Выбрать главу

Czerwona siostra zmarszczyła brwi na widok Verin, lecz Egwene szybko podniosła palec do ust i rzuciła jej znaczące spojrzenie. Następnie podeszła do niej i powiedziała:

– Właśnie przyjechała i niezwłocznie chciała się ze mną spotkać w pewnej sprawie, którą zleciła mi dawno temu, jeszcze w czasach przed rozłamem Wieży. Sama wiesz, jak to jest czasami z tymi obsesjami Brązowych. – Sama prawda, ani jednego kłamstwa.

Na wzmiankę o Brązowych Turese pokiwała głową ze zrozumieniem.

– Wolałabym wprawdzie, żeby położyła się we własnym łóżku – ciągnęła Egwene. – Nie bardzo wiem, co z nią teraz zrobić. – i znowu nawet najdrobniejszego uchybienia prawdzie. Egwene naprawdę zatęskniła za Różdżką Przysiąg. W sytuacjach takich, jak ta, wygodna droga kłamstw kusiła z nieodpartą siłą.

– Musiała być zmęczona po podróży – zgodziła się Turese głosem cichym, lecz pewnym. – Skoro tak chciała, nie masz wyjścia, musisz zaakceptować jej decyzję. Ona jest Aes Sedai, a ty tylko nowicjuszką. Nie przeszkadzajmy jej, niech się wyśpi.

Z tymi słowy Czerwona siostra zamknęła za sobą drzwi. Egwene pozostała na swoim miejscu z uśmiechem samozadowolenia na twarzy. Potem spojrzała na zwłoki Verin i uśmiech zniknął. W końcu będzie musiała poinformować Wieżę, że Verin nie żyje. Jak miała wyjaśnić okoliczności jej śmierci? Cóż, coś się wymyśli. W ostateczności można nawet powiedzieć całą prawdę.

Przede wszystkim musiała zapoznać się z treścią książki. Ryzyko, że może ją wkrótce utracić, było spore, nawet mimo ter’angreala w formie zakładki. Powinna prawdopodobnie schować księgę i szyfr w różnych miejscach… albo nauczyć się szyfru na pamięć, a książeczkę zniszczyć. Łatwiej byłoby układać dalsze plany, gdyby wiedziała, jak potoczyło się posiedzenie Komnaty! Czy Elaida została zdetronizowana? Czy Silviana ocaliła głowę, a może już nie żyje?

W tej chwili niewiele się dowie, skutecznie jej to uniemożliwi Czerwona strażniczka. Trzeba czekać. I brać się do lektury. Szyfr okazał się z rodzaju tych bardziej skomplikowanych, większą część niewielkiej książeczki zajmowało opisanie klucza. Rozgryzanie go okazało się dla Egwene doświadczeniem tyleż pokrzepiającym, co frustrującym. Pokrzepiającym, ponieważ zrozumiała, że bez klucza szyfr jest nadzwyczaj trudny do złamania, a frustrującym dlatego, że właściwie nie sposób się było klucza nauczyć na pamięć. Była pewna, że do rana jej się to nie uda, a wtedy już będzie musiała ogłosić, co stało się z Verin.

Zerknęła na jej ciało leżące na łóżku. Wyglądała, jakby spokojnie spała. Egwene rozwinęła koc i przykryła ją po szyję, potem, aby spotęgować wrażenie, zzuła jej buty i ustawiła obok łóżka. Na koniec obróciła ciało Verin na bok, choć ta czynność spowodowała lekki protest w jej wnętrzu. Czerwona siostra zdążyła już kilkukrotnie zajrzeć do pokoju, a widok Verin w tej pozycji z pewnością rozwieje jej ewentualne podejrzenia.

Zrobiwszy swoje, zerknęła na świecę, żeby sprawdzić, ile minęło czasu. W pokoju nie było okien, nowicjuszkom nie przysługiwały kwatery z widokiem na świat poza Wieżą. Stłumiła w sobie pragnienie objęcia Źródła i utkania kuli światła, przy której mogłaby kontynuować lekturę. Trzeba się będzie zadowolić płomykiem pojedynczej świecy.

Przystąpiła do pierwszego zadania, jakie sobie wyznaczyła: rozszyfrowania imion Czarnych sióstr wymienionych na końcu tomu. To było najważniejsze, ważniejsze nawet niż nauczenie się na pamięć klucza do szyfru. Musiała wiedzieć, komu można, a komu nie można ufać.

Następnych parę godzin mogła śmiało zaliczyć do najbardziej niepokojących i nieprzyjemnych w całym swoim życiu. Niektóre z imion były jej całkiem nieznane, inne ledwie kiedyś obiły się o uszy. Pozostałe należały jednak do kobiet, z którymi pracowała, które szanowała, ba, którym wręcz ufała. Zaklęła na głos, gdy na prawie samym szczycie listy znalazła imię Katerine, a potem aż syknęła, zaskoczona, gdy pojawiło się imię Alviarin. O Elzie Penfell i Galinie Casban słyszała, o następnych paru siostrach nie wiedziała nic.

Gdy dotarła do imienia Sheriam, poczuła się tak, jakby w jej środku rozwarta się straszna czeluść. Co prawda podejrzewała ją już kiedyś, ale było to w czasach nowicjatu i na początku postulatu. W tamtych dniach – kiedy po raz pierwszy została wysłana śladem Czarnych Ajah – zdrada Liandrin wciąż jeszcze paliła jak świeża rana. Egwene podejrzewała wtedy niemalże wszystkie siostry, które spotykała na swej drodze.

Na wygnaniu w Salidarze Egwene i Sheriam zbliżyły wspólne obowiązki, z czasem ją nawet polubiła. Polubiła Czarną siostrę. Jej Opiekunka Kronik była Czarną Ajah.

„Weź się w garść, Egwene” – napomniała się w myślach, wracając wzrokiem do listy. Zalewały ją na przemian poczucie bycia zdradzoną, gorycz i żal. W końcu emocje trochę przygasły. Nie miała prawa dopuścić, aby zdominowały chłodne poczucie obowiązku.

Okazało się, że Czarne siostry zinfiltrowały wszystkie Ajah. Jedne były Zasiadającymi Komnaty, inne należały do najniżej stojących w hierarchii i najmarniejszych z Aes Sedai. I były ich setki – wedle szacunku Verin nieco ponad dwieście. Dwadzieścia jeden wśród Błękitnych, dwadzieścia osiem u Brązowych, trzydzieści Szarych, trzydzieści osiem Zielonych, siedemnaście Białych, dwadzieścia jeden Żółtych i czterdzieści osiem Czerwonych, co było z lekka zdumiewające. Poza tym lista wymieniała imiona Przyjętych i nowicjuszek. Z uwag zawartych w księdze wynikało, że one najprawdopodobniej były Sprzymierzeńcami Ciemności jeszcze zanim udały się do Białej Wieży, jako że Czarne Ajah nie rekrutowały w swoje szeregi kobiet innych niż pełne siostry. W tym miejscu księga odsyłała na kolejną stronę po dalsze wyjaśnienia, jednak Egwene postanowiła trzymać się pierwotnej listy. Musiała poznać wszystkie imiona.

Czarne siostry znajdowały się tak w szeregach rebeliantek, jak i w Białej Wieży, parę imion należało nawet do sióstr nie sprzymierzonych dotąd z żadną z frakcji, które podczas rozłamu przebywały gdzieś w świecie. Poza imieniem Sheriam, największym zaniepokojeniem napawały ją siostry, które Zasiadały w Komnacie, czy to na wygnaniu, czy w Tar Valon. Duhara Basaheen. Velina Behar. Sedore Dajenna. Delana Mosalaine – oczywiście – i jeszcze na dodatek Talene Minly. Saerin wyznała Egwene w tajemnicy, że odkryły, iż Talene jest z Czarnych Ajah, jednak zanim zdołały ją schwytać, tamta zbiegła.

Moria Karentanis. Siostra z Błękitnych Ajah, kobieta od ponad stu lat nosząca szal, ciesząca się opinią mądrej i zrównoważonej. Przy licznych okazjach Egwene prowadziła z nią prywatne narady, czerpała z jej doświadczenia, zakładając, że ona – jako Błękitna jest jedną z jej najbardziej zagorzałych zwolenniczek. To między innymi dzięki aktywności Morii Egwene została wybrana Amyrlin, w kluczowych momentach tamta zawsze udzielała jej swego poparcia.

Każde imię było niczym cierń wbity w ciało. Dagdara Finchey która osobiście Uzdrowiła Egwene, gdy ta potknęła się i skręciła nogę w kostce. Zanica, u której odbierała lekcje i która zawsze traktowała ją z wielką uprzejmością. Larissa Lyndel. Miyasi, dla której Egwene łupała orzechy. Nesita. Nacelle Kayama. Nalaene Forrell, która – jak Elza – złożyła przysięgę Randowi. Birlen Pena. Melvara. Chai Rugan…