Выбрать главу

– A ty co myślisz, Milisair? – rzekł w zadumie Rand. – Czy powinienem cię stracić za zdradę, jak to zasugerował ten człowiek?

Nie rozpłakała się, ale doskonale widać było jej przerażenie – trzęsące się ręce, nie mrugające, szeroko otwarte oczy.

– Nie – oznajmił w końcu Rand. – Będziesz mi potrzebna przy wyborze nowego króla. Jakiż sens miałoby przetrząsanie prowincji w poszukiwaniu twoich kolegów, gdybym potem miał skazywać ich po kolei na śmierć?

Wypuściła długo wstrzymywany oddech, rozluźniła napięte ramiona.

– Wtrąćcie ją do tego samego lochu, w którym uwięziła królewskiego posłańca – nakazał Pannom.– Lecz zadbajcie, żeby nie spotkał jej ten sam los… przynajmniej do czasu, aż z nią skończę.

Milisair krzyknęła rozpaczliwie. Po chwili Panny Włóczni wśród wrzasków wywlokły ją z komnaty, jednak Rand miał już głowę zajętą czymś innym. Ramshalan z satysfakcją obserwował dramat członkini Rady Kupców – plotka głosiła, że kilkukrotnie obraziła go publicznie. Choć tyle można było zaliczyć jej na korzyść.

– A jeśli chodzi o pozostałych członków Rady Kupców – zwrócił się do swoich urzędników – czy mieli jakiś kontakt z królem?

– Nie w ciągu ostatnich czterech, pięciu miesięcy, mój panie – odpowiedział jeden z nich, przysadzisty, brzuchaty mężczyzna Domani, imieniem Noreladim. – Choć nie możemy się wypowiadać w imieniu lady Alamindry, która dopiero niedawno została… odnaleziona.

Być może ona będzie coś wiedziała, choć nie bardzo potrafił sobie wyobrazić, czemu miałaby być lepiej zorientowana niż posłaniec, który twierdził, że przybywa od samego Alsalama. A żeby sczezła ta kobieta za to, że pozwoliła mu umrzeć!

„Jeżeli to Graendal wystosowała posłańca” – odezwał się znienacka Lews Therin -„to i tak nigdy byśmy się o tym nie dowiedzieli. Ona zbyt dobrze radzi sobie z Przymusem. Jest taka zręczna”.

Rand się zawahał. Celna uwaga. Jeżeli posłaniec został poddany przez Graendal Przymusowi, wówczas niewielkie były szanse na to, że zdradzi miejsce jej pobytu. Chyba żeby się udało uwolnić go z sieci splotu – to jednak znacznie przekraczało zdolności Uzdrawiania, jakimi Rand dysponował. Poza tym Graendal zawsze doskonale zacierała swoje ślady.

Nie miał pewności, czy kobieta jest na tych ziemiach. Gdyby odnalazł posłańca i odkrył, że poddano go Przymusowi, byłby to dowód dostateczny.

– Chcę porozmawiać ze wszystkimi, którzy twierdzą, że otrzymali wiadomość od króla – oznajmił Rand. – A także z mieszkańcami miasta, którzy mieli z kimś takim kontakt.

– Zostaną odnalezieni – oświadczył afektowany Ramshalan.

Rand w roztargnieniu pokiwał głową. Jeżeli Naeffowi uda się wreszcie ustalić termin i miejsce spotkania z Seanchanami, na co miał nadzieję, będzie mógł wkrótce opuścić Arad Doman. Trzeba jeszcze tylko posadzić kogoś na tronie i znaleźć, a potem zabić Graendal. Aczkolwiek zawarcie pokoju z Seanchanami i zapewnienie żywności dla kraju należało uznać za ważne osiągnięcia. Nie mógł rozwiązać za nich wszystkich ich problemów. Zapewni im krótki okres pokoju, który skończy się w chwili, gdy on umrze w Shayol Ghul.

Która to śmierć sprowadzi na świat kolejne Pęknięcie. Zgrzytnął zębami. Już zmarnował zbyt dużo czasu, zamartwiając się rzeczami, na które nie miał wpływu.

„Może to dlatego nie chcę osobiście wyznaczyć króla Domani?” – pomyślał. „Wraz z moją śmiercią ten człowiek straciłby wszelki autorytet, a Arad Doman znalazłoby się w punkcie wyjścia. Jeżeli nie zostawię po sobie króla cieszącego się poparciem Rady Kupców, będzie to równoznaczne z wydaniem królestwa w ręce Seanchan, którzy napadną na nie zaraz po mojej śmierci”.

Tyle komplikacji. Tyle problemów. Nie mógł rozwiązać ich wszystkich. Nie był w stanie.

– Nie podoba mi się to, Randzie – oznajmiła Nynaeve, stając przy drzwiach z rękoma zaplecionymi na piersiach. – A poza tym jeszcze nie skończyliśmy rozmowy na temat Lana.

Rand próbował ją zbyć lekceważącym gestem dłoni.

– To twój przyjaciel, Randzie – ciągnęła dalej Nynaeve. – Światłości! A co z Perrinem i Matem? Wiesz, gdzie są? Co się z nimi dzieje?

Kolory zawirowały przed oczyma Randa. Zobaczył Perrina w towarzystwie Galada. Stali przed jakimś namiotem. Co Perrin miał wspólnego z Galadem? I kiedy przyrodni brat Elayne zdążył się przyłączyć do Białych Płaszczy? Kolory zawirowały powtórnie i tym razem przybrały postać Mata, który jechał ulicą znajomo wyglądającego miasta. Caemlyn? Thom też tam był, razem z nim.

Rand zmarszczył brwi, myśląc o tych wizjach. Czuł coś, jakby jakiś odległy zew dobiegający z oddali, z miejsc, gdzie znajdowali się Mat i Perrin. Natura ta’veren miała to do siebie, że ciągnęła ich ku sobie. Obaj staną przy jego boku w czas Ostatniej Bitwy.

– Randzie? – dobiegł go zaniepokojony głos Nynaeve. – Nic nie mówisz.

– O Perrinie i Mat’cie? – odpowiedział pytaniem na pytanie Rand. – Obaj żyją.

– Skąd możesz to wiedzieć?

– Po prostu wiem. – Westchnął, potrząsając głową. – I lepiej, żeby nic im się nie stało. Zanim to wszystko się kończy, będę ich potrzebował.

– Randzie! – zdenerwowała się Nynaeve. – To są twoi przyjaciele!

– To są nici we Wzorze, Nynaeve – odparł, wstając. – Jeżeli zaś chodzi o to, kim są, to już właściwie ich nie znam i podejrzewam, że obaj to samo mogliby powiedzieć o mnie.

– Nie obchodzi cię ich los?

– Nie obchodzi? – Rand zszedł po schodach z podestu, na którym stał jego tron. – Obchodzi mnie Ostatnia Bitwa. Obchodzi mnie pokój, który muszę zawrzeć ze Światłością przeklętymi Seanchanami, żebym mógł wreszcie zapomnieć o ich drobnych awanturach i zająć się poważną wojną. W obliczu tego wszystkiego para chłopaków z mojej wioski nie ma żadnego znaczenia.

Spojrzał jej wyzywająco prosto w oczy. Ramshalan i pozostali dworzanie bez słowa cofnęli się kilka kroków, nie chcąc stawać między Nynaeve a tym spojrzeniem.

Nic nie powiedziała, choć na jej twarzy dostrzegł bezmierny smutek.

– Och, Randzie – rzekła wreszcie. – Nie możesz w ten sposób traktować samego siebie. Zrobiłeś się tak twardy w środku, że wkrótce pękniesz.

– Robię, co muszę – odpowiedział, czując wzbierający w nim gniew. Czy nigdy nie skończą się te sarkania na decyzje, jakie podejmował?

– Wcale nie musisz tego robić, Randzie – tłumaczyła. – Prowadzisz siebie do zguby. W końcu…

Rand dłużej już nie potrafił powstrzymywać wybuchu gniewu. Odwrócił się gwałtownie i wycelował w nią palec wskazujący. – Chcesz, jak Cadsuane, zostać skazana na banicję, Nynaeve? – wrzasnął. – Nie będę się bawił w wasze gierki! Skończyłem z tym. Udzielaj mi rad, o które poproszę, a przez resztę czasu nie traktuj mnie protekcjonalnie!

Skuliła się, a Rand zacisnął zęby i jakoś zdołał opanować wypełniającą go wściekłość. Opuścił rękę, lecz natychmiast spostrzegł, że kierowana jakby własną wolą, sięga po klucz dostępu w kieszeni. Nynaeve wbiła spojrzenie szeroko otwartych oczu w statuetkę i dopiero widząc to, Rand zmusił się, by rozewrzeć palce.

Sam był zaskoczony wybuchem. Myślał, że już panuje nad swoim temperamentem. Udało mu się wprawdzie odzyskać kontrolę nad sobą, lecz kosztowało go to zaskakująco wiele wysiłku. Bez słowa odwrócił się i wyszedł z sali, zostawiając drzwi otwarte na oścież. Panny poszły za nim.

– Na dzisiaj odwołuję wszystkie pozostałe audiencje – rzucił w stronę służących, którzy chcieli iść za nim. – Zajmijcie się tym, co wam kazałem! Potrzebuję kolejnych członków Rady Kupców. Do roboty!

Rozbiegli się na wszystkie strony. Tylko Aielowie pozostali przy nim, towarzysząc mu w drodze do komnat, które zajmował w rezydencji.