światłości! Nigdy nie należała do wybitnych postaci Wieży, jednak aż tak niski upadek stanowił wstrząsający widok.

– Opowiedz mi o tej furcie wychodzącej na rzekę – poprosiła Siuan, wychylając się naprzód. – Gdzie się znajduje?