Выбрать главу

– Mój pan mnie wzywał? – zapytał Ramshalan, kłaniając się ceremonialnie przed Randem.

Rand nawet nie oderwał wzroku od mapy.

– Mam dla ciebie zagadkę, Ramshalanie – powiedział. – Chciałbym wiedzieć, czy uda ci się ją rozwiązać.

– Proszę, mów bez wahania, mój panie!

– Powiedz mi, jak mam przechytrzyć przeciwnika, o którym wiem, że jest inteligentniejszy ode mnie?

– Mój panie. – Ramshalan skłonił się powtórnie, jakby w obawie, że Rand pierwszego ukłonu nie zauważył. – Z pewnością musi to być podchwytliwe pytanie! Żaden człowiek nie jest inteligentniejszy od ciebie.

– Chciałbym, żeby to było prawdą – rzekł cicho Rand. – Walczę z jednymi z najbardziej przebiegłych ludzi, jakich znał ten świat. Mój aktualny wróg rozumie umysły ludzi w sposób, któremu z pewnością nie dorównam. Więc jak mam ją pokonać? Kiedy pokażę się z wojskiem u jej bram, ona zapewne zniknie, zaszywając się w jednej z niezliczonych kryjówek, jakie sobie na tę okoliczność przygotowała. Nie stawi mi czoła. Z drugiej strony, jeżeli zdecyduję się zniszczyć jej fortecę zmasowanym atakiem, nigdy nie będę miał pewności, że nie ocalała z ruin.

– To zaiste niełatwa kwestia, mój panie – zafrasował się Ramshalan. Po raz pierwszy spod maski dworaka wyjrzał autentyczny namysł.

Rand pokiwał głową, ale raczej do własnych myśli niż słów tamtego.

– Muszę spojrzeć jej w oczy, zajrzeć w duszę, żeby mieć pewność, iż mam do czynienia z nią, a nie jakimś sobowtórem. Jak to zrobić, żeby jej nie spłoszyć? Jak mam zabić wroga, który jest bardziej bystry ode mnie, wroga, którego nie da się zaskoczyć, a który równocześnie za wszelką cenę będzie unikał konfrontacji ze mną?

Ramshalan wydawał się zupełnie zbity z tropu.

– Ja… Mój panie, jeżeli zaiste wróg twój jest tak przebiegły, może najlepszym wyjściem z sytuacji byłoby poszukać rady u kogoś jeszcze bystrzejszego?

Rand odwrócił się w jego stronę.

– Wspaniały pomysł, Ramshalanie. Nie wydaje ci się, że właśnie to zrobiłem?

Dworzanin wyprężył się dumnie.

„Wydaje mu się, że Rand właśnie dlatego go wezwał!” – zrozumiała Min. Musiała skryć uśmiech, odwracając głowę i przykładając dłoń do ust.

– A więc, gdybyś stanął naprzeciwko takiego wroga, Ramshalanie, cóż byś zrobił? – dopytywał się Rand. – Tracę cierpliwość. Udziel mi odpowiedzi.

– Sprzymierzyłbym się z nią – oznajmił Ramshalan bez namysłu. – Jestem głęboko przekonany, że każdy, kto jest tak potężny, byłby lepszym przyjacielem niż wrogiem.

„Ty idioto” – pomyślała Min. „Przymierze z kimś tak sprawnym i bezwzględnym nie mogłoby się skończyć inaczej, jak nożem wbitym w twoje plecy”.

– Następna znakomita sugestia – rzekł cicho Rand. – Jeżeli jednak pozwolisz, chciałbym wrócić do twojej pierwszej uwagi. Powiedziałeś, że przydałby mi się sprzymierzeniec mądrzejszy ode mnie, i jest to prawda. A więc czas, abyś ruszał w drogę.

– Mój panie? – zdziwił się Ramshalan.

– Będziesz moim ambasadorem – wyjaśnił Rand i uczynił gest dłonią. W przeciwległym kącie pokoju znienacka otworzyła się Brama, odcinając fragment znakomitego dywanu pokrywającego posadzkę. – Rodowa arystokracja Domani rozproszyła się po całym kraju. Chciałbym nawiązać z nimi dobre stosunki, lecz nie mam czasu każdego z nich szukać. Na szczęście mam ciebie i ty mnie wyręczysz.

Ramshalanowi ta perspektywa najwyraźniej się spodobała. Po drugiej stronie Bramy Min zobaczyła wielkie sosny, na twarzy poczuła tchnienie chłodnego, rześkiego powietrza. Odwróciła się i spojrzała na Nynaeve odzianą znowu w błękit i biel. Aes Sedai przysłuchiwała się rozmowie, w jej oczach Min widziała chłód, a w twarzy odbicie własnych emocji. W co grał Rand?

– Za Bramą znajdziesz wzgórze, którego stok schodzi do starożytnego pałacu zamieszkiwanego przez pomniejszą rodzinę kupiecką Domani – tłumaczył Rand. – To pierwsze z wielu miejsc, jakie odwiedzisz w moim imieniu. Przedstawisz się jako mój wysłannik i każesz zaprowadzić przed oblicze tych, którzy władają twierdzą. Potem dowiesz się od nich, czy opowiadają się po mojej stronie i czy bodaj wiedzą o moim istnieniu. Zaoferujesz im korzystne przymierze, a ponieważ w moich oczach już wykazałeś się rozumem, pozwalam ci na samodzielne określenie warunków tego przymierza. Ostatnimi czasy jakoś nie mam głowy do tego rodzaju negocjacji.

– Tak jest, mój panie! – skwapliwie rzekł Ramshalan i aż urósł w oczach, choć równocześnie z niepokojem i nieufnością mierzył wzrokiem Bramę, jak większość ludzi nerwowy w obliczu dzieła Jedynej Mocy, zwłaszcza stworzonego przez mężczyznę. Przy pierwszej nadarzającej się sposobności zmieniłby obiekt swojej lojalności równie szybko jak wcześniej po upadku lady Chadmar. Co Rand sobie myśli, wysyłając tego fircyka na spotkanie z Graendal?

– Idź – rozkazał Smok.

Ramshalan dał kilka niepewnych kroków w stronę Bramy.

– Hmm, mój Lordzie Smoku, czy nie mógłbym otrzymać jakiejś eskorty?

– Mogłaby tylko niepotrzebnie wystraszyć tych ludzi – odrzekł Rand, wciąż nie odrywając wzroku od mapy. Zza bramy wiało chłodem. – Idź i wracaj szybko, Ramshalanie. Brama będzie cały czas otwarta. Moja cierpliwość nie jest niewyczerpana, a wielu chętnie podjęłoby się tej misji zamiast ciebie.

– Ja… – Szlachcic najwyraźniej ważył ryzyko związane z poselstwem. – Oczywiście, Mój Lordzie Smoku. – Wziął głęboki wdech i przeszedł przez portal niepewnym krokiem, jak kot pokonujący kałużę. Patrząc na niego, Min poczuła w sercu ukłucie litości.

Ramshalan tymczasem zagłębił się w las, sosnowe igły szeleściły pod jego stopami. Wiatr śpiewał jękliwie wśród gałęzi drzew – odgłos sprawiał dziwne wrażenie w luksusowym wnętrzu rezydencji.

Rand dotrzymał słowa i nie zamknął Bramy. Stał, nie odrywając wzroku od mapy.

– W porządku, Randzie – powiedziała Nynaeve po kilku minutach, krzyżując ręce na piersiach. – W co ty grasz?

– A ty jak byś ją pokonała, Nynaeve? – odparł Rand. – Nie da się jej zmusić, żeby stawiła mi czoła w otwartej walce, na co zdecydowali się Rahvin i Sammael. Nie zwabię jej też w pułapkę. I choć zapewne jest szalona, to przecież jest bystra i nie można jej nie doceniać. Torhs Margin popełnił ten błąd i wszyscy pamiętamy, jak się to dla niego skończyło.

Min zmarszczyła czoło.

– Kto? – zapytała, patrząc na Nynaeve.

Aes Sedai wzruszyła ramionami.

Rand przyjrzał się obu kobietom.

– Z tego, co sobie przypominam, historia nadała mu imię Tohrsa Złamanego.

I znów Min tylko pokręciła głową. Nynaeve zareagowała identycznie. Żadna nie była szczególnie oczytana w historii, Rand jednak traktował całą rzecz tak, jakby to imię po prostu musiało im coś mówić. Teraz ciągnął dalej, głosem cichym, lecz pełnym napięcia:

– Nieważne, pytanie wciąż pozostaje otwarte. Jak byś z nią walczyła, Nynaeve?

– Nie mam zamiaru bawić się w twoje gierki, Randzie al’Thorze – zirytowała się Nynaeve. – Przecież widać, że już zdecydowałeś, co zrobisz. Więc po co pytasz?

– Ponieważ to, co zamierzam zrobić, powinno budzić lęk w moim sercu – wyjaśnił. – A nie budzi.

Min zadrżała. Rand tymczasem skinął głową stojącym w drzwiach Pannom Włóczni. Bez słowa przebiegły przez Bramę i rozproszyły wśród sosen lasu, w jednej chwili znikając z oczu. Cała dwudziestka zrobiła mniej hałasu niż jeden Ramshalan.

Min czekała. Po drugiej stronie Bramy niewidoczne słońce zalewało las światłem wczesnego popołudnia. Po kilku chwilach spomiędzy drzew wyszła siwowłosa Sulin i skinęła Randowi głową. Czysto.