Po biciu trafi z powrotem do celi i otrzyma miskę wodnistej, pozbawionej smaku owsianki. Dzień po dniu to samo. Ale nie złamie się, nie ulegnie, zwłaszcza mając możliwość spędzania nocy w Tel’aran’rhiod. Po prawdzie, to było tak, jakby te noce stanowiły jej autentyczne dni – swobodne i wypełnione aktywnością – podczas gdy jej realne dni były nocami spędzanymi w znieruchomiałej ciemności. Wciąż to sobie mówiła.
Godziny poranka mijały wolno. W końcu w starym zamku zazgrzytał żelazny klucz. Drzwi otworzyły się i stanęły w nich dwie szczupłe Czerwone siostry, właściwie dwie ledwie podświetlone od tyłu sylwetki, ponieważ nieprzyzwyczajone do światła oczy Egwene nie potrafiły wyróżnić nawet rysów twarzy. Jak zawsze schwyciły ją brutalnie za ramiona, choć jak zawsze nie opierała się.
Wyciągnęły ją z celi i cisnęły na posadzkę. Egwene usłyszała trzask – to jedna z nich na próbę uderzyła pasem w dłoń – i przygotowała się na uderzenie. Usłyszą tylko jej śmiech, jak za każdym razem.
– Stójcie – odezwał się czyjś głos.
Ręce trzymające Egwene zesztywniały. Zamarła z twarzą przyciśniętą do kamienia. Ten głos… to była Katerine.
Trzymające Egwene siostry powoli, niechętnie rozluźniły uchwyt, w końcu pomogły jej wstać. Zmrużyła oczy, chcąc je osłonić przed blaskiem latarń. Po chwili rozejrzała się i zobaczyła Katerine z rękami zaplecionymi na piersiach stojącą w głębi korytarza.
– Przyszłam przekazać wam polecenie jej uwolnienia – oznajmiła Czerwona siostra, a w jej głosie zagrały nuty dziwnego samozadowolenia.
– Co takiego? – zapytała zdumiona jedna ze strażniczek Egwene. Ponieważ jej oczy zdążyły się już przyzwyczaić do światła w korytarzu, zobaczyła, że była to chuda Barasine.
– Amyrlin zrozumiała, że kara dotknęła niewłaściwą osobę – wyjaśniła Katerine. – Przyczyna błędów tej… nie nowicjuszki, a szczurzycy… nie spoczywa w jej głowie. Naprawdę winna jest ta, która nią manipulowała.
Egwene wbiła wzrok w Katerine. I w tym samym momencie wszystko zrozumiała.
– Silviana – rzekła.
– Zaiste – zgodziła się Katerine. – Kogo winić za rozwydrzenie nowicjuszek, jeśli nie tę, która miała je wychowywać?
A więc Elaida zrozumiała, że nie będzie w stanie dowieść, iż Egwene jest Sprzymierzeńcem Ciemności. Rozpętanie nagonki na Silvianę było sprytnym posunięciem. Nawet jeśli Elaida zostanie osądzona i ukarana za pobicie Egwene przy użyciu Jedynej Mocy, to kara Silviany będzie znacznie sroższa, ponieważ to ona nie potrafiła odpowiednio wychować Egwene – a dzięki temu Elaida uratuje twarz.
– Moim zdaniem Amyrlin dokonała właściwego wyboru – wyjaśniała dalej Katerine. – A ty, Egwene, będziesz odtąd… szkolona wyłącznie przez Mistrzynię Nowicjuszek.
– Lecz to przecież Silviana jest Mistrzynią Nowicjuszek, a przed chwilą powiedziałaś, że zawiodła -wyrwało się Egwene.
– Nie mam na myśli Silviany – odparła Katerine, a jej samozadowolenie stało się jeszcze lepiej widoczne. – Mówię o nowej Mistrzyni Nowicjuszek.
Egwene spojrzała jej w oczy.
– I wydaje ci się, że poradzisz sobie tam, gdzie Silviana zawiodła? – spytała.
– Przekonasz się – odparła Katerine, a potem odwróciła się i po kamiennych płytach ruszyła w głąb korytarza. – Zaprowadźcie ją do jej kwatery – dodała pod adresem Czerwonych sióstr.
Egwene pokręciła głową. Elaida okazała się bardziej wytrawnym graczem, niż można było przypuszczać. Zrozumiała, że z uwięzienia Egwene nic nie wynika, więc zamiast tego znalazła innego kozła ofiarnego. Lecz relegacja Silviany z pozycji Mistrzyni Nowicjuszek? To będzie potężny cios dla morale Wieży, ponieważ w oczach wielu sióstr tamta wręcz wzorowo wywiązywała się ze swej funkcji.
Czerwone siostry nadzwyczaj niechętnie ruszyły śladem Egwene w kierunku kwater nowicjuszek, które obecnie znajdowały się w nowym miejscu, to znaczy na dwudziestym trzecim poziomie. Wydawały się zirytowane straconą szansą wychłostania jej.
Nie zwracała na to uwagi. Po tak długim czasie spędzonym w ciemnicy możliwość rozprostowania nóg podczas zwykłego spaceru wydawała się czymś cudownym. Nie była to wolność – cóż to za wolność z dwiema strażniczkami przy boku! – niemniej oszołomiona feerią wrażeń, przynajmniej na krótką chwilę nie myślała o tej różnicy. Światłości! Zaczynała już wątpić, czy zdoła wytrzymać w lochu jeszcze bodaj kilka dni!
Ale zwyciężyła. Powoli docierała do niej świadomość tego, co się stało. Zwyciężyła! Oparła się najgorszej karze, jaką potrafiła dla niej wymyślić Elaida. Zasiadająca na Tronie Amyrlin zasmakuje sprawiedliwości Komnaty, a Egwene odejdzie wolna.
Każdy z jakże znajomych korytarzy uśmiechał się do niej życzliwie światłem swych lamp, każdy krok wydawał się marszowym wybiciem triumfującej armii. Zwyciężyła! Wojna jeszcze się nie skończyła, lecz ta bitwa była wygrana. Wśród tych rozmyślań pokonała wraz ze swoją eskortą jakieś schody i wkroczyła do bardziej uczęszczanego rewiru Wieży. Minęła je grupka nowicjuszek, które na widok Egwene poszeptały między sobą i rozpierzchły się w różne strony.
Z każdą chwilą trzyosobowa procesja mijała w przemierzanych korytarzach coraz więcej i więcej przechodniów. Siostry ze wszystkich Ajah – zdawałoby się bardzo zajęte – zwalniały kroku na widok Egwene. Przyjęte w swoich sukienkach z lamówką zachowywały znacznie mniejszą powściągliwość – przystawały na skrzyżowaniach korytarzy, gapiąc się otwarcie na mijającą je Egwene. We wszystkich oczach widziała zdumienie. Dlaczego ją uwolniono? Ale było w nich też lepiej lub gorzej skrywane napięcie. Coś się musiało stać, coś, o czym Egwene nie miała pojęcia.
– Ach, Egwene – z bocznego korytarza dobiegł ją czyjś głos. – Świetnie, że już cię wypuszczono. Musimy porozmawiać.
Wstrząśnięta Egwene odwróciła się i zobaczyła Saerin, Brązową siostrę, jak o niej powiadano: „z charakterem”. Policzek przecięty blizną nadawał jej obliczu Aes Sedai jakby bardziej… zdecydowany charakter niż u innych sióstr, wrażenie podkreślały pukle siwych włosów wskazujące na naprawdę poważny wiek. Niewiele kobiet z Brązowych Ajah można było określić mianem onieśmielających, jednak Saerin z pewnością się do tej grupy zaliczała.
– Mamy polecenie odprowadzenia jej do jej pokoju – zaoponowała Barasine.
– Cóż, skoro wy z nią rozmawiacie, ja chyba też mogę – spokojnie stwierdziła Saerin.
– Nie wolno jej…
– Zakazujesz mi, Czerwona? Zasiadającej Komnaty? – spytała Saerin.
Barasine się zarumieniła.
– Amyrlin nie będzie zadowolona, gdy się o tym dowie.
– To biegnij i jej donieś – odparła Saerin. – A ja tymczasem omówię parę istotnych spraw z młodą al’Vere. – Zmierzyła wzrokiem obie Czerwone siostry. – Dajcie nam nieco swobody, jeśli można prosić.
Tamte nie były w stanie wygrać pojedynku na spojrzenia i szybko usunęły się na bok. Egwene z ciekawością przysłuchiwała się tej wymianie zdań. Najwyraźniej autorytet Amyrlin – a wręcz i całych jej Ajah – nieco ostatnio podupadł. Saerin tymczasem gestem dała znak Egwene i obie ruszyły przed siebie korytarzem, podczas gdy Czerwone siostry niechętnie powlokły się za nimi.
– Sporo ryzykujesz, prowadzając się tak w moim towarzystwie – zauważyła Egwene.
Saerin parsknęła.
– Ostatnimi czasy nawet opuszczenie kwater własnych Ajah jest dość ryzykownym przedsięwzięciem. W obliczu tego, co dzieje się z Wieżą, nie mam jakoś ochoty na przejmowanie się drobiazgami. – Urwała i spojrzała w oczy Egwene. – Niewykluczone, że korzyści, jakie mogą wynikać z bycia widzianą razem z tobą, warte są pewnego ryzyka. Poza tym chciałam coś sprawdzić.