– Dobrze, teraz wieści. Ponieważ zakładam, że przynosisz wieści?
– Tak, Matko – potwierdziła Meidani, opanowawszy się wyraźnie. – Otrzymałam od Saerin polecenie, aby się z tobą spotkać. Powiedziała, że zapewne zechcesz poznać dzisiejsze wydarzenia.
– Zechcę – przyznała Egwene, próbując nie zdradzać targającej nią niecierpliwości. Światłości, tego wszystkiego zdążyła się już sama domyślić. Czy ta kobieta nie może wreszcie przejść do rzeczy? Tu trzeba walczyć z Czarnymi Ajah…
– Elaida wciąż Zasiada na Tronie Amyrlin – zaczęła Meidani – ale sprawa wisi na włosku. Komnata Wieży zebrała się i udzieliła jej oficjalnego potępienia. Elaida usłyszała, że Amyrlin nie jest władczynią absolutną i że nie ma prawa już dłużej wydawać dekretów i formułować żądań, nie konsultując się przedtem.
Egwene pokiwała głową.
– Można się było tego spodziewać – powiedziała. Niejedna Amyrlin stała się w końcu figurantką w wyniku polityki polegającej na otwieraniu zbyt wielu frontów politycznej walki. A Elaida właśnie ku temu zmierzała i takie rozwiązanie byłoby całkiem satysfakcjonujące, gdyby nie zbliżał się koniec świata. – Co z pokutą?
– Trzy miesiące – stwierdziła Meidani. – Jeden za to, jak postąpiła z tobą. Dwa za zachowanie nieprzystające piastowanej pozycji.
– Ciekawe – rzekła w namyśle Egwene.
– Podniosły się głosy żądające surowszego jej potraktowania, Matko. Przez chwilę wydawało się, że zostanie zdetronizowana.
– Byłaś przy tym obecna? – spytała Egwene.
Meidani przytaknęła.
– Elaida poprosiła, aby spotkanie było Zapieczętowane Płomieniem, lecz jej wniosek nie uzyskał odpowiedniego poparcia. Moim zdaniem był to skutek intrygi jej Ajah, Matko. Wszystkie trzy Zasiadające Komnaty w imieniu Czerwonych znalazły się akurat poza Wieżą. Cały czas się zastanawiam, dokąd udała się Duhara z pozostałymi dwiema.
„Duhara. Czarna. Co ona knuje? A pozostałe dwie? Czy wszystkie wyjechały razem i czy wynika stąd, że tamte dwie też są z Czarnych Ajah?”.
Trzeba będzie znaleźć odpowiedź na to pytanie. Później.
– Jak Elaida to wszystko przyjęła?
– Niewiele mówiła, Matko – powiedziała Meidani. – Przez większość czasu siedziała w milczeniu i przysłuchiwała się obradom. Nie wyglądała na szczególnie uszczęśliwioną. W sumie spodziewałam się, że w każdej chwili może wybuchnąć.
– Czerwone – namyślała się na głos Egwene. – Gdyby naprawdę traciła poparcie własnych Ajah, uprzedziłyby ją z góry, żeby unikała gwałtownych posunięć.
– Saerin doszła do podobnych wniosków – potwierdziła Meidani. – Zwróciła także uwagę, że to twoje słowa o konieczności zachowania Czerwonych Ajah, słowa, które rozeszły się za sprawą grupki nowicjuszek, które je podsłuchały, najprawdopodobniej zapobiegły upadkowi Elaidy.
– Cóż, nie miałabym nic przeciwko upadkowi Elaidy – stwierdziła Egwene. – Po prostu nie chcę rozwiązania całych Ajah. Zresztą niewykluczone, że lepiej iż tak się stało. Detronizacja Elaidy powinna przebiegać w sposób, który nie pociągnie za sobą upadku Wieży. – Choć gdyby Egwene mogła cofnąć wypowiedziane wówczas słowa, zapewne by to uczyniła. Nie chciała, żeby ktokolwiek pomyślał, iż popiera Elaidę. – Zakładam, że wyrok na Silvianę został zatarty?
– Nie do końca, Matko – odparła Meidani. – Pozostaje w areszcie domowym do czasu, aż Komnata zdecyduje, co z nią zrobić. Mimo wszystko oficjalnie sformułowała ciężkie zarzuty pod adresem Amyrlin, w miejscu publicznym, dlatego też mówi się o pokucie.
Egwene zmarszczyła brwi. Cała sprawa pachniała jej zgniłym kompromisem. Najprawdopodobniej Elaida spotkała się na tajnej naradzie z głową Czerwonych Ajah – którakolwiek nią teraz nie była po zniknięciu Galiny – żeby omówić szczegóły. Silviana poniesie należną karę, choć nie tak srogą, jakiej żądała Elaida, ta zaś podporządkuje się woli Komnaty. Najwyraźniej Elaidzie ziemia usuwa się spod nóg, lecz jej pozycja jest na tyle silna, iż wciąż może liczyć na spełnienie swych żądań. Poparcie dla niej w ramach własnych Ajah nie uległo erozji tak całkowitej, na jaką Egwene miała nadzieję.
Mimo to obrót, jaki przyjęły sprawy, należało uznać za pomyślny. Silviana będzie żyła, a Egwene – jak się wydawało – będzie mogła wrócić do dawnego życia w charakterze „nowicjuszki”. Zasiadające okazały się na tyle niezadowolone z postawy Elaidy, że udzieliły jej reprymendy. Teraz Egwene była już pewna, że mając odrobinę czasu, zdoła doprowadzić do detronizacji Elaidy i zjednoczenia Wieży. Lecz czy tego czasu zostało dość?
Zerknęła na stół, gdzie bezcenne materiały leżały skryte przed ludzkim wzrokiem. Czy jeżeli zdecyduje się na ostateczną rozprawę z Czarnymi Ajah, skończy się to otwartą bitwą? Czy skutkiem takiego działania nie zdestabilizuje Wieży jeszcze bardziej? I czy można realistycznie liczyć, że taka operacja może zakończyć się powodzeniem? Musiała rozważyć wszystkie za i przeciw. A na to potrzebowała czasu. Na razie zostawała w Wieży i prowadziła dalej swoją walkę z Elaidą. Co nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności oznaczało, że większość Czarnych sióstr będzie mogła wciąż prowadzić swą działalność.
Ale nie wszystkie.
– Meidani, chcę, żebyś poinformowała pozostałe, że za wszelką cenę muszą zająć się Alviarin i sprawdzić ją za pomocą Różdżki Przysiąg. Powiedz im, że sprawa jest warta nawet dużego ryzyka.
– Alviarin, Matko? – zdziwiła się Meidani. – Dlaczego ją?
– Jest Czarną siostrą – wyjaśniła Egwene, a w żołądku aż ją skręciło na dźwięk własnych słów. – I zajmuje wysoką pozycję w ich hierarchii w Wieży. Verin zginęła, żeby dostarczyć mi tę informację.
Meidani zbladła jak ściana.
– Jesteś pewna, Matko?
– Z całą pewnością mogę stwierdzić, że słowa Verin uważam za godne zaufania – oznajmiła Egwene. – Niemniej zalecałabym, aby tamte usunęły, a potem zastąpiły nowymi przysięgi Alviarin i dopiero wtedy zapytały ją, czy jest z Czarnych Ajah. Każda kobieta powinna mieć szansę obrony, niezależnie od ciężaru przemawiających przeciwko niej dowodów. Jak rozumiem, Różdżka Przysiąg jest w waszych rękach?
– Tak – potwierdziła Meidani. – Potrzebowałyśmy jej, żeby sprawdzić, czy możemy ufać Nicoli. Tamte chciały włączyć w nasze działania kilka nowicjuszek i Przyjętych, które mogą nosić wiadomości tam, gdzie siostry nie chadzają.
To był mądry ruch, mając na względzie podziały wśród Ajah.
– Dlaczego ją?
– Ze względu na to, jak często rozmawia z innymi na twój temat, Matko – wyjaśniła Meidani. – Powszechnie wiadomo, że jest najzagorzalszą orędowniczką twojej sprawy wśród nowicjuszek.
Dziwne to były słowa w odniesieniu do kobiety, która praktycznie rzecz biorąc zdradziła Egwene, lecz zważywszy na okoliczności, trudno było mieć do dziewczyny pretensje.
– Oczywiście nie pozwoliły jej złożyć wszystkich Trzech Przysiąg – ciągnęła dalej Meidani. – Nie jest Aes Sedai. Lecz złożyła przysięgę dotyczącą niekłamania i dowiodła, że nie jest Sprzymierzeńcem Ciemności. Po tym wszystkim przysięga została z niej zdjęta.
– A co z tobą, Meidani? – zapytała Egwene. – Zdjęły z ciebie czwartą przysięgę posłuszeństwa?
Meidani się uśmiechnęła.
– Tak, Matko. Dziękuję ci.
Egwene pokiwała głową.
– Idź więc. l przekaż polecenie ode mnie. Alviarin musi zostać odizolowana. – Jeszcze raz obrzuciła spojrzeniem leżące na łóżku ciało Verin. – Obawiam się też, że będę cię musiała poprosić, abyś ją zabrała. Lepiej będzie, jeśli zniknie, niż gdybym musiała tłumaczyć się z jej śmierci w moim pokoju.