Lista zdawała się ciągnąć bez końca. Kiedy okazało się, że ani Romanda, ani Lelaine nie należą do Czarnych, poczuła paradoksalne ukłucie irytacji. Gdyby mogła obie po prostu zakuć w łańcuchy, znacznie ułatwiłoby to jej działanie. Dlaczego Sheriam, a nie żadna z tych dwóch?
„Przestań, Egwene” – powiedziała sobie. „Nie zachowujesz się racjonalnie”. Żale, że któreś z sióstr nie należą do Czarnych Ajah, prowadziły donikąd.
Cadsuane nie było na liście. Ani żadnej z najbliższych przyjaciółek Egwene. Nie spodziewała się tego, jednak lepiej było mieć pewność. Grupka, która ukonstytuowała się w Wieży w celu poszukiwań Czarnych Ajah, również była czysta, ani jednego imienia z jej członkiń nie było na liście. Nie było też na niej żadnej z sióstr przysłanych do Wieży na przeszpiegi z Salidaru.
I imienia Elaidy na liście też nie było. Na jej końcu znalazła adnotację Verin, z której dowiedziała się, że osoba Elaidy została poddana szczególnie wnikliwemu śledztwu dotyczącemu jej ewentualnych związków z Czarnymi. Lecz na podstawie zasłyszanych uwag innych Czarnych doszła ostatecznie do wniosku – wniosku graniczącego z pewnością – że Elaida nie jest Sprzymierzeńcem Ciemności. Że jest po prostu kobietą o niestabilnym temperamencie i słabym charakterze, która dla Czarnych stanowiła takie samo utrapienie co dla reszty Wieży.
Niestety, wszystko wskazywało na to, że jest to analiza trafna. Już w momencie gdy zobaczyła imiona Galiny oraz Alviarin, zaczęła podejrzewać, że nie znajdzie tu imienia Elaidy. Zapewne plan Czarnych polegał na tym, aby na Tron Amyrlin wybrać kobietę, którą da się łatwo manipulować, a potem umieścić przy niej Czarną jako opiekunkę, która będzie ją kontrolować.
Elaidą prawdopodobnie manipulowały również przy udziale Galiny – która według noty Verin była na najlepszej drodze do zostania Głową Czerwonych Ajah – albo Alviarin. Obie zapewne strachem i przekupstwem zmuszały Elaidę do realizacji ich zamierzeń.
Elaidę, która nie miała pojęcia, iż służy interesom Czarnych Ajah. To też wyjaśniało dziwny upadek Alviarin. Może posunęła się za daleko? Może za bardzo uwierzyła we własną siłę, czym ściągnęła na siebie gniew Elaidy? Każda z tych możliwości wydawała się wiarygodna, lecz prawda wyjdzie na jaw dopiero wtedy, gdy albo Elaida coś powie, albo Egwene będzie mogła zarządzić przesłuchanie Alviarin. Co zresztą należało zrobić jak najszybciej.
Zamknęła gruby czerwony tom, w namyśle zerknęła na świecę, która wypaliła się niemal doszczętnie. Robiło się już późno. Być może nadszedł czas, żeby domagać się jakichś informacji na temat stanu Wieży.
Zanim zdążyła zdecydować, co w tej sprawie zrobi, rozległo się pukanie do drzwi. Egwene spojrzała w stronę wejścia, pospiesznie otaczając paskiem zakładki obie książki, które w jednej chwili zniknęły. Pukanie oznaczało, że przed drzwiami znajduje się ktoś inny niż pilnująca ich Czerwona siostra.
– Wejść – zawołała.
Drzwi otworzyły się i stanęła w nich Nicola o wielkich oczach i szczupłej sylwetce. Obok niej Egwene zobaczyła przyglądającą się jej surowym wzrokiem Turese. Czerwona siostra najwyraźniej nie była uszczęśliwiona tym, że Egwene ma gościa, jednak parująca miska strawy na tacy trzymanej przez Nicolę zapewne w dostatecznym stopniu usprawiedliwiała jej wizytę.
Nicola skłoniła się przed Egwene, aż załopotały fałdy jej białej sukienki. Turese spochmurniała jeszcze bardziej. Nowicjuszka tego nie zauważyła.
– To dla Verin Sedai – oznajmiła cicho, skinieniem głowy wskazując łóżko. – Z polecenia Mistrzyni Kuchni, która dowiedziała się, jak bardzo wymęczyła ją podróż.
Egwene skinęła głową, gestem wskazała stół, równocześnie skrywając swe podniecenie. Nicola podeszła szybko do stołu, postawiła na nim tacę.
– Mam zapytać, czy jej ufasz – szepnęła, zerkając na łóżko.
– Tak– odszepnęła Egwene, maskując słowo odgłosem przesuwanego stołka. A więc jej zwolenniczki nie wiedziały, że Verin nie żyje. To dobrze, sekret wciąż był bezpieczny, przynajmniej na razie.
Nicola skinęła głową i powiedziała głośniej:
– Dobrze by było, gdyby zjadła, zanim wystygnie, chociaż to ty powinnaś zdecydować, czy ją budzić. Natomiast tobie mam powiedzieć, żebyś sama tego nie ruszała.
– Nie tknę jedzenia, chyba że się okaże, iż Verin go nie chce – zgodziła się Egwene, odwracając wzrok. Po chwili usłyszała, jak za Nicolą zamykają się drzwi. Odczekała jeszcze kilka pełnych napięcia chwil, żeby Turese otworzyła drzwi i sprawdziła, co dzieje się w środku, a czas ten przeznaczyła na umycie rąk i zmianę sukienki. W końcu, pewna, że już nikt jej nie przeszkodzi, schwyciła łyżkę i zjadła zupę. Oczywiście w misce znalazła małą szklaną fiolkę ze zwiniętym skrawkiem papieru.
Chytre. Wspólniczki Egwene zapewne dowiedziały się o wizycie Verin w jej pokoju i postanowiły skorzystać z okazji, żeby przemycić kogoś do środka. Rozwinęła papier i znalazła na nim jedno słowo: „Czekaj”.
Westchnęła, ale doskonale rozumiała, że nie ma innego wyjścia. Z drugiej strony nie odważyła się wyciągnąć książek i wrócić do lektury. I jak się okazało, postąpiła słusznie, ponieważ wkrótce usłyszała na zewnątrz odgłosy czegoś, co przypominało kłótnię. A zaraz potem pukanie do drzwi.
– Wejść – powiedziała zaintrygowana.
Do pokoju wkroczyła Meidani. Demonstracyjnym gestem zamknęła drzwi tuż przed nosem Turese.
– Matko – zaczęła, kłaniając się głęboko. Miała na sobie szarą suknię, ściśle przylegającą do szczupłej figury, która przy jej obfitym biuście sprawiała cokolwiek nieprzyzwoite wrażenie. Czy na dziś wieczór również została zaproszona na kolację u Elaidy? Przepraszam, że kazałam ci tak długo czekać.
Egwene wykonała lekceważący gest dłonią.
– Jak ci się udało ominąć Turese?
– Jest rzeczą dość powszechnie wiadomą, że Elaida… zaszczyca mnie regularnymi zaproszeniami na kolację – wyjaśniła Meidani. – A poza tym prawo Wieży stanowi, że więźniowi nie można odmówić wizyt. Nie mogła zakazać siostrze odwiedzin u zwykłej nowicjuszki, choć postanowiła mi pokazać, że w jej mniemaniu sprawa nie jest wcale taka oczywista.
Egwene skinęła głową, a tymczasem Meidani wbiła wzrok w leżącą na łóżku Verin i zmarszczyła brwi. Chwilę później zbladła. Rysy twarzy Verin wyciągnęły się, a jej skóra poszarzała – nietrudno się było domyślić, że coś jest nie w porządku. Dobrze, że Turese ani razu nie chciała się z bliska przyjrzeć „śpiącej” kobiecie.
– Verin Sedai nie żyje – oznajmiła Egwene, zerkając na drzwi.
– Matko? – zdumiała się Meidani. – Co się stało? Zostałyście zaatakowane?
– Verin Sedai została otruta przez Sprzymierzeńca Ciemności na krótko przed rozmową ze mną. Zdawała sobie sprawę, że przyjęła truciznę, więc przyszła do mnie, żeby w ostatnich chwilach życia podzielić się ze mną ważną wiedzą. – Niewiarygodne, ile można ukryć w stwierdzeniach będących w dosłownym sensie całkowitą prawdą.
– Światłości! – westchnęła Meidani. – Morderstwo w Białej Wieży? Musimy natychmiast komuś powiedzieć! Wzywać gwardię…
– Wszystkim się zajmę – zdecydowanie przerwała Egwene. – Mów ciszej i weź się w garść. Nie chcę, aby moja strażniczka za drzwiami usłyszała, o czym mówimy.
Meidani zbladła jeszcze bardziej, potem spojrzała na Egwene, zapewne zastanawiając się, jak można być tak nieczułą. Dobrze. Niech zobaczy zdeterminowaną, kompetentną Amyrlin. Wszystko, byle tylko nie żal, niepewność i lęk, który Egwene czuła w środku.
– Tak, Matko. – Meidani się ukłoniła. – Oczywiście. Przepraszam.